wtorek, 27 grudnia 2016

Holland w Poland

W piątek, w radiowym show* Agnieszki Holland, które wspierało czterech najwybitniejszych polskich myślicieli politycznych, padł genialny pomysł (chyba Jacka Żakowskiego), żeby okupujący salę sejmową zaktywizowali się w końcu i napisali "Deklarację Wolności" do całego świata. Świat bowiem czeka niecierpliwie na głos Petru i Schetyny, właściwie to już tupie i przebiera nogami, a New|York Times opracowuje właśnie nowy algorytm liczenia ludzi pod naszym Sejmem, generalnie w opcji wszystko razy 1000. "Deklaracji Wolności" jeszcze nie ma, przynajmniej milczy na ten temat zaprzyjaźniony z demokracją CNN. Paradoksalnie, Agnieszka Holland trafnie zdiagnozowała sytuację o upadku Europy, kryzysu jej tożsamości i w ogóle kryzysu demokracji liberalnej. Gorzej z oceną sytuacji w Polsce. "Jesteśmy mistrzami nihilizmu" - tak wyraziła się o Polakach, bo Polacy - jak wiadomo- są w ogóle fajni i pracowici, a byli nawet mądrzy kiedy rządziła Platforma z Tuskiem. Wtedy na dobre można się było zajmować w studiach radiowych i telewizyjnych "znęcaniem" się nad opozycją, jej nieudolnością i jasnym dla salonu jak nic - prostactwem i brakiem europejskości. Nadeszły rządy Kaczyńskiego i zapanował w naszych sercach nihilizm, prowincjonalizm i prawicowa tępota. Na szczęście nie u wszystkich. Jest zdrowe jądro narodu, które Pani Holland popiera i wspiera, a mędrcy tacy jak Lis i  Żakowski wytyczają jądru ścieżki prowadzące do odzyskania władzy.

Ale i oni dostrzegają, że okupacja sali sejmowej traci na znaczeniu. Narzekają na słabą frekwencję pod parlamentem, bo powinno być przecież ze sto tysięcy ludzi a nie tysiąc. To ich podpucha i ściema. Wie o tym także Agnieszka Holland. W tej całej smutnej, ale komicznej historii, ani Platformie ani Nowoczesnej nie zależy na utrzymaniu wizerunku, ani tym bardziej na demokracji i wolności, bo  oni teraz postawili na rewolucję. Gruba sprawa. Plan totalnej destrukcji państwa jest rozpisany na długie miesiące i cokolwiek zrobi Prawo i Sprawiedliwość, nawet coś bardzo kompromisowego, odpowiedzią będzie dalsza eskalacja konfliktu. Mylą się politycy obozu rządowego, twierdząc, że okupacja sali obrad jest bezsensowna, że nic nie da opozycji. To ma być cały ciąg zdarzeń, kolejnych hec i prowokacji, na końcu których będzie chaos, a być może nawet rozlew krwi. Przecież "protestujący" sami wzywają do używania przemocy, do ulicznego buntu. Im się źle dzieje, oni bez demokracji chudną, wpadają w traumę, depresję, tracą wręcz zmysły. Tyle tylko, że dla nich demokracja oznaczała zawsze i oznacza także dziś totalną, nieprzerwaną władzę nad wszystkim co się rusza, a szczególnie nad tym co się rusza nie po ich myśli.

W świat, od roku wysyłają non stop komunikat, że w Polsce nie ma już demokracji. To bardzo odpowiada lewackim mediom i zużytym liberalnym rządom Zachodu, bo Jarosław Kaczyński i jego polityka są dla nich realnym zagrożeniem. Rządy PiS powstrzymują też częściowo ekspansywną politykę Moskwy w dawnym bloku wschodnim. Czy to się Petru i Schetynie podoba czy nie, ich partie grają w obcych drużynach a nie w drużynie narodowej. I doskonalą o tym wiedzą. Jest to więc świadoma próba zniszczenia demokratycznych rządów w Polsce i przywrócenia Polski spokojnej, "obliczalnej", pokornej, nie mającej nic do powiedzenia w Europie. Symbolem tej Polski jest Donald Tusk, a na użytek tłumów najdobitniej wyraziła to Agnieszka Holland: "...żeby było tak jak było...".

