wtorek, 10 stycznia 2017

Rozwydrzenie

Adam Szejnfeld, wybitny złotousty przedstawiciel napchanych do bólu głowy najczystszą demokracją, mówił w telewizji o blokowaniu sali sejmowej mniej więcej tak: ....nikt nie będzie nam mówił jak mamy protestować, to my decydujemy o tym jak chcemy protestować. I właściwie po co więcej cytatów? Wystarczy. A jeśli dorzucimy do tego brednie Neumanna wypowiadane do kamer, że nie ma budżetu, że w ogóle chyba nic nie ma co zrobił lub powiedział PiS, a czego oczywiście nie akceptuje PO, a poza tym większość sejmowa to też jakaś hucpa pewnie, bo bez udziału Platformy nie ma w ogóle na świecie żadnej większości, żadnej demokracji, nie ma niczego sensownego. Tuby medialne opozycji, a są one nadal potężne, nie tylko wspierają to zidiocenie obyczajów politycznych w Polsce, ale wręcz pompują je jak mogą, i to w sytuacji, gdy dwóch liderów dostało mocno po łapach, a jeden z nich w zasadzie został ustrzelony, więc teraz może już spokojnie łazić po paryskich perfumeriach - bez stresu i bez buławy. W tak zwanych mediach pisowskich przyznaje  się, nie wiedzieć czemu, że Marszałek Marek Kuchciński dał się sprowokować, że się nawet trochę pogubił. Gubią się jednak redaktorzy opowiadający takie bzdury. W polskim Sejmie przez cały 2016 rok trwało nieustające rozwydrzenie: wniosek formalny za formalnym, mowy kompletnie nie na temat, krzyki i wrzaski, blokowanie mównicy, etc. Kuchciński powinien dostać order cierpliwości. Trzeba nazywać to co robi na Wiejskiej PO i Nowoczesna po imieniu: rozwydrzenie, chamstwo a teraz doszło ewidentne łamanie regulaminu Sejmu RP i prawa karnego.

Niech nikogo nie dziwią głosy zwolenników PiS, żeby całe to towarzystwo pogonić z sali sejmowej, żeby usunąć ich po prostu siłą. Ludzie nie mają czasu na analizy politologiczne, czy to się opłaca, czy Zachód może wypowie nam wojnę w obronie Szejnfelda i posłanki Muchy. Oczekują spokoju, sprawiedliwości i normalnego życia. Obłęd takich ludzi jak Szejnfeld, Neumann czy Schetyna nie rozwali być może Polski, ale rozwali im własną partię. Do tego wszystkiego ci ludzie popadli w schizofrenię. Żyją bowiem nadal w PRL-u: czarna noc grudniowa 2016, przyjdzie ZOMO, gorzej niż w stanie wojennym, który - jak wiadomo - był wydarzeniem kulturalnym. To naprawdę nic dziwnego, że większość tej przefarbowanej po 1987 roku przez Wałęsę Solidarności i opozycji, która zawarła pakt z komunistami, tak bratała się z Kiszczakiem, tak mówiła, jacy ci esbecy byli jednak profesjonalni, co tam...., czytali wieczorami Platona i Heideggera. Nic dziwnego, że profesjonaliści z dawnych lat tacy jak pułkownik Mazguła stają się idolami opozycji. Bo to jest ten sam pień ideologiczny, ten sam. Mamy czyste rozwydrzenie i wielką pychę, której wzorcem, co najmniej europejskim, powinien zostać Adam Szejnfeld.

Niektórzy łudzili się, że Grzegorz Schetyna jakoś opanuje ten swój partyjny bajzel, te śpiewki przyśpiewki i zapach krwi, którego tak rządni są tak zwani młodzi z PO. Nic bardziej mylnego. Schetyna już tylko broni się przed tym, żeby w ogóle go nie wycięli, tak jak to zrobili z Kijowskim. Schetyna w gruncie rzeczy nie ma już nic do gadania. To zakładnik Tuska. I tu rozpoczyna się kolejna aberracja medialna, której jesteśmy świadkami od kilku dni, czyli "Powrót Tuska". Może ten cyrk z Petru i Kijowskim rzeczywiście wygląda jak czyszczenie przedpola dla "zbawcy" opozycji, ale przecież ten człowiek z marszu, zaraz po powrocie, powinien zostać postawiony w stan oskarżenia za działanie na szkodę Polski, choćby tylko w tym jednym aspekcie Katastrofy Smoleńskiej: zgoda na przyjęcie Konwencji Chicagowskiej w sprawie śledztwa, która już na starcie skazała nas tylko na łaskę Rosjan, konwencji, która zresztą dotyczy lotów cywilnych a nie lotów wojskowych, a ten z 10 kwietnia 2010 roku był ponad wszelką wątpliwość lotem wojskowym. Donald Tusk to zdarta płyta i żaden z niego polityk, tylko sprytny dawca kasy i przywilejów. Trzeba też pamiętać, że to Tusk jest twarzą wszystkich grzechów i skandali PO, a nie dajmy na to taki Schetyna. Oczywiście, on odleciał niebywale, ale nie jest idiotą i zdaje sobie sprawę z tego, że Platforma wzięła kurs na rozwalenie państwa za wszelką cenę.

