poniedziałek, 7 lipca 2014

Ściemy Giertycha

Roman Giertych chciał załatwiać po kolei polskich miliarderów, dając im propozycję nie od rzucenia: albo płacisz za wstrzymanie publikacji o Tobie, albo drukujemy.  Tyle i aż tyle wynika z zapisu rozmowy Giertych- Piński – Nisztor, opublikowanej dziś w tygodniku „Wprost”. Giertych  tłumaczy się, że blefował, a Nisztora (autora książki o Janie Kulczyku) nazywa gangsterem. Grozi też procesami. Warto tu zauważyć, że w kancelarii znanego mecenasa platfomerskiej ekipy, nie doszło do spotkania obcych, tylko znajomych. Z obcymi nie pije się tak od razu po 0,75 l wódki na głowę. Rozumiem tę subtelną grę Romana Giertycha. Chciał własną piersią obronić Jana Kulczyka przed szkodliwą publikacją, zupełnie bezinteresownie. Żeby usidlić „gangstera” poprosił swego kumpla Pińskiego, żeby przyprowadził go do kancelarii i wtedy spijając go na umór, chciał dopiąć swego. Za jak najmniejszą cenę chciał obronić honor polskiego biznesu przed dziennikarską zgnilizną.

Jeśli to był blef ze strony Romana Giertycha, to niech wyjaśni, po co był ten blef z „Grupą  Trzymającą Miliarderów za Mordę” (GTMzM) .  Jaki miał cel, po co? Skoro szedł na spotkanie w imieniu tajemniczego kolegi Jana Kulczyka, co chciał zapłacić Nisztorowi za prawa do książki o Kulczyku, to po co blefy? Po co te ściemy o jakiejś grupie, która będzie szachować czołowych polskich biznesmenów. Jest – powiedzmy – normalny biznes. Dziennikarz ma książkę, Giertych ma zlecenie kupić do niej prawa i koniec. Tymczasem pupilek PO i TVN 24 roztacza jakieś wizje szajki, grupy przestępczej, która będzie się zajmować wymuszeniami. Rekieter czy adwokat? Blef czy po prostu ludzka chciwość? Z publikacji jasno wynika, to były propozycje na serio, a nie zamaskowane podchody. Publikacja rozmowy z Giertychem to nie koniec tej historii. Zareagować musi Rada Adwokacka i prokuratura. Czy to, co mówił Giertych - czy bez wódki, czy po wódce - jest naruszeniem prawa, jest przestępstwem. I pomyśleć, że taki człowiek, z takimi manierami przez wiele lat mówił o surowych zasadach w polityce, o moralności. Nie ma się co dziwić, że to on właśnie stał się pupilem PO, pasuje do ferajny jak nic.

sobota, 5 lipca 2014

Polityczna gleba dla Romana Giertycha



No to mamy zabawę na sto fajerek. Cokolwiek ujawni w poniedziałek tygodnik  „Wprost”, to już dziś wiadomo, że słynny mecenas Roman Giertych, o uśmiechu Jamesa  Bonda, będzie miał kwaśną minę. Wyjaśnijmy tylko pokrótce, że chodzi o rozmowę nagraną pomiędzy nim a  red. Janem Pińskim (wtedy naczelnym tygodnika „Wręcz Przeciwnie”) i dziennikarzem Piotrem Nisztorem („Rzeczpospolita”), dotyczącą zakupu książki napisanej o Janie Kulczyku, tak by nie ujrzała ona światła dziennego. Działo się to w sierpniu 2011 roku. Roman Giertych przyjął zlecenie od nieujawnionego klienta, przyjaciela Kulczyka, by negocjować zakup praw autorskich do książki, która uderzała i w Jana Kulczyka, i w jego ojca. Całą rozmowę przy trzech butelkach 0,75 litra wódki nagrał Piotr Nisztor. Książka była gotowa, ale jak wiadomo światła dziennego nie ujrzała. Bynajmniej nie za sprawą sprytnych negocjacji mecenasa Giertycha. Po prostu ktoś z kimś się dogadał i zapłacił, i po książce ani śladu. A kwoty padały całkiem słuszne za zakup praw autorskich – 400 tysięcy złotych. Nic już nie może dziwić w Polsce. Roman Giertych, niegdyś narodowiec, lider LPR, a teraz medialny wybawiciel wpadek i skandali PO, siada do stołu do zakulisowych negocjacji, jak tu uciąć łeb książce uderzającej w jednego z najbogatszych Polaków. Więcej dowiemy się z publikacji nagrań z taśm, ale nie to jest najważniejsze. Adwokaci negocjują różne dziwne rzeczy, także takie.