Święta za nami, kolejne zwyczaje i tradycje polskie zostały "skopane", tym razem coś bardzo cennego dla Polaków, czyli rodzinna Wigilia. Posłanka Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej widzi to inaczej. Jej zdaniem, oni siedząc tak w Sejmie, spędzili Wigilię w gronie milionów Polaków. I ta narracja trwa w najlepsze: Kamila Gasiuk - Pihowicz pochyla się nad karpiem, Ryszard Petru pochyla się nad samym sobą, a Grzegorz Schetyna wierci się w sejmowym fotelu, bo chyba wie, co się z nim stanie jak protest skończy się klęską. Czekają więc do 11 stycznia, przygotowują się do kolejnych akcji i prowokacji, i nie mogą się już cofnąć. Nie ma odwrotu. Marzy im się rozwiązanie siłowe, latające pałki policyjne i lanie demonstrantów wodą. Tak to już bywa,  gdy lud jest krnąbrny, niewyedukowany, a do tego okropnie nihilistyczny. Cała nadzieja opozycji w Bronisławie Komorowskim. Naprawdę.   

*źródło: TOK  FM               

sobota, 5 listopada 2016

Nic Pisowi nie wychodzi

Nierozgarnięci wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, do tego naiwni, myślą, że teraz jest lepiej niż za PO. A to oczywiście bzdura, bo Pisowi nic nie wychodzi. Program 500+ jest w zasadzie w ruinie. Nie poprawił demografii, jesteśmy pod względem dzietności na przedostatnim miejscu w UE, ale trzeba w końcu zrozumieć, że wyzwolone kobiety z "czarnych marszów" głoszą to co Seweryn Blumsztajn: "Pier....., nie rodzę". Innymi słowy seks tak, ale bachor w żadnym razie. Gdyby tylko chodziło o dzietność w tym pisowskim programie....  Jest jednak jeszcze gorzej. W sieci olbrzymi tytuł: Setki osób przepijają pieniądze z programu 500+. Nie wiadomo co, gdzie i jak. Ale tytuł poraża. Dopiero w środku tekstu dowiadujemy się, że chodzi o niewielką część rodzin korzystających z tej formy pomocy państwa w Małopolsce, że zamiast pieniędzy dostaną one bony na żywność.  Niewiele osób zagłębia się w każdy portalowy tekst, więc taki tytuł wprost sugeruje: PiS rozpija Polaków, żeby więcej wydali na alkohol, na fajki, a kasa z akcyzy za te używki podratuje dziurawy budżet. Aż dziw bierze, że w TVN 24 nie było jeszcze takiego materiału:


OFF (na ponurej muzyce)
13 - letnia Marta z Żyrardowa żyła w dość spokojnej rodzinie. Ojciec czasami pił, matka paliła umiarkowanie. Wszystko zmieniło się, gdy rząd Szydło wprowadził w życie Program 500+.
Marta - TON 100% 
Jak dostali te pieniądze, to dostali szału! Ojciec codziennie kupuje dwie flaszki a matka pali jak smok. Dla mnie nic nie ma, najwyżej rzucą mi czasem jakimś starym batonem.

Jak by tego było mało, cała Europa drży o Polskę. Pisze nawet do nas jakaś ważna komisja z ONZ, że my z tym Trybunałem coś tam nie tak. Nic Pisowi nie wychodzi. Nawet bankomaty mają za miesiąc nie wypłacać klientom pieniędzy. To nie żart. Bo znowu w sieci taki tajemniczy tytuł, że właśnie może tak się stać. I znowu, sięgając do tekstu przecieramy oczy ze zdumienia, bo chodzi konkretnie o rezydentów Stanów Zjednoczonych, jeśli nie dopełnią pewnych formalności. Ilu jest takich rezydentów w Polsce? 5, 10 tysięcy? Wieje grozą z każdego prasowego tytułu "Wyborczej" czy "Faktu", praktycznie ze wszystkich największych portali informacyjnych. PiS niszczy Polskę i straszy terrorem.

2,5 miliarda złotych zostanie praktycznie wyrzucone w błoto na modernizacje trasy kolejowej Warszawa - Poznań, bo pociągi będą potem jeździły mniej więcej z taką samą prędkością jak do tej pory, no może pojawimy się w Poznaniu 5 minut szybciej. Co ten PiS wyrabia, po co modernizować coś, czego modernizować nie trzeba? Tego, kto i kiedy podjął taką durną decyzję  się nie dowiemy. A chodzi tu o fundusze z UE, więc procedury na tę modernizację zaczęły się co najmniej dwa lata temu, za rządów PO. Ale to Pisowi nie wychodzi. Sytuacja staje się naprawdę dramatyczna, wszyscy wytykają nas palcami przez politykę Kaczyńskiego. a teraz jeszcze 11 listopada, nie wiadomo co się stanie, może policja w końcu zaatakuje?