Powtarza więc te wszystkie brednie, że 33 posiedzenie Sejmu nadal trwa, że oni są na sali, że czekają na wznowienie przerwanych obrad, a tak poza tym to ... nie idźcie na to spotkanie! - wzywa niemal szef PO innych liderów opozycji. Można przypuszczać, że macherzy z PO jakoś tam sobie na użytek wewnętrzny badają nastroje społeczne, także wśród swoich zwolenników, może im wychodzi, że trzeba jednak krwi? I tu w zasadzie jedyna radosna wiadomość dla Neumanna i Szejnfelda, dla Muchy i Pomaski: udało się Wam rzeczywiście doprowadzić, dzięki wsparciu Lisów, Sobieniowskich i Żakowskich do takiego umysłowego bajzlu w głowach wielu wyborców PO, że oni pójdą za Wami w dym, chwycą za klawiatury, oni w przeciwieństwie do Waszych partyjnych cyników naprawdę wierzą w to, że tu jest dyktatura i faszyzm. A tak poza tym, podobnie jak liderzy PO, sprawy Polski i naszego państwa mają głęboko w .... poważaniu. Dlatego 11 stycznia w Sejmie będzie bardzo gorąco i dosłownie wszystko jest możliwe, nawet kolejna rozróba i przepychanki. Decydenci w Brukseli i Berlinie stracili już cierpliwość i żądają konkretów. Śpiewająca Mucha to naprawdę za mało.   

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Łomem zamiast na rozmowy

Właściwie to Platformie Obywatelskiej nie pozostało już nic innego jak chodzić na rozmowy z PiS z pospolitym łomem w ręku. Oto partia, która przez osiem lat zwiększyła dwukrotnie zadłużenie kraju do biliona złotych, która uprawiała i nadal uprawia polityczną gangsterkę na co dzień, która ośmieszyła się i skompromitowała, dopuszczając do podsłuchu rozmów najważniejszych osób w rządzie, otóż ta partia, co jest zupełnie wyjątkowe i niepowtarzalne w sakli europejskiej, mało tego, że jeszcze w ogóle istnieje, to uważa, że władza w Polsce nadal do niej należy, choć rok temu przegrała wybory. Poranny popis posła Sławomira Neumanna w Sejmie (w TVP INFO) powinien być pokazywany w telewizji (w całości) co godzinę. Tak nakręconego i pobudzonego polityka PO już dawno Polska nie widziała, tak kłamiącego i tak aroganckiego, dosłownie  w każdym zdaniu. I to w chwili, kiedy naprawdę zaczyna się poważnie mówić o kompromisie i porozumieniu. Rozwalimy Polskę jeśli nie będzie nasza! - to jest hasło PO na dziś i najbliższe miesiące. Zachowanie Neumanna czy Schetyny nie pozostawia już żadnych złudzeń. Szefowi PO nie odpowiada zaproszenie marszałka Karczewskiego, bo jest z Senatu.... Do tego dzwoni do niego o 7.36. (!), kiedy Pan Grzegorz jeszcze pewnie smacznie odsypia weekend. Czy oni są kretynami? Oczywiście nie, to zwykli polityczni łomiarze, sumiennie wykonujący to, co płynie z Brukseli, czego życzy sobie stary europejski układ, czego życzą sobie Niemcy.  Politycy Platformy wcale się z tym nie kryją, a to napiszą antypolską w wymowie rezolucję dla PE, a to oplują w zachodnich mediach rząd, innymi słowy, robią to co służy im samym, ich interesom i interesom politycznej trupie z Brukseli i Berlina. Do tego wszystkiego ścigają się z Petru, być może nawet to oni go umoczyli, a nie przypadkowy pasażer. Od wczoraj łomiarze z PO zachowują się tak, jakby mieli za sobą rosyjskie tanki. To jest zwykłe awanturnictwo polityczne i ono nie jest śmieszne, jest żenujące i antypolskie, i tak to trzeba po imieniu nazywać.