Najważniejsze jest zachowanie mecenasa Giertycha w ostatnich tygodniach, po ujawnieniu taśm  tygodnika „Wprost”. Stał się on dyżurnym komentatorem TVN 24, oczywiście obrońcą PO. Chciał wsadzić do więzienia za publikację podsłuchów całą redakcję „Wprost”. Teraz już wiadomo dlaczego. Jakby wszystkich wsadzili, to kto ujawniłby nagranie z jego występami? A jest tam nie tylko o tym, ile może zapłacić klient za prawa do książki Kulczyka, ale jest też pomysł mecenasa, żeby opublikować listę stu najbardziej wpływowych homoseksualistów w Polsce i żarty z ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Giertych się z tego nie wybroni, to koniec dyżurnego rzecznika PO w TVN. To po prostu koszmar, obciach, wstyd, blamaż, paranoja i polityczna gleba. Adwokat jako adwokat, ale  i adwokat PO musiał wiedzieć cokolwiek o tym, że szykuje się na niego niezły pasztet, więc przez bite dwa tygodnie, jak nikt inny, nawet politycy PO, walił we „Wprost” ze swoich wszystkich armat. Teraz sam może być przez taką armatę wystrzelony w powietrze. Redakcja „Wprost” już i tak zapowiedziała, że nie opublikuje wulgaryzmów „bohatera” na temat osoby, która zginęła 10 kwietnia 2010 roku. Można się jednak domyślać, o kogo chodzi. On sam przyznaje, że było sporo wypowiedzi antypisowskich. I to jest właśnie poziom politycznych hermafrodytów. Obojnacy, bezpłciowi, bez zasad, bez moralności, bez idei, bez korzeni, bez honoru, tacy są ludzie Platformy Obywatelskiej, a Roman Giertych z własnej woli stał się adwokatem PO w mediach. Abstrahując od faktu jakie intencje przyświecały Piotrowi Nisztorowi, który miał w ręku gotową książkę o Janie Kulczyku, rola mecenasa jest w tym wszystkim powalająca. Totalna kompromitacja i zostaje mu już tylko wsadzenie do więzienia całej opozycji. Do dzieła Panie Romanie.       

piątek, 4 lipca 2014

Hermafrodyci, lewicowcy i prawicowcy


Jak tylko PiS wykona jakiś miłosierny ruch wobec planktonu, czy może raczej odszczepieńców, którym nie wypalił rajd na Brukselę, to od razu mówi się o jednoczeniu prawicy. Albo, dajmy na to, media mówią o jednoczeniu lewicy, czyli SLD i Twojego Ruchu. To pisanie o łączeniu się nie ma najmniejszego sensu. Kto ma tu bowiem poglądy prawicowe, wolnorynkowe, a kto lewicowe? Właściwie co to jest Platforma Obywatelska? Partia? Klika? Stowarzyszenie Miłośników Koryta? (SMK) Trzeba też obejrzeć się wstecz, by właściwie ocenić, jakie jednoczenie ma miejsce na scenie politycznej i kto jest z lewa, a kto jest z prawa.

Przypomnijmy na początek Leszka Millera, czyli lewica, jak się patrzy. I to ta bardziej betonowa, niż ta od Kwaśniewskiego, liberalna i grupująca różnych biznesowych baronów chowanych przez SLD. W 1996 roku Miller jako szef MSW, głosił wszem i wobec, że powinno powstać w Polsce co najwyżej 8 silnych regionów, a nie 12 czy 16. To on był w Lengley, i to on obniżył CIT do 19%. To on jest lewica czy wolnorynkowiec? Bliżej mu do Palikota czy do Korwin-Mikkego? To samo z PiS-em, że to niby tacy chrześcijańscy socjaliści. Ale ci socjaliści mieli w swoim rządzie jedną niesocjalistkę Zytę Gilowską, która też obniżała podatki i dziś główny doradca Tuska, J.K. Bielecki powiada, że Kaczyński obronił Polskę przed kryzysem. Świat staje na głowie.