Zrozpaczona Krystyna Janda zapowiada*: "Idę, bo chcę, bo muszę. Idę nie dla siebie, idę dla innych". A więc idzie, jak to dobrze. Olbrychski Daniel też idzie: "O wolność trzeba dbać, a często nawet walczyć". Wspaniale, aktorzy też będą jednak walczyć. Młodsze pokolenie prościej wyraża swój sprzeciw wobec dyktatury. Światowej sławy polska aktorka, znana w całym Hollywood, Zofia Wichłacz mówi jasno: "Jestem naprawdę wkurzona obecną sytuacją w Polsce". A przecież mogłaby dodać: "Chcę latać Caracalami".

Wydaje się, ze czas przesilenia nieuchronnie nadchodzi, co najlepiej widzi oczywiście Lech Wałęsa, który chce referendum, w którym to naród zmusi jego zdaniem Prawo i Sprawiedliwość do poddania się, albo do wyskakiwania z okien. W wywiadzie dla WP.pl wyraził to jeszcze dobitniej: "...naród zawsze ma prawo do referendum. A jak się władza nie będzie zgadzać na referendum, to jaka jest inna droga? Fizyczne wymuszenie. Może to być zablokowanie rządowych budynków i niewpuszczenie ludzi do urzędów." Jak ci zestresowani ludzie mogą spokojnie spać, kiedy czują na sobie co krok macki reżimu? Jeśli nadal Pisowi nic nie będzie wychodzić,  możemy się spodziewać najgorszego: oni bezpowrotnie obrażą się na Polaków.  

*źródło: gazeta.pl

sobota, 29 października 2016

Kamieniowanie Beaty Gosiewskiej

Jak można inaczej nazwać to, co dzieje się od kilku dni wokół europosłanki Beaty Gosiewskiej? Obrażaniem? Niewybrednym atakiem? Tak zwany mainstream czyli salonowy rynsztok nie przebiera w słowach, zupełnie tak, jakby chodziło o zbrodnię albo zawłaszczenie olbrzymiej sumy pieniędzy. Niestety to przybrało formę kamieniowania osoby, która straciła w Katastrofie Smoleńskiej męża i ojca dwójki dzieci. Doszliśmy do politycznego bagna. Skandalizujący jak zawsze reżyser Andrzej Saramonowicz "wrzucił" na TT taki wpis:

"5 milionów złotych za śmierć męża w wypadku lotniczym? Cholera, zaczynam mieć wyrzuty sumienia wobec rodziny, że nie wsiadłem."

Pod wpisem fala ścieku, niewartego cytowania. Śmiem twierdzić, że gdyby coś tak haniebnego zdarzyło się w Stanach Zjednoczonych, Saramonowicz po przegranym procesie z wdową po Przemysławie Gosiewskim chodziłby w tym samych gaciach i boso do końca życia. A inni hejterzy za nim, niczym drużyna finansowych golasów. Beata Gosiewska stara się cokolwiek wyjaśnić  w wywiadzie, jakiego udzieliła dziś gazecie "Super Express". Oczywiście wyjaśnia, że wniosek o odszkodowanie w kwocie 5 milionów złotych został złożony kilka lat temu, że dotyczy całej Jej rodziny (po 1,25 miliona złotych na każdą osobę), że został oparty przez prawników na standardach europejskich. A zgodnie z nimi średnie odszkodowanie za śmierć w wypadku lotniczym wynosi 2 miliony euro, czyli około 9 milionów złotych na osobę. Porażające jest w tym wszystkim to, że wdowa po pośle PiS musi się tłumaczyć z przysługujących Jej praw, że jest dosłownie kamieniowana w sieci przez zwykłych chamów.