Można obarczać winą Marszałka  Kuchcińskiego, że dał się sprowokować zwykłemu politycznemu łomiarzowi, można dyskutować z opozycją o potrzebie ponownego głosowania nad poprawkami do budżetu w Sejmie, wiele można, ale nie można dalej się cofać, słuchać tych bredni, którymi karmili dziś dziennikarzy Schetyna i Neumann. Niech im nawet ten radykalizm da +5% w sondażowym poparciu dla partii politycznych, niech się ten ich żelazny elektorat najeży jak nigdy, ale co z tego? Co z tego będzie miała tak na serio polska demokracja czy sami Polacy? To nie jest aberracja jednego Szejnfelda czy zdradzonego przez Nowoczesną Tomasza Lisa (co za trauma!) , to jest bardzo konsekwentna - prowadzona co najmniej od dekady - polityka demolowania Polski, sprowadzenia jej do roli najwierniejszego kelnera Brukseli i Berlina w Europie. Za to były i mogą być kolejne frukty. Mają swój wierny elektorat, kiedyś lemingów a dziś frustratów, że nie jest jak było, choć i tak daleka jeszcze droga do posprzątania demolki jaką pozostawiła po sobie PO. Nie dziwi więc ten brak obecności na rozmowach, bo w Platformie nie było i nie ma zgody na bycie opozycją, nie ma zgody na rząd Prawa i |Sprawiedliwości, w ogóle nie ma tam zgody na samodzielną Polskę, tylko na wasala. Bo co jak co, ale wasalizacja Polski wyszła PO znakomicie. Dym Neumanna i Schetyny ma miejsce nie tylko w dniu, kiedy reszta opozycji siada do rozmów (nieważne już z jakich pobudek), ale także w dniu, kiedy do Polski wjechały pierwsze czołgi amerykańskie, kiedy po raz pierwszy od upadku komunizmu, będziemy mieli stałe wsparcie amerykańskich wojsk pancernych za linią Wisły.



Platforma Obywatelska może być spokojna o wsparcie medialne w Polsce i na Zachodzie, może być spokojna o przybycie pod Sejm swoich prowokatorów, "zakrwawionych" od ciosów policji, to się da zrobić. Da się nawet sprowokować jakieś nowe przepychanki w Sejmie. Po co? Bo ten upór PO ma swój głęboki sens. Takie czy inne wyjście z Sejmu, bez zadymy, bez poobijanych szczęk, to porażka całej opozycji, to raczej pewna zgoda na to, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządziło do 2019 roku, a może i dalej. Nie ma zgody na kompromis! Macie obalić PiS, nawet poprzez prowokację, rozruchy czy rozlew krwi - tak zdają się brzmieć ponaglenia z zagranicy. Bo grunt pod nogami traci i Holland i Merkel. Polska ma być pokorna, to ma być Polska Tuska. W tej kwestii Schetyna nie ma nic do powiedzenia, zresztą sam karnie jeździł już do Brukseli po pomoc. Nie jest ani zabawnie, ani śmiesznie, jak sądzą niektórzy.  Jest śmiertelnie poważnie, ponieważ jesteśmy ważni w Europie i jako państwo i jako naród. Polityczni łomiarze są dziś w PO górą i wykonają każdy rozkaz, byle tylko obrzydzić wszystko co robi PiS, byle tylko wywołać chaos i trwogę zachodnich mediów o los umęczonej polskiej demokracji. Bez wątpienia, na końcu tej drogi są rozwiązani siłowe, na które tak bardzo liczą dziś łomiarze.   

czwartek, 5 stycznia 2017

Tajfun w opozycji

Demolka opozycji trwa w najlepsze,  a właściwie samodemolka. Pamiętamy dobrze te sceny z wiosny 2016 roku: KOD maszeruje, kilkadziesiąt tysięcy ludzi na ulicach Warszawy, przyklejają się do KOD-u jak mogą Schetyna, Petru, Wałęsa i wszyscy najmądrzejsi dziennikarze III RP, Lis i Żakowski mówią już o milionie, który za chwilę wyjdzie obalić dyktaturę. Tymczasem w spokoju i z premedytacją lider "oburzonych" Mateusz Kijowski dzielnie nadzoruje sieć informatyczną KOD, broniąc jej przed atakami rozwydrzonego, młodego Ciemnogrodu. Mija pół roku  i dziś mamy oto przedziwną konferencję prasową członków Zarządu Stowarzyszenia KOD*, która jeszcze bardziej pogrążyła Kijowskiego, zamiast cokolwiek wyjaśnić lub uspokoić zawiedzionych sympatyków ruchu. 
Radomir Szumełda i Magdalena Filiks z Zarządu KOD nie wiedzieli o tych przelewach na 90 tysięcy zł, dowiedzieli się całkiem niedawno, nie mieli nad tym kontroli, bo kontrolę nad zbiórką pieniędzy miał Komitet Społeczny KOD, a jego działalność już wygasła (31.10.2016 r. KS KOD złożył sprawozdanie ze zbiórki**) i teraz zarząd bada te faktury, ale i tak są zaskoczeni, a Radomir Szumełda jeszcze do wczoraj nie wiedział nawet, że to firma Kijowskiego była (jest?) administratorem ich strony internetowej, natomiast Pani Filiks była przekonana, że w Komitecie Obrony Demokracji wszyscy wszystko robią za darmo, że to jest po prostu jeden wielki wolontariat i jedna wielka idea. No nie jest. Do tego wszystkiego Radomir Szumełda mówi wprost, że przecież są inni liderzy w KOD (on też?), a nie tylko Kijowski i prosi dziennikarzy, żeby ich pokazywać. Efekt tej chaotycznej konferencji prasowej jest taki, że Kijowskiego oficjalnie nie ustrzelono, ale ustrzelony i tak został. Prawdziwy tajfun w opozycji, a przecież trzeba się mobilizować przed 11 stycznia.  