To, co głosi Palikot to już klasyka „dziś to, jutro tamto, piep....co chcę”. Liberał, potem chce z udziałem państwa budować polski przemysł, niczym Kwiatkowski przed wojną, no niemal Piłsudczyk, a w chwilach przerwy wyzywa biskupów od pedofili, po nazwiskach. No i zostaje Platforma Obywatelska. To jest dopiero cyrk na wielką skalę. Polaków to widać kompletnie nie obchodzi, że rządzeni są przez politycznego Hermafrodytę, a może nawet takiego poczwórnego Hermafrodytę, u którego oprócz pierwiastków żeńskich i męskich, są jeszcze wszystkie odmiany płciowości wchodzących w skład LGTB.

PO niemal dekadę temu startuje z programem liberalnym, podatki 3X15, wolny rynek, raj dla przedsiębiorców i odrobina konserwatyzmu w kwestiach obyczajowych. A co dziś mamy? Reżym gospodarczy, czysto etatystyczny, socjalistyczny, do tego skorumpowany i głupi. Do czego i do kogo miałaby się ewentualnie podczepić partia Tuska? Do nikogo. Bo do nikogo nie pasuje, a jeśli ktoś podłączy się do niej to będzie tą samą kliką co ona. W Polsce, dzięki PO, nie ma wolności gospodarczej. Owszem, możesz sobie dziergać kiecki do butiku, ale spróbuj wejść na wyższy poziom. Tam, gdzie są frukty, tam jest PO. Wystarczy wspomnieć tylko o prywatyzacji CIECH-u. Platforma zawłąszczyła gospodarkę i cały aparat urzędniczy, dlatego rządzi, bo ma co dzielić i dla kogo. Dzieli kasę, zarządza kasą i zarabia kasę. Zamiast 3X15 w podatkach, mamy 3XK.



Jeśli rozpisujemy się o łączeniu prawicy i lewicy, to doprawdy, kto tu jest prawicą a kto lewicą? I dlaczego Korwin – Mike wali w PiS o jakimś jego socjalizmie, skoro polityka rządu Kaczyńskiego była względnie wolnorynkowa? Może to fikcja, ale prędzej widzę sensowne rządy w sferze gospodarczej Kaczyńskiego i Millera, niż Kaczyńskiego z populistą Ziobro. Z PO nikt się nie połączy, dlatego PO powinna całkowicie zniknąć z polskiej sceny politycznej razem z Palikotem, który tylko zatruwa umysły zbuntowanych, a potem serwuje im marychę i zdejmowanie krzyży. Aberracja polityczna w Polsce jest pełna i dlatego tak świetnie się trzyma ten polityczny pat. Bo dziś najlepiej ma się nadal PO, która w ogóle jest niczym, niczym już nie będzie, ale wielu Polakom pasuje takie coś bez jaj.         

czwartek, 3 lipca 2014

Straszne wieści z Elbląga i cisza medialna

Powinno huczeć i dymić w reżymowych mediach, powinno być o tym głośno, że miało dojść do zamachu na Premiera Donalda Tuska. Powinny być relacje „na żywo”, wywiady, komentarze, głosy oburzenia, wypowiedzi zamaskowanych oficerów ABW, wreszcie powinna być reakcja samego premiera, co on na to, skoro tak gorąco reagował na rzeczywiście groźne sms-y do swojej córki, gdzie wprost pisano o wymordowaniu całej rodziny Tusków. No bo to jest prawdziwa bomba, że agenci ABW po roku czasu odkryli w sieci wpis kogoś, kto szykuje zamach na tak znanego polityka w Europie. To bije na głowę taśmy z podsłuchami na głowę. Trzeba sobie wyobrazić, o ile można, ile pracy musieli włożyć w wykrycie zamachowca analitycy ABW, żeby go po roku wyłuskać go z milionów, a może i miliardów komentarzy w różnych portalach społecznościowych. I jak dobrze zamachowiec był w tej sieci zakonspirowany, skoro wykrywano go tak długo. Po prostu kolejny sukces ABW, a tu chcą dymisjonować ministra Sienkiewicza. Dla ministra w tej sytuacji tylko awans. Może wicepremier? Dziwne, że minister Sienkiewicz w obliczu takiego sukcesu swoich służb nie zorganizował pod mieszkaniem potencjalnego zamachowca konferencji prasowej razem z rzecznikiem ABW Karczyńskim. Błąd, co to za marny PR? Inna rzecz, że zamachowca nie zatrzymano, tylko go trochę pouczono, żeby uważał na przyszłość, gdyby chciał zorganizować na premiera zamach.