Od samego początku, od 1o kwietnia 2010 roku rodziny ofiar, które domagały się wnikliwego śledztwa w sprawie katastrofy, spotykały się z niechęcią mediów, były obrzydliwie atakowane przez takich ludzi jak Palikot czy Niesiołowski. Premier Tusk traktował je per noga, a dziś były minister Sikorski sugeruje by rodziny ofiar domagały się odszkodowań od Federacji Rosyjskiej, skoro był to zamach. Z jakichś nieznanych nam bliżej powodów, spec od dorżnięcia watahy, wie, że zamachu dokonali Rosjanie. Intersujące, skąd ta jego sugestia. Ani we Francji, ani w Niemczech, nikt nie odważałby się zaatakować polityka, posła, osoby publicznej za to, że stara się o odszkodowanie z powodu śmierci bliskiej osoby w katastrofie. Zezwięrzęcenie dziennikarzy i komentatorów wspierających szamoczącą się PO czy KOD nie zna najwyraźniej żadnych granic.

Najprawdopodobniej Beata Gosiewska nie otrzyma tak wysokiego odszkodowania, sama zresztą o tym mówi. Dziś płaci wysoką cenę za to, że Polska, dzięki tak zwanym elitom przypomina zwykłą dzicz. Tak, tak, te elity narzucają od dawna standardy dziczy w walce z PiS. Te niby wykształcone i obyte na europejskich salonach. Beata Gosiewska przetrzyma tę dzicz z salonów. Tych komentujących wykształconych  z wielkich miast. "Zajęto" się europosłanką, by wskazać jaki ten PiS jest pazerny na kasę, jaki jest zepsuty. Adresatem nie są bywalcy drogich restauracji tylko ludzie biedni. Większą hipokryzję sytych i zadowolonych trudno sobie wyobrazić. Żerowano na bólu bliskich ofiar Katastrofy Smoleńskiej od samego początku, od 10 kwietnia 2010 roku. Puszki po piwie, oddawanie moczu na znicze. Milczeli znani i skundleni artyści. Żyją wśród nas, w środku Europy zwykli barbarzyńcy.

czwartek, 27 października 2016

AntyPiS na granicy Paranoi

Być może jest tak, że jak się obserwuje rozwój sytuacji politycznej w Polsce z dnia na dzień, to człowiek najzwyczajniej w świecie przyzwyczaja się do rzeczy nienormalnych i absurdalnych, i już za takie je w końcu nie uważa. Obłędny atak na PiS trwa rok, więc największe kłamstwo czy największe chamstwo przechodzi niezauważone. Tandem opozycja i posłuszne jej media goni jak szalony, chyba nawet nie wiedząc, że ociera się już o paranoję. Nie dostrzegamy jej wyraźnie, bo ona nam spowszedniała. Nikt na Zachodzie nie urządza masowych protestów przeciwko czemuś czego nie ma, czego rząd nie zamierza wprowadzić w życie.  Choćby czarne marsze. Już sama nazwa jest porażająca, kojarzy się z czymś strasznym i ponurym, prawie jak "Krzyk 4". To jest przykład czystego szaleństwa, nie tyle sfrustrowanych i znudzonych kobiet, ile raczej sfrustrowanych coraz bardziej ich politycznych mocodawców, wykorzystujących ich ogromny feministyczny zapał i chęć wyzwolenie nas z ciemnogrodu. Symbolem tej ponurej krucjaty stała się niejaka Natalia Przybysz. Piosenkarka wyznała, że przeżyła kilka najszczęśliwszych minut w swoim życiu, kiedy usunęła ciążę.


Aborcja to za mało, więc dorzucono wszystko, co się nie podoba PO i gazecie Michnika. W ten sposób narodził się żeński KOD, bo ten właściwy sypie się z tygodnia na tydzień. Akcja trwa. Jest taki portal naTemat.pl. Podjął się z rozmachem  problemu, co inne nacje wiedzą o Polsce,  z czym się im dzisiaj nasz kraj kojarzy.Wyniki były marne, wiedza kiepska, a rozmówcy (głównie dziennikarze i naukowcy) powtarzali w kółko jedno i to samo: Polska kojarzy się dziś w Europie z zakazem aborcji. Granica paranoi została właśnie przekroczona. Równie dobrze można rozpętać burzę pod hasłem: "PiS zabija psy" lub "PiS zabija zwierzęta" i nikt nie będzie dochodził prawdy. Multum tytułów zachodnich podchwyci temat, zrobi się z tego wielki raban i będziemy wytykani jako mordercy zwierząt. Wszystko można, naprawdę. Nie ma takiego tematu, bo "gdyby tutaj babcia przechodziła z wnuczkiem, którego nie ma.....".