Rozmiękczony Sylwestrem Ryszard Petru szuka porozumienia z PiS, żeby wyjść już z tego Sejmu, w końcu jest tyle fajnych rzeczy do robienia, no więc PiS go rozgrywa, może mu rzuci jakieś "koło ratunkowe" i to tylko dlatego, żeby wkurzyć zdumionego Grzegorza Schetynę. Co on ma z kolei począć z pobudzonymi do imentu Muchą, Pomaską i Nitrasem, tego nie wie nikt. Tak jak chodzili z telefonami po sali, tak chodzą dalej i gadają do nich z pobudzonymi oczami, przekonani, że lud III RP stoi za nimi murem, murem - dodajmy - w granicach 10-15%  poparcia według ostatnich sondaży. Platforma więc się zwija, a Nowoczesna, która tak naprawdę nie wiadomo czym w ogóle jest, ma się całkiem nieźle, bo jej wyborcom Petru się podoba - no i co nam zrobicie?    

W tym totalnym już trzęsieniu ziemi, które kończy się dla opozycji całkowitym potrzaskiem (szczególnie po opublikowaniu nagrania z Sali Kolumnowej Sejmu), zastanawia naprawdę jedno: Na co Schetyna, Petru, Lubnauer czy Kopacz liczyli, kiedy rozpoczynali blokadę sali obrad, kiedy jawnie zaczęli łamać polskie prawo? Że będzie jakiś tumult społeczny? Wierzyć się wprost nie chce, że myślący z III RP nie planowali sobie kilka ruchów naprzód, że grali w swoje polityczne szachy na chybił trafił, albo laufer tu albo tam, bo to i tak bez znaczenia. PiS, w zasadzie, nie musi nic już robić, poza utrzymaniem twardego stanowiska wobec okupujących polski parlament. Może sobie nawet pozwolić na jakieś poprawki w Senacie, może nawet odbyć się w Sejmie ponowne głosowanie, ale nie musi. Tymczasem tajfun w Platformie dopiero się zaczyna. Opozycja w Polsce, skupiona wokół radosnej III RP, przestała być obliczalna. Jeśli Schetyna nie uspokoi "młodych" zbuntowanych, to oni narzucą mu dalszą radykalizację protestu.  Do tego przed Sejmem ślęczy jakaś nowa formacja Obywatele RP,  która idzie w żądaniach dalej niż KOD. Tylko Ryszard Petru nie ma wokół siebie poważnej konkurencji, a jedynie chórek politycznych filipinek, gotowych na wszystko. Że to jest prawdziwe przesilenie w opozycji to już więcej niż pewne, że PiS wyjdzie z tej batalii zwycięsko też pewne. Ale niestety, tego co jeszcze mogą zrobić  polityczni frustraci z PO czy z Nowoczesnej, tego nie wiemy. Bo KOD został dziś dość skutecznie uśpiony.  

*źródło: TVP INFO
** Komunikat KS KOD z 5.11.2016 r.   (https://www.ruchkod.pl/komunikat-komitetu-spolecznego-komitet-obrony-demokracji-5-listopada-2016-r/