To świadczy jedynie o otwartości naszego państwa i o miłosierdziu ministra Sienkiewicza. Ale może to tylko pozory? Może wejście funkcjonariuszy ABW do mieszkania internauty w Elblągu to była tylko sprytna zagrywka? Bo przecież wiadomo, że jak zamach na premiera to ten jeden szkodnik i szaleniec sam tego nie planował, musiał mieć wspólników, i to pewnie z prawicy. W takich Stanach Zjednoczonych potencjalnego zamachowca skuto by w kajdanki, pokazano facjatę, a ze sto aut z „kogutami” stałoby pod jego domem, w tym oczywiście wielkie sześciolitrowe Chryslery. Agenci w czarnych okularach z bronią gotową do strzału staliby na sztywno z wyczuciem lisa, czy ktoś się nie czai jeszcze obok. Ale USA to państwo policyjne, oni wszędzie węszą zamach. Naszego kochanego premiera nikt nie chce przecież zabić, dlatego Donald Tusk na konferencji prasowej pokazał, że śmierci się nie boi, a prokuratura słusznie uznała, że nie było znamion przestępstwa, bo kto by się na takie przestępstwo odważył. Tylko szaleniec. Dość jasno chyba wyłożyłem, że zamachowiec z Elbląga powinien być co najmniej zatrzymany, przesłuchany i osadzony dla bezpieczeństwa państwa w Sztumie. Nic takiego się nie stało, ale może to sprytna gra ABW.

Co na to reżymowe media, czy oszalały, czy nie widzą, nie czują, że zagrożony był los całego państwa, całego PO, bo PO to Tusk, a Tusk to PO. Otóż one nic, prawie zero informacji. Media żyją dziś profesorem Chazanem i karą w wysokości 70 tysięcy złotych nałożoną przez ministra Arłukowicza na szpital za odmowę aborcji. Co pół godziny, co godzinę, co piętnaście minut, albo Chazan, albo ksiądz Lemański. Ksiądz Lemański jest już tak zużyty medialnie, że radziłbym TVN 24 zrobić jakiś super news dnia z Gumisiami. Że na przykład Gumisie od dawna knują z Jarosławem Kaczyńskim, jak tu obezwładnić marszałek Kopacz, jak prof. Gliński wejdzie na mównicę Sejmu, by wygłosić swoje zamiary jako przyszłego premiera rządu technicznego. Co za jakaś niefrasobliwość! Może naprawdę oni działają na rzecz PiS – u? Tu zamach, prawdziwy, wykryty przez dzielne służby, a różne stacje zajmują się jednym profesorem Chazanem i jednym księdzem, nazwiska nie wspomnę już. Źle się dzieje, bo naprawdę nie wiadomo, co ma się w Polsce stać strasznego, by zajęły się tym tematem media od całej prawdy całą dobę. Jasne, może być tak, że TVN 24 milczy w trosce o samego premiera. To wielce prawdopodobne.   

Masakra edukacyjna


Z uwagą przeczytałem wpis Mony o masakrze maturalnej* w Salonie24. Masakra jest, ale o wiele większa, bo jest to masakra edukacyjna. O ile nie jest ona jeszcze tak bardzo widoczna na poziomie klas I-III, gdzie dzieci po prostu uczą się podstaw - liter, pisania, liczenia, o tyle potem jest bigos, chaos i pomieszanie z poplątaniem. Problemem nie jest obowiązkowa matematyka na maturze, problemem jest schorowany system edukacji w Polsce, przy którym ciągle majstrują znawcy tacy jak ministerki Hall i Szumilas. Nikt całościowo i kompleksowo nie odważył się zmienić polskiej szkoły tak, by poza teorią, uczyła wiedzy praktycznej, niezbędnej przy wchodzeniu w dorosłe życie. W szkolnictwie, szczególnie tym gimnazjalnym i średnim mamy swoistą mieszankę PRL-u, różnych eksperymentów szumilasowych i czasami rzeczywiście jakieś własne nowatorskie pomysły nauczycieli, którzy widzą, że świat się zmienia, że nie można wkuwać w głowy uczniów teorii rodem z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.