Niestety, ta walka skundlonych mediów i upadłych polityków z obozem nie jest śmieszna, tu chodzi o zniszczenie PiS, o skompromitowanie każdej decyzji rządu, o obrzydzenie tej partii na Zachodzie. Każde, nawet najbardziej podłe kłamstwo służy temu celowi: odsunięcie PiS od władzy przed rokiem 2019. Chwilami przypomina to jednak misje samobójczą, na szczęście. Z jakiego powodu Adam Michnik widzi w Mateuszu Kijowskim następcę Wałęsy? Człowieka, który ma poprowadzić wielki bunt zadowolonych i sytych? Nie wiadomo, może to jest przejaw myślenia paranoicznego. Kijowski w roli wielkiego przywódcy to absolutny absurd, to jakaś zgrywa, kpiny nawet z tych, którzy łażą za nim po ulicach. Doprawdy, to już ciekawszy jest największy polski erudyta Ryszard Petru. Śladem Michnika podąża Platforma Obywatelska. Można się naprawdę uśmiać, ale podejmowanie współpracy z Lechem Wałęsą, który opuszcza KOD (tragedia), który praktycznie nie ma żadnego wpływu na polską politykę, a do tego jest obciążony współpracą z SB to działanie na granicy obłędu.  


Prawo i Sprawiedliwość reaguje nad wyraz spokojnie na te irracjonalne zachowania opozycji i jej medialnych tub i może tak trzeba. Z drugiej jednak strony brak zdecydowanej kontry powoduje, że obóz nienawiści sięga po coraz bardziej radykalne środki. Kijowski mówi co prawda, że KOD nie chce brać udziału w sporze o ekshumacje, ale nie wyklucza się ich blokowania. Część rodzin mówi o groźbie zbeszczeszczenia  zwłok ich bliskich. To można zrozumieć, potrzebna jest tu empatia. Ale czy te rodziny mają świadomość tego, że nawet nie mogą być pewne tego, że w grobie jest pochowany ich ojciec czy matka?  I czy naprawdę  są przekonane, że znają prawdę o Smoleńsku? Trwa śledztwo, śledztwo w sprawie najtragiczniejszej katastrofy lotniczej w historii Polski. Oczywiście protest części rodzin znakomicie wpisuje się w nagonkę na PiS.  Paranoja, która zrodziła się z nienawiści do Prawa i Sprawiedliwości może mieć jednak fatalne skutki dla Polski, bo bez pardonu atakuje się także wyborców PiS, traktując ich jako nierozgarniętych i zacofanych. Ta paranoja szkodzi Polsce, a kibicuje jej i Berlin, i Paryż i Moskwa. Na końcu tego obłędu jest chaos i rozbicie państwa. Można odnieść wrażenie, że zniszczenie PiS warte jest dla nich każdej ceny.       

wtorek, 25 października 2016

Widmo klęski krąży nad PiS

Ten człowiek ma wybitną intuicję polityczną i niezwykły dar empatii, wyjątkowy nad Wisłą. Wiedząc, że Komitet Obrony Demokracji nie spełnia jednak oczekiwań Adama Michnika i jego gazety, widząc jak gaśnie rewolucyjny płomień Mateusza Kijowskiego, jak chudną z politycznego głodu uliczne manifestacje, podjął jedynie słuszną decyzję w swojej jesieni życia, podyktowaną właśnie ową niebywałą empatią jaką został obdarzony. Przytulił się do politycznego trupa - Platformy Obywatelskiej. Ten heroiczny czyn będzie odnotowany w podręcznikach historii. Wnuki Schetyny i przyszłego obywatela Ukrainy Sławomira Nowaka będą z wypiekami na ustach opowiadały jak Lech Wałęsa, razem z ludźmi Platformy, stoczyli swój wielki ostatni bój z dyktaturą.

"Układ  z KOD-em dobiega końca, jeszcze sześć spotkań. Umowa prawdopodobnie będzie przedłużona, ale lubię dużo pracować, więc włączam się we współpracę z PO"* - powiedział wielki człowiek na wspólnej konferencji z Grzegorzem Schetyną.  Ten z kolei, jak zwykle szczery do bólu, powiedział bez ogródek, że "chce wykorzystać autorytet Lecha Wałęsy do walki z PiS". To stwarza na polskiej scenie politycznej zupełnie nową sytuację, niezwykle trudną dla Prawa i Sprawiedliwości, grożącą wręcz katastrofą dla obecnego rządu. Wiadomo jak groźna jest Julia Pitera, jak nieobliczalny w błyskotliwych atakach jest poseł Kierwiński. Ale polityczny duet PO i Wałęsa to śmiertelna broń dla Jarosława Kaczyńskiego, groźna ja Caracale.