środa, 4 stycznia 2017

Najwyższa pora na Sexit

Jaki protest takie skojarzenia, ale słowo "SEXIT" w tytule nie ma nic wspólnego z wypadem ("flajtem") Ryszarda Petru do Portugalii, co więcej, niech sobie facet poukłada swoje sprawy prywatne w spokoju, co uczyniła już ponoć jego partyjna koleżanka. Sexit bez wątpienia kojarzy się z seksem, ale w tym przypadku chodzi o sprawę tyleż poważną, co żenującą i w sumie nieuchronną, czyli o wyjście bojowników z brygad wolności z naszego, polskiego parlamentu. To wyjście jest nieuchronne, i tylko od samych bojowników i ich liderów zależy to, czy zrobią to z klasą czyli zachowają się sexy, czy też będziemy mieli do czynienia z kolejnym "żenua", z histerią, w której - to całkiem niewykluczone - jakaś posłanka z Nowoczesnej uderzy się sama przed Strażą Marszałkowską pięścią w twarz, potem upadnie i zacznie krzyczeć: W twarz?! W twarz?! Sexit z Sejmu i tak zawładnie na chwilę internetowymi wydaniami zachodnich dzienników na stronie 27 lub 28, może też trafić do wiadomości ZDF lub ARD. Teraz, po cichu, lewacy liczą na pogrom w stylu kieleckim, tyle, że w Ełku, podgrzewając w sieci atmosferę wokół zabójstwa młodego Polaka, a redaktor Piotr Pytlakowski podkreśla, że on nie był "grzecznym chłopcem", miał "świeże sprawy", jak by to miało jakiekolwiek znaczenie dla tragicznej śmierci za dwie butelki napoju.

Jeśli próba kolejnej zadymy, tym razem lewackiej, nie powiedzie się, trzeba będzie się skupić na pogrążeniu państwa w chaosie, na zszarganiu opinii o Polsce za granicą na ile się da, na przykład poprzez jakiś wymyślny sposób Sexitu, bo padanie przed maskami samochodów nie wyszło. W rządzie liczyli trochę na Grzegorza Schetynę, że namówi bojowników do wyjścia, że jego realizm polityczny i widoczna niechęć do okupacji sali sejmowej skłonią całą PO do ustępstw. W końcu łamią prawo i regulamin sejmowy, i tylko czekają na to jak śpiewającą Joannę Muchę będą ciągnęli po dywanie pisowscy oprawcy przebrani w mundury. Liczą też na górników w kaskach, bo wtedy zawsze wystarczy jeden fałszywy górnik z kijem, żeby faktycznie doszło do rozróby. To jest w sensie dosłownym i na poważnie mordowanie wizerunku Polski i spokoju w państwie, które na tle Europy Zachodniej od setek lat, a nie od 1989 roku jest oazą spokoju.

Jeśli Grzegorzowi Schetynie pozostały jeszcze resztki rozsądku, może doprawdy wyjść sam z tej hucpy i paranoicznej sytuacji, nawet jeśli pozostanie tam Szczerba z Budką i śpiewającą Muchą. Podział w PO jest faktem, co więcej rozkład PO jest tak samo nieuchronny jak ów Sexit. Doprawdy, Schetyna wygląda w tym swoim fotelu sejmowym, jak kiszony ogórek w słoiku, a przecież jest tyle miejsca wokół! Dla PiS jest to z kolei poważna próba odpowiedzialności politycznej za państwo. I nie ma co krzyczeć, żeby ich stamtąd pogonić, bo to jest teraz ich jedyne polityczne marzenie. Spokój, spokój i profesjonalne przygotowanie wszystkich służb na każdy możliwy scenariusz. Tym bardziej, że mają aktywnych kibiców do rozpętania zadymy, i na Wschodzie i na Zachodzie. W sumie nic nowego. Sexit może być też kompromisowy, co będzie jednak jednoznaczne z uznaniem przez Platformę i Nowoczesną, że w Polsce rządzi Prawo i Sprawiedliwość. Psychologicznie będzie to dla nich porażką, ale czy mają lepsze wyjście? "Flajt" Petru, jego jakieś sercowe być może sprawy, mogą mu paradoksalnie pomóc. Może zrobić tak jak Schetyna swój własny Sexit, powołując się na swoją skomplikowaną sytuację osobistą, i nie będzie w tym chyba cienia przesady. Jeśli wyjście awanturników z Sejmu zakończy się kompromisem, to dla takich ludzi jak Budka czy Nitras nie będzie już dobrego klimatu w PO. Tylko czy chce ich aby na pewno .N? Grzegorzu Schetyno! Zrób ten Sexit! Jarosław Kaczyński liczy na Ciebie....