Co do samej matematyki. Nie wiem, czy powinna być na maturze obowiązkowa, czy nie, jest królową nauk, także dziś, od niej wiodą drogi do wszystkich najważniejszych innych dziedzin wiedzy: fizyki, ekonomii, informatyki. Poza wszystkim, matematyka, nawet dla słabeusza, to znakomity sposób ćwiczenia jego umysłu. Bo to jest ćwiczenie czy gimnastyka umysłu, podobnie jak filozofia. Jeśli ktoś czyta Kanta czy Husserla, i nawet zrozumie jedną trzecią z tego, co czyta, to jego poziom myślenia abstrakcyjnego rośnie niepomiernie, z korzyścią dla przyszłego życia zawodowego. Bo nikt chyba nie zaprzeczy, że dziś cywilizacja opiera się na myśleniu abstrakcyjnym. Kto jest do niego zdolny, ten odnosi sukcesy w biznesie, w nowoczesnych technologiach, a nawet w życiu osobistym. Im większy polot w myśleniu, tym bardziej przyciągamy do siebie innych ludzi. Od siebie dodam, że potrafiłem w liceum w klasie o profilu matematyczno – fizycznym siedzieć do trzeciej w nocy, żeby rozwiązać jakieś trudniejsze zadanie. I choć zmęczony, to rano szedłem do szkoły z wewnętrzną satysfakcją, że pokonałem tę trudność, osiągnąłem cel. Niby mało, ale uczyło wewnętrznej dyscypliny.

Jeśli już reformować polskie szkolnictwo, szczególnie to gimnazjalne i średnie, to należałoby moim zdaniem doprowadzić do „symbiozy” w nauczaniu matematyki i informatyki oraz ekonomii (!) , której w polskich szkołach praktycznie w ogóle nie ma. Mury liceów (poza specjalistycznymi klasami biznesowymi) opuszczają ekonomiczni analfabeci, a przecież nie wszyscy idą dalej studiować ekonomię. Wystarczy zajrzeć za miedzę, ile zajęć praktycznych z ekonomii realizują niemieckie szkoły. Jak wiele jest zajęć z projektów biznesowych, które muszą realizować sami uczniowie. Niestety, tkwimy często nadal w głębokim PRL-u, każąc uczniowi podać dokładną wysokość dziesięciu najwyższych szczytów świata. W dobie Internetu, każdy w kilka sekund zobaczy listę stu najwyższych gór na świecie. I tak można w kółko. Jednocześnie zaniedbuje się kształcenie humanistyczne. Jeżyk Polski i Historia są na coraz gorszym poziomie, a lata rządów PO w Ministerstwie Edukacji to równia pochyła, to prawie gwóźdź do trumny naszego szkolnictwa. I żadne rankingi europejskie nic tu nie pomogą PO. Lektury i daty, lektury i daty. A gdzie jest miejsce na teatr, na pisanie własnych opowiadań czy sztuk teatralnych i wystawienie choćby tej jednej najlepszej?         

Co prawda kończyłem liceum w PRL-u, ale miałem wspaniałą nauczycielkę historii, potem działaczkę „Solidarności”, pod opieką której wystawialiśmy w naszej szkole „Powstanie Listopadowe” i „Redutę Ordona”. Niech uczniowie wystawiają dziś Becketta  czy Mrożka, niech doświadczają sztuki, to będziemy mieli więcej wirtuozów biznesu, dzięki nim bowiem,  ludziom sztuki, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, Ameryka budowała swoją potęgę w dziedzinie wysokich technologii. Na razie mamy zamknięte głowy w polskiej edukacji, oranie po głowach uczniów i za mało innowacji. Praktycznych pomysłów na zdobywanie wiedzy. A masakrę edukacyjną zapewniły nam ostatecznie rządy Pani Hall i Szumilas. Ich kontynuatorka, Pani Kluzik – Rostkowska, też się „zna” na edukacji tak jak jej poprzedniczki. Ktoś celowo wstawia tam takie nieudacznice?       