"Lech Wałęsa wychodzi z cienia",  "Lech Wałęsa bierze stery opozycji w swoje ręce", "Wałęsa zniszczy PiS" - tak będą komentować przełomowe wydarzenia w Polsce europejskie media. Cały Zachód odetchnie z ulgą, a prezydent F. Hollande przyleci do Gdańska z podziękowaniami za to kolejne genialne posunięcie Lecha Wałęsy. Wiosną, kiedy stopnieją śniegi i stopnieje do trzech procent poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, Platforma Obywatelska i Lech Wałęsa ogłoszą demokratyczną rewolucję, wyjdą na ulice, a Jarosław Kaczyński pójdzie siedzieć, co już zapowiedział nasz noblista.   

Komitet Obrony Demokracji przyłączy się do Komitetu Wyzwolenia Polski spod Dyktatury (KWPsD), a Adam Michnik przełknie gorzką pigułkę, że jego pupil nie zostanie przywódcą powszechnego buntu. Ma się czym martwić PiS, ma się czym martwić Jarosław Kaczyński. Wałęsa i PO tworzą razem śmiercionośną broń, są jak dwa wielkie lotniskowce miażdżące okręty przeciwnika. Autorytet Lecha Wałęsy jest przecież niepodważalny. Jeszcze w 1967 roku, późnym wieczorem,w blasku wiejskiego księżyca opracował swój zabójczy plan dla komunizmu. Wszedł do piekła SB, był tam,ale w sercu od początku nosił "Solidarność" , której nazwy jeszcze nikt nie znał ani w Polsce, ani na świecie. Patrząc w gwiaździste niebo, powiedział wtedy sobie: "...Planuję to wszystko zakończyć do czerwca 1989 roku, a potem zostanę Prezydentem  RP". Nieznane to fakty z życia wielkiego Polaka, niezapisane na kartach autobiografii i wywiadów. Ale tak właśnie było. Wielka jest ofiarność Wałęsy. Sojusz z PO to najwspanialsza wiadomość dnia dla Prawa i Sprawiedliwości.    


*źródło: Onet.pl   

poniedziałek, 24 października 2016

Szurnięty Stuhr

Na najbardziej antypisowskim portalu msn.pl (należy do Microsoft), plującym i zohydzającym dokładnie wszystko co robi lub zamierza zrobić Prawo i Sprawiedliwość, można się zapoznać (nie pierwszy raz) z tym, co na temat Jarosława Kaczyńskiego i PiS  sądzi znany aktor Jerzy Stuhr. On nie jest pożytecznym idiotą wykorzystywanym do ubliżania Kaczyńskiemu, on wierzy w to co mówi, on to mówi na ochotnika. Nie zdziwiłbym się, gdyby raz na jakiś czas dzwonił do tej lub innej redakcji i mówił: Wiecie co? Mam znowu coś obrzydliwego na Kaczora. Co Wy na to?. No biorą go na wywiad, a on posuwa się coraz dalej, bo poprzednie plucie było za słabe, więc teraz musi to być mocne splunięcie.

Jerzy Stuhr jest szurnięty, gdy mówi: * "......W grudniu ubiegłego roku zmienił się w Polsce ustrój. A przynajmniej poważnie zmutował. Ustawami o Trybunale Konstytucyjnym Prawo i Sprawiedliwość zlikwidowało trójpodział władzy i przeszło od demokracji do dyktatury."

Albo twierdzi, że  Kaczyński posiadł podobne umiejętności jak Hitler:
"Hitler też miał tę umiejętność. Wiedział, jak dobrać. Jak od siebie uzależnić. Jak uwikłać. Zbuntowałeś się? Myślisz, że ja cię do więzienia wsadzę? Nie, chodź, mam dla ciebie specjalne zadanie, tylko jak podskoczysz, to ci wyciągnę takie rzeczy, że jesteś na całe życie skończony - wyjaśnia."