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Sylwestrowy zamęt bez Petru

Raczej trudno uwierzyć w to, że Tomasz Lis i jego elity oglądali Sylwestra z Dwójką albo "Szopkę Noworoczną" w TVP 1. Można nie lubić disco polo i nie znać Zenka Martyniuka, można drwić z wyborców PiS- u, można nawet nie lubić Polaków, ale co takiego w głowie Lisa i innych pisożerców się dzieje, jakie procesy chemiczne tam zachodzą, jeśli zachodzą, że im się w ogóle chce pisać z takim obrzydzeniem o disco polo, o piosence, którą Zenek Martyniuk wykonał razem z Marylą Rodowicz w Zakopanem? Ludzie w ten wyjątkowy wieczór bawią się przy bardzo różnej muzyce, także lekkiej i łatwo wpadającej w ucho, i tak ogólnie to są odprężeni. A ci nie, usta zaciśnięte, a w ustach jad na każdą okazję, na każdą minutę ich zmarnowanego przez PiS życia. Koncert w TVP2 miał największą oglądalność nie z powodu owych "zielonych oczu", ale dlatego, że w porównaniu z Polsatem i TVN miał najwięcej gwiazd, najlepszą scenografię, był najlepiej zrealizowany i wybrano najciekawsze miejsce - zimowe Zakopane. Do tego jeszcze ten szok opozycji po "Szopce Noworocznej", żądania dymisji prezesa TVP Jacka Kurskiego, że chłam, że skandal, że kloaka. Jednym słowem, PiS nie odpuszcza nawet na polu szeroko rozumianej kultury, czym doprowadził do traumatycznej nocy sylwestrowej wszystkich  obrońców demokracji. No może nie wszystkich.....

W jakim celu,  z kolei, Adam Michnik udał się w Sylwestra przed Sejm do stacjonującej tam awangardy myślenia i Agnieszki Holland, to tylko on sam chyba o tym wie. Mówił prawie do nikogo i właściwie nic nie powiedział. Na tyle nic, że jego obecność pod Sejmem przemilczały nawet "Fakty" o 19.00.  Tak wyglądało smutne pożegnanie roku przez opozycję, bo przecież trzeba tu dodać zmęczonych, zestresowanych i zdeterminowanych posłów okupujących Sejm. Bez dzieci i rodzin, bez znajomych, bez domowych kotletów, w poczuciu walki o to "żeby było jak było".

Z tej ponurej i przygnębiającej atmosfery panującej na Wiejskiej, z przeżywania tego traumatycznego sylwestrowego wieczoru z telewizją publiczną, wyłamał się lider liberałów i inaczej myślących, sam Ryszard Petru, zresztą razem ze swoją koleżanką posłanką Schmidt Joanną. Polecieli witać Nowy Rok do Portugalii, o czym huczy nie tylko w Internecie. Właściwie to nie wiadomo do końca, czy razem witali Nowy Rok czy osobno, może nam powiedzą o tym osobiście po powrocie, w okolicach Święta Trzech lub Sześciu Króli. Można powiedzieć, że trochę wpadli. Poseł zamyślony, a posłanka rozmarzona, tak to przynajmniej wynika z opublikowanego zdjęcia. I tu trzeba po prostu wziąć całym sercem Ryszarda Petru i jego koleżankę w obronę.  Te głupie erotyczne aluzje na TT, te pytania, czy leciała z nimi żona Pana Petru, to wszystko razem jest najzwyczajniej prostackie i obrzydliwe.

Lider Nowoczesnej przynajmniej nie udaje, nie ściemnia, że walczy o jakąś demokrację, nie sterczy non stop z megafonem pod Sejmem, nie leży w sejmowym fotelu dzień i noc z drętwą miną. On jest do bólu szczery, bo mówi nam wprost, że w Polsce jest po prostu koszmar. I nie jest egoistą, co rzadkie u liberała. Pomógł nawet swojej koleżance partyjnej oderwać się na kilka dni od tego polskiego koszmaru, czym z pewnością zaskarbi sobie sympatię wielu polskich kobiet i dziewczyn. Loty z Petru staną się najbardziej pożądanymi lotami przez nowoczesne Polki. Nie ma co utyskiwać, że poseł Ryszard dał sobie na luz, to naprawdę jedyne fajne wydarzenie w opozycji na koniec 2016 Roku. A ciotki rewolucji niech siedzą w Sejmie jak kury na grzędzie.  

czwartek, 29 grudnia 2016

Buszujący w Sejmie

Grzebanie w ławach poselskich Prawa i Sprawiedliwości, zaglądanie co też tam ciekawego leży, przeglądanie dokumentów w miejscu, które zajmuje w Sejmie Jarosław Kaczyński nie jest incydentem, nie jest śmieszne i nie jest folklorem politycznym lub nietaktem.  To jest mniej więcej taka sama sytuacja jak na przyjęciu czy na konferencji naukowej. Każdy kto szperałby sąsiadowi przy stole czy znajomemu z innym referatem, zaglądałby do cudzych dokumentów zostałby wykluczony z towarzystwa, a w uzasadnionym przypadku zajęłaby się nim prokuratura. Bo jest to naruszenie cudzej własności. Nic z tego, że poseł Sławomir Nitras nagrał filmik, że wczuwał się w rolę dziennikarza (chyba reportera z Korei Północnej), on nie miał prawa włazić w ławy poselskie rządzącej partii i tam zaglądać, i nie miał prawa cokolwiek filmować, bo to były "papiery" PiS-u, a nie jego. 