*http://mona11.salon24.pl/594179,maturalna-masakra 



środa, 2 lipca 2014

Realny pat po polsku

Platforma Obywatelska wie, że może dotrwać nawet do wyborów parlamentarnych, ale wie też, że taśmy wykrwawią ją całkowicie i skończy jak SLD i Leszek Miller. PSL sobie jest i będzie, gra o takie stawki, o jakie grać może, czyli o kolejne synekury. Obecne SLD Millera razem z  Twoim Ruchem Palikota „rżną głupa” , jak mawiał JKM, i udają, że chcą odwołać rząd Tuska, a jeden i drugi weszliby z chęcią do ław rządowych. No i wreszcie PiS zgłasza zacnego prof. Glińskiego na urząd premiera i jest to ruch czysto symboliczny, bo kandydat ten jest bez szans, chyba, że do kolejnej środy ktoś coś jeszcze „odpali”. Tyle tylko, że gdyby to było nawet  nagranie Bieńkowska – Wojtunik, to i tak rządu nie wywróci, a prof. Glińskiemu nie da większości w Sejmie. Mówi się o jednoczeniu prawicy, lewicy, to może i widać, choć ma to charakter bardzo doraźny, i obliczone zostało na bieżące potrzeby polityczne. Szerszej strategii w tym nie i widać, bo „Solidarna Polska” i „Polska Razem” mogą co najwyżej dołączyć do PiS, a nie zawierać sojusze. Z "Nową Prawicą" będzie w przyszłości jeszcze większy kłopot bo tandem JKM-JK trudno sobie wyobrazić.

Wbrew zewnętrznym oznakom konsolidacji sceny politycznej w Polsce, jest ona w rzeczywistości nadal doskonale podzielona. Tak podzielona, że Platforma Obywatelska, pomimo gigantycznego skandalu, nadal rządzi, a jej ministrowie – skompromitowani nagraniami -  nawet nie podali się do dymisji. Oczywiście powraca tu jak bumerang słynna szwedzka minister, która ze służbowej karty wydała na prywatne cele kilka koron i gdy to ujawniono, podała się od razu do dymisji. A u nas tymczasem, Bartłomiej Sienkiewicz jest nadal ministrem spraw wewnętrznych, choć ponosi główną odpowiedzialność polityczną za  to, co wyprawiano z podsłuchiwaniem czołowych polityków jego formacji przez półtora roku. Przynajmniej wiemy już na pewno to, co wiedzieliśmy i wcześniej, że PO to partia skrajnie cyniczna, bezideowa, nastawiona jedynie na konsumowanie władzy, od przekrętów autostradowych po drogie wina na koszt podatników.

Mamy w Polsce nadal polityczny pat. Prokuratura, a pewnie nie tylko ona ma taśmy, więc ktoś znowu coś gdzieś opublikuje, aż strategia „zmęczenia” opinii publicznej tematem podsłuchów przyniesie w końcu efekty. Może poleci jedna czy dwie głowy, bo ktoś pewnie musi polecić, ale dziś już widać, że tylko gigantyczny wstrząs (można to sobie jeszcze wyobrazić?) podsłuchowy czy wybuch protestu społecznego mógłby wywrócić rząd Tuska. Nie wiadomo na dziś, jak zachowają się służby specjalne, które zawsze miały swój udział w różnych przełomach po 1989 roku. Może to jest mój mały realizm, ale bezwład społeczny, amorficzność na jaką zapadli Polacy, powoduje, że większość z nas patrzy co najwyżej krok do przodu, a nie sto kroków. I dopóki będziemy obojętni, a nawet odporni na takie afery, jak podsłuchowa, tym bardziej odporny będzie na odwołanie rząd Tuska.                   



piątek, 27 czerwca 2014

Buce polskie

To jest dopiero pasztet na weekend. Bo skoro premier Tusk sugeruje, że cyrylicą były pisane scenariusze afery podsłuchowej, to na Najwyższego, co jeszcze bardziej ośmiesza ten rząd? Przecież to jest całkowity samobój. Bo gdyby było jeszcze tak, że to kelnerzy, pomoce kuchenne, zmywacze, single z różami co krążą po sali, byli sprawcami afery podsłuchowej to byłoby nic. A sam „pierwszy” sugeruje, że to Rosja, licząc na to, że ludzie powiedzą: Boże! Rosja nam wchodzi z podsłuchami? No nie, niech żyje Tusk! Ale nie o tym ten tekst. Tekst jest o polskich bucach. Bo buce polskie to jest nasz narodowy problem.