Od artysty, a w szczególności tak znanego aktora,  wymaga się jednak pewnej wrażliwości, wysokich standardów, poniżej których się nie schodzi. Pan Stuhr nie jest skandalistą jak Dali, po prostu taki dość spokojny, można rzec średniej klasy europejski aktor. Ma prawo oczywiście głosić, co chce i nic nam do tego.  Ale to jest jednak dowód na to, że tak on, jak i niemała gromadka innych artystów to ludzie chorzy, którzy nadal uważają, że największym szczęściem dla Polski była Platforma Obywatelska. Jeśli ktoś ma  takie przekonanie, to znaczy, że nie rozpoznaje w ogóle naszej rzeczywistości, nie rozumie jej, jest oderwany od Polski i w tym sensie, trudno go nazwać patriotą. Bo to nie jest tylko,  tak jak chce Stuhr, granie Mrożka w Palermo, to jest także, a może przede wszystkim, zwykła przyzwoitość, brak zgody na kulturę kłamstwa i oszustwa, którą uprawiała Platforma.

Stuhr mówi o wstydzie, o tym, jak strasznie musieli przyjąć Francuzi uwagę naszego wiceministra o widelcach. I tu jest to, co potwierdza, że najbardziej zakompleksiony względem Zachodu jest właśnie tak zwany mainstream. Stuhr jest zakompleksionym facetem jak wielu innych artystów, którzy poparli PO. Z Paryża walą w nas obelgami, ubliżają raz po raz Polakom, nikogo tam to nie dziwi, nikt nie rozdziera we Francji szat, że zakpiono sobie z Polaków. Mają nas gdzieś, i tak się czują od nas ważniejsi i mądrzejsi. I to jest w sumie zdrowy objaw, cenią swoją narodowość. Ludzie tacy jak Stuhr tej naszej narodowości nie cenią. Ludzie tacy jak on nigdy nie oburzyli się, gdy hańbiono pamięć o generale Błasiku i polskich pilotach. Sami się wykluczają z patriotyzmu. Jeśli Stuhr porównuje Kaczyńskiego do Hitlera, zresztą nie on pierwszy, to właściwie sam siebie przekreśla jako człowieka myślącego, sam mówi do nas: jestem szurnięty. Świetnie zagrał rolę obleśnego karierowicza i kłamcy w filmie "Wodzirej". Daje to do myślenia.... 

*źródło: msn.pl

sobota, 22 października 2016

Polowanie na PiS

To,  co uprawia od roku Platforma Obywatelska z Petru czy Trybunał Konstytucyjny to nie jest zwykła, standardowa walka polityczna jaką możemy zaobserwować w każdym demokratycznym kraju na Zachodzie. To, co wyczyniają media wspierające PO i Nowoczesną to nie jest dziennikarstwo tylko zwykła medialna gangsterka. To jest polowanie na PiS każdego dnia, o każdej godzinie. To jest jeszcze coś więcej: zamach na demokrację, na demokratyczny wybór, jakiego dokonali Polacy, wreszcie to jest zamach na suwerenność Polski, która za czasów rządów Tuska legła w gruzach ("Niech Berlin weźmie odpowiedzialność za całą Europę"). PO była źródłem niezliczonych wprost afer, ale nikomu nie spadł włos z głowy, a Chlebowski jedynie się spocił. To Platforma odpowiada za skandaliczny wybór żelastwa z Francji. Bezczelność Grzegorza Schetyny nie zna granic, gdy mówi o powołaniu komisji śledczej i o tym, że wycofanie się z kontraktu na Caracale szkodzi Polsce.

Nikt w ostatnich 27 latach nie zaszkodził Polsce tak jak Platforma. PO do polowania na PiS nieustannie zachęca cały Zachód. Analityk stacji telewizyjnej Bloomberg twierdzi wprost, że inwestorzy wycofują się z GPW bo rządzi PiS. Tymczasem giełda dołuje od czterech lat, tymczasem dwa wielkie koncerny motoryzacyjne będą budowały w Polsce swoje fabryki. I do tego ten sam Bloomberg informuje, że Polska w przyszłym roku będzie miała trzeci najwyższy wzrost gospodarczy w Europie. Schizofrenia? Optymistyczne w tym wszystkim jest to, że ludzie, którzy dla utrzymania czy odzyskania władzy gotowi są oddać Polskę na smyczy obcym państwom, wydają się mocno wypaleni i przeżywają umysłową zapaść.   