To nie tylko kwestia kultury politycznej i dobrego wychowania, ale po prostu zachowania zgodnego z prawem. Czy naruszył prawo? Warto to rozważyć. Jego kolega z PO zajął się z kolei "papierami" należącymi najprawdopodobniej do Jarosława Kaczyńskiego*. Poczytał, poczytał i odłożył. To jest skandal, i to tak ewidentny, tak bulwersujący, że razi nawet dość "lajtowe" potraktowanie sprawy przez obóz rządowy. Że nie wyją z oburzenia TVN czy GW, albo serdelkowy naTemat.pl , że sprawę całkowicie bagatelizuje Nitras i jego partia, to oczywiście nie dziwi. Taplają się w błocie i rzucają błotem od wielu miesięcy, więc trudno im dostrzec - więcej niż kompromitujący - charakter tego zdarzenia.



I poseł Nitras, i najprawdopodobniej poseł Ryszard Wilczyński (od dokumentów JK), w ramach wyznawanych przez nich jak najbardziej europejskich wartości i najwyższych standardów demokratycznych, powinni natychmiast złożyć swój mandat poselski, a ich matka partia powinna ich wykluczyć ze swoich szeregów. Nic takiego się oczywiście nie stało i nie stanie, bo ta formacja polityczna nie stosuje się do żadnych cywilizowanych zasad, jest bowiem głęboko zakorzeniona w mentalności bolszewickiej, a jej celem jest doprowadzenie w Polsce do rozruchów i obalenia demokratycznie wybranego rządu. Wcale tego zresztą nie skrywa. Kibicują temu niemal gremialnie wszystkie lewackie media na Zachodzie, a także część liberalnej klasy politycznej. Nie bardzo jednak wiadomo, na co liczą. Pewnie nadal wierzą w to, że KOD zapędził na ulice Warszawy ćwierć miliona ludzi.

Można dalej obserwować wygłupy Muchy i Halickiego w Sejmie, błazeńskie pozy, ich tupet i pychę, ale to wszystko razem zniechęca Polaków jeszcze bardziej do polityki i polityków. Więcej, nie sposób już dziś rozmawiać spokojnie ze wyborcami N i PO. Ich radykalizacja stała się tak nieznośna, a stopień "stefałenienia" mózgów tak daleko posunięty, że jakikolwiek dialog o tym, co się dzieje w Sejmie po 16 grudnia jest niemożliwy. Teraz czeka nas nakręcanie spirali nienawiści przed 11 stycznia 2017 roku. Czego pragnie radykalna opozycja najbardziej? Żeby pod Sejm przyjechali górnicy. Żeby w końcu była wielka zadyma. A posłowie łażący i grzebiący w  ławach poselskich Prawa i Sprawiedliwości mogą spać spokojnie. Bo skoro można sikać na znicze, kpić z ofiar  Katastrofy Smoleńskiej, popychać i szarpać posłanki opuszczające Sejm, to sięganie po cudze dokumenty staje się zachowaniem jajcarskim i niegroźnym. 

*https://www.youtube.com/watch?v=0SrnC6cFgk4

środa, 28 grudnia 2016

Dajcie nam w końcu lidera!

Sprawa jest poważna jak nic, bo to się rozłazi wszystko po kościach, po prostu się sypie, i nie wszyscy wyborcy i opozycjoniści są zdania, że Ryszard Petru jest geniuszem politycznym, charyzmatycznym samcem alfa i intelektualnym natchnieniem dla milionów. Patrząc na okupację sali obrad plenarnych, być może były na początku jakieś nadzieje na nowego lidera, na tak pożądaną przez Tomasza Lisa zmianę pokoleniową w Platformie, ale dni mijały i nic się nie dzieje. Kiedy spoglądamy na minę Grzegorza Schetyny w ławie sejmowej, to całym swoim wyrazem twarzy i gestami ciała mówi do nas: "Co ja tu k.... jeszcze robię?" Sprawny administrator PO Grzegorz nie może być liderem opozycji, nie porywa tłumów, ale z drugiej strony nikt tam nie porywa tłumów, przychodzi wszędzie ciągle ten sam zestaw tysiąca nawiedzonych i nękanych codziennie przez reżim, poturbowanych psychicznie i moralnie, ofiar totalitaryzmu. Kiedy  Jarosław Kaczyński powiada, że byłoby fajnie dla obozu władzy rozmawiać z jakimś jednym liderem opozycji, dać mu nawet pewne przywileje, to oczywiście doskonale wie o tym,  ze takiego lidera nie ma i nie będzie jeszcze długo. Robić poważnego przeglądu kadr nie ma sensu, a za plecami małych liderów nikt się nie czai. Do tego wszystkiego cała ta brygada wigilijna z sali obrad zupełnie pokpiła sprawę Świąt Bożego Narodzenia. Ale po kolei. 