Buc numer jeden to Radosław Sikorski, buc nad buce. Jadł i pił za państwowe pieniądze, nie płacił, ale kasy nie odda. Zajrzyjmy do mózgu buca. Co on myśli o Polsce i o nas? Nawet reżymowe media pytają go na schodach, co z rachunkiem, a on nic, bo to buc. Pewna minister Szwecji wydała kilka koron na prywatny użytek ze służbowej karty, oddała te kilka koron, ale ustąpiła. Co ich tak trzyma w Polsce przy władzy? Kasa? Strach? Smoleńsk? To jest wielka żenada, ponieważ, to jest niby dawny garnitur tak zwanego II NZS, z połowy lat 80- tych. To ja jestem pierwszy NZS, i u nas nie było buców. Była spontaniczność działań, budowanie uniwersyteckich bibliotek drugiego obiegu, skąd wzięły się takie persony, co kasy za obiad nie chcą oddać? Żenada!!! Gdyby bucowi Sikorskiemu przyszło na myśl się procesować, to chętnie, bo z bucostwem trzeba walczyć jak z zarazą. Sikorski jest gorszym bucem, niż najgorsi buce z PRL-u, choć tam buców było mniej niż teraz.. Żrę, jeżdżę, żrę, i jestem wielki jak Buc Wielki – tyle właśnie wynika z tych taśm. Kolokwialnie- totalny olew Polaków. To zrobił Sikorski. Nic nie dał Polsce, a wiele jej zabrał, choćby honor, że polityki międzynarodowej nie sprzedaje się przy ośmiorniczkach.

Kolejny bankrut polityczny to minister Sienkiewicz. Uzmysłówmy sobie, jakim bucem trzeba być, żeby trzymać się stołka, kiedy szef MSW jest podsłuchiwany od roku, i nic, i on mówi o swojej ostatniej misji. Jakiej misji? Jego misją jest zapadnięcie się pod ziemię i proces, a on siedzi w Sejmie z założonymi rękami i niczym demiurg patrzy, jak się rozwija sytuacja. To jest porażające. Normalny facet, z honorem, ustępuje w takiej sytuacji w ciągu pięciu minut, ale nie buc. Buc będzie siedział na stołku i mówił o rosyjskiej prowokacji. Ale dobrze. Niech będzie. Jest rosyjska zagrywka GRU, czy FSB. No i co Bartłomiej Sienkiewicz na to? Gdzie dymisja szefa ABW? To jest nie tylko kuriozalne. Z punktu widzenia zasad polityki to jest dramat. Dramat Polski. A on sobie chodzi po korytarzach ministerstwa i jest dobrze. Koszmar. Polacy nie muszą tego widzieć. Pranie mózgów zrobiło swoje. Ale zepsuty Zachód  zrobiłby Sienkiewiczowi kryminalny potop za taki brak nadzoru nad służbami.
  
Jest i trzeci buc III RP Jan Vincent Rostowski. Nic nie widzi złego w tych rozmowach, nic nie komentuje, unika dziennikarzy. To jest obłęd. Mówi na taśmach rzeczy obrzydliwe personalnie o innych politykach, i tylko stać go na przepraszam dla „komuszki”. To jest rynsztok. Buce w rynsztoku czują się najlepiej. To jest ich naturalne środowisko polityczne. Nie mówmy więc tylko o treści taśm, o tym, kto nagrał i dlaczego, bo to jest też ważne, mówmy o bucach, o naszych polskich bucach, strasznych, przerażających, i prawicę i lewicę. Co do lewicy, to ona da się jeszcze zbucować, byle papu było na czas. Ale są też buce żeńskie, jak minister Bieńkowska, kłamczyzcha pierwszej wody. Ta Pani buc mówiła w listopadzie 2011 roku, ze na EURO 2012 95% dróg będzie gotowych, a było 45%. Czy Donald Tusk jest bucem? To nie ten typ. On tylko kieruje bucami, tak jak chce. Jest ich królem. Może usunąć jednego buca, wstawi drugiego. Buce polskie to największe zagrożenie polskiej demokracji i tego