W polowaniu na PiS nadal najlepiej radzą sobie TVN i GW, oraz niektóre portale informacyjne i wcale nie chodzi tu o naTemat.pl , tylko o msn.pl - lidera antypisowskiej nagonki. Portal ten należy do koncernu Microsoft i ciekawe, z jakiego to powodu firma ta tak zdecydowanie opowiada się po jednej stronie sporu politycznego w Polsce. Przejrzyjcie sobie tytuły dzień po dniu, tak przez tydzień, Newsweek.pl się przy tym chowa. To jest antypisowskie szaleństwo. Jak już nie ma się czego czepić, to obok zdjęcia Macierewicza mamy wstrząsający tekst o mężczyźnie, który chciał zgwałcić konia w Janowie Podlaskim. Wiadomo, odkąd rządzi tam człowiek PiS-u to zatrudnia się gwałcicieli koni. Takie kwiatki......, po kilku godzinach tekst schowano głębiej.

Burzę posłusznych mediach wywołała informacja o tym, że Antoni Macierewicz ma nagranie Tusk - Putin z 10.04.2010 roku. Od razu obśmiano Macierewicza, że nagranie "buja" się w sieci od 6 lat i sprawę niemiłosiernie nagłośniono, bo wiadomo, że szef MON ciągle konfabuluje. Tymczasem, nagranie będące w posiadaniu MON jest dłuższe niż to na TT. I kolejny atak, bo Antoni Macierewicz ujawnił przedziwną transakcję Egiptu z Rosją na dwa mistrale za dolara. Te same, które wcześniej Francja miała sprzedać Rosji. Polowanie na PiS trwa, więc znowu kupa śmiechu, choć strona rosyjska ustami rzecznika Kremla Pieskowa stwierdziła, że nie są to sprawdzone informacje. To jak to jest? Bzdura czy szef MON dotarł do pewnego źródła na ten temat? Stało się to praktycznie zaraz po krachu z Caracalami. Ale wiadomo, Macierewicz konfabuluje, kłamie, polowanie na PiS trwa.

Tego, czego chyba najbardziej obawia się PO ze stronu rządu to sprawa Smoleńska, to dotarcie do prawdy o 10 kwietnia. Nie ma żadnych wątpliwości, absolutnie żadnych, że Platforma zapłaci za Smoleńsk zniknięciem ze sceny politycznej, że zniknie też z anteny zapewne spora grupa "dziennikarzy", piewców raportów Anodiny i Millera. Jeszcze czują się bezkarni, tak samo jak ci co występowali w mundurach w stanie wojennym. To co ich cechuje to zero wstydu,  zero godności, zero zasad, czyli inaczej mówiąc trzy zera (000). To jest symbol dziennikarzy na usługach PO. To polowanie na PiS ma oczywiście wymiar międzynarodowy. Prawo i Sprawiedliwość przeszkadza Berlinowi, Paryżowi i Rzymowi, nie wspominając już o Moskwie. I właśnie najlepsze jest to, że tak zwani publicyści kreują PiS na sojusznika Moskwy, oczywiście nieświadomego, bo intelektualnie tego nie ogarniają. Innymi słowy partią Putina w Polsce jest PiS. I wciskają ten kit tacy ludzie jak Lis i co bardziej wyrywni posłowie z PO czy Nowoczesnej. Obrzydzić, opluć, nakłamać, nakrzyczeć, obrazić, sprowokować, zniszczyć. Jeśli ktoś wyłuska z propagandy opozycji inne działania, niech je wymieni, niech je opisze. Na dziś jest to bezwzględne polowanie na rząd, na Jarosława Kaczyńskiego.

I można by nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego, można by się tym nawet specjalnie nie przejmować, wyśmiać tę polityczną i merytoryczną bezsilność Schetyny, Kierwińskiego czy Pihowicz, gdyby nie fakt, że jest świadome niszczenie państwa, przywołujące na myśl drugą połowę  XVIII wieku. Co więcej, oni wiedzą, że to robią, zdają sobie z tego sprawę, że jak nikt szkodzą Polsce. Dlatego PiS musi być jak nigdy dotąd uważny, skonsolidowany, wolny od jakichkolwiek większych potknięć. Druga strona wykorzysta wszystko, z każdego  drobiazgu posłuszne media zrobią aferę stulecia. Na razie Prawo i Sprawiedliwość całkiem nieźle sobie radzi z tą polityczną i międzynarodową gangsterką. Ale to dopiero pierwszy rok rządów, więc wielka batalia o Polskę dopiero się zaczęła.