Mocno ożywiona jest zawsze Kamila Gasiuk - Pihowicz. Wydaje się,  że w skrajnej sytuacji potrafiłaby nawet takiemu pisiorowi dosłownie wydrapać oczy, ale czy ona przewyższa intelektualnie Petru? Na pewno nie. W Platformie jest naturalny kandydat na szefa całej opozycji, który w okupacji Sejmu czuje się jak ryba w wodzie czy jak karp w galarecie, który jest niedoceniany, a samczość samca alfa ma w każdym geście, w każdym spojrzeniu. Do tego jest bystry i zawzięty, choć z wyglądu niepozorny. To oczywiście Borys Budka, absolutny i naturalny kandydat na lidera całej opozycji. Brakuje mu jedynie zaplecza politycznego, sama dr Ewa nie wystarczy, a - niestety - posłanka Pomaska wspiera go w proteście jedynie pozornie, podczas gdy naprawdę szykuje się do usunięcia Schetyny i Petru ze sceny politycznej. Wspiera ją Szczerba i podobno zakulisowo sam Komorowski. Tu niby Wigilia, karpik i śledzik, smacznego Borys, a za plecami trwają knowania bystrej poseł Agnieszki z Trójmiasta, która ma ponoć reklamować nowy model telefonu firmy Apple. To ich siedzenie w Sejmie jest całkowicie durne i nie ma co się dziwić Schetynie. Jaki poważny polityk, w cywilizowanym kraju spędza Boże Narodzenie w ciemnej sejmowej sali, cieszy się jak dziecko,  że mu przynieśli makowiec i pasztet, to jest aberracja! Ale może być tak, że w końcu tym swoim skomleniem o upadku demokracji, swoją nienawiścią już całkowicie jawną i nieskrywaną, w końcu wylansują jakiegoś nowego Cybę. "Liderzy" nie komunikują się ze swoimi najbardziej zatwardziałymi fanatykami, którzy są już tak nakręceni, że niewiele naprawdę trzeba do kolejnego mordu politycznego w Polsce. 



Poziom rozbawienia Petru i jego damskiej kompanii podczas tej okupacji jest tak wysoki, dla nich to jest tylko takie show, ale na dole są tacy, którzy wszystko biorą bardzo serio, zdecydowanie zbyt serio. Dlatego dajcie nam jakiegoś lidera, z kim można w ogóle o czymkolwiek rozmawiać i rozładować te skrajne emocje. Daremne to oczekiwanie. Schetyna sparaliżowany, a Petru nie jest nawet produktem marketingu politycznego. Najwyraźniej mamy jednak w Polsce elektorat myślący na podobnym poziomie co Petru. Nie jest to wcale straszne, raczej śmieszne, że ludzie pracujący w korporacjach, często wykształceni i prywatnie nawet całkiem sympatyczni mają lidera bez najmniejszych kompetencji do czegokolwiek, a już na pewno do polityki. Dziwne jest nawet to, jak ten facet uchował się u boku Balcerowicza. Kijowskiego można spokojnie przemilczeć, jak ktoś ma pomysł na lidera opozycji, ale takiego poważnego, niech poda jego nazwisko. A może toksyczny prof. Rzepliński? Wydaje się, że tam jest gorzej niż na prawicy po Konwencie Św. Katarzyny dwie dekady temu. To nie zmienia faktu, że będą niszczyć spokój w Polsce, będą prowokować i wykonywać świadomie lub nie to, czego sobie  życzą Zachód lub Moskwa.To jest więcej niż pewne.

A z tymi świętami? Mogli jednak choć trochę ocieplić swój wizerunek podczas Świąt Bożego Narodzenia. Mają dobre telefony z filmowaniem w HD, a obraz był marny, zero uśmiechu na ustach, jacyś tacy nijacy, niepocieszeni. I bez inwencji, bez pomysłu. Żadnych przebrań, stroju diabła czy anioła, nie było też śladu CNN ani ZDF, jednym słowem ziało nudą!. Smutni i opuszczeni, aż zapalili znicze. Otóż niech się nie martwią. Dziewczyny i chłopaki z TVN już pojedli na święta i zabrali się do roboty. Do 11 stycznia pojawi się w "Faktach" tyle jadu, że nawet najbardziej oporni uwierzą w koniec demokracji w Polsce. Niech się ten ZDF i ta CNN uczą od nich, jak się robi dobrą propagandę.