niedziela, 10 listopada 2013

Nadchodzi czas oczyszczenia Polski



Jest niemal pewne, że dużo ludzi z tak zwanego establishmentu opuści Polskę, gdy prawda o zbrodni smoleńskiej ujrzy światło dzienne. Niektórzy zapewne będą uciekać.  Ale niemało Polaków powróci do kraju, gdy zdrajcy zostaną osądzeni. Szkoda, że nie ma kary śmierci, bo zdrada stanu to coś potwornego, zasługującego na najwyższy wyrok. Kiedyś wysocy oficerowie czy politycy mieli na tyle honoru, że gdy ich losy były już przesądzone, a zdrada udowodniona, odbierali sobie po prostu życie. Teraz ludzie bez honoru,  śmiertelnie odpowiedzialni za  Zamach Smoleński zostają ambasadorami. Ostateczny cios tuskowej sekcie kłamstwa smoleńskiego zadał chyba profesor Chris Cieszewski. Wystarczy tylko dokładnie zapoznać się z jego badaniami i wyliczeniami, by nie mieć żadnych, ale to żadnych złudzeń, że brzoza, na której zdrajcy oparli swoje teorie, nie była przyczyną katastrofy rządowego samolotu TU-154 M.  Do tej pory,  nawet z kręgów opozycji, dochodziły dość łagodne głosy, co do potraktowania obecnych elit władzy, kiedy prawda o Smoleńsku wyjdzie na jaw. Otóż, nie ma moim zdaniem takiej opcji. To jest wręcz niesłychana zbrodnia w historii współczesnego świata, i zdrajców czy tu, czy za granicą, trzeba ścigać i postawić przed sądem. Tak jak czynią to od kilkudziesięciu lat Izraelczycy. Nie ma żadnego przebacz. Zostawmy to Bogu i historii. Na ile w tę ohydną zbrodnię zamieszane były polskie służby, dziś nie wiemy. Ale to, że samolot z polską elitą wojskową i polityczną, z polską parą prezydencką, nie uległ żadnemu wypadkowi, wiemy już na pewno. Ta przelana polska krew nie może pójść na marne.

Co mam na myśli? Przede wszystkim to, że w Polsce nie może  już dojść do kolejnego porozumienia  dawnych, tajnych  służb z jakąś nową lub starą formacją polityczną. Niech ci wszyscy dawni agenci, jeśli mają odrobinę rozsądku zrozumieją, że nadchodzi koniec pewnej epoki, ich koniec także.  Jeśli obecny minister Pan Bartłomiej Sienkiewicz chce spokoju i  porządku , to niech czyści naszą Ojczyznę z dawnych sowieckich agentów, wiedzę na ten temat przecież posiadł w Ośrodku Studiów Wschodnich. Niech pomyśli, a przecież potrafi, że jego szefem nie jest żaden Donald Tusk, tylko Polska. Jest jeszcze chwila czasu na opamiętanie, ponieważ kończy się czas sowieckiej dominacji w naszym kraju, która trwa nieprzerwanie od 1944 roku. Nadchodzi czas oczyszczenia Polski, tak gruntowny, że na miejscu niektórych pseudo dziennikarzy i polityków, już bym się pakował i szukał pracy na zmywaku w Londynie, bo poza sianiem nienawiści i kłamstw, oni nic innego nie potrafią. Jedni będą więc wyjeżdżać, inni będą uciekać, jeszcze inni będą udawali, że oni zawsze byli przeciwko tej „pancernej brzozie”.

Czas oczyszczenia to nie tylko czas rozliczeń. Czas oczyszczenia Polski ze zdrady i zdrajców to także  budowa fundamentów nowego państwa. Nie ma nic wielkiego i wartościowego w III RP, co warto byłoby zatrzymać dla przyszłych pokoleń. Nic! To państwo jest zepsute, chore, niewydolne, słabe, bezbronne. To jest wzór państwa, jakiego życzy sobie Rosja, bo chyba nawet nie Niemcy. Koniec          III RP, to początek prawdziwie, a nie tylko pozornie, niepodległej Polski. Bo niepodległość to jest także wolność państwa od obcych wpływów, to także możliwość prowadzenia własnej polityki wobec sąsiadów. Dziś tego nie ma. Niech Pan Radosław Sikorski powie, co on może zrobić wobec Moskwy i Berlina poza ukłonami i uśmiechami, a ile niezależności mógł wykazać jeszcze w maju 1939 roku mister Józef Beck. Nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba jednak liczyć tu także na przebudzenie Polaków z letargu, w który byli skutecznie wpędzani przez ostatnie dwie dekady. Wyjście Polski z cienia i możliwość decydowania o swoich losach, budowanie własnej gospodarki, własnych elit, własnej, silnej, narodowej kultury (!)l  jest możliwe i konieczne. Niech nadejdzie więc czas oczyszczenia Polski czas naszego zwycięstwa nad wrogiem.

sobota, 9 listopada 2013

Ten 11 listopada, to jest oczywiście wszystko przypadek




Nadgorliwości w częstotliwości pisania notek nie lubię, ale te kilka zdań muszę dodać na dwa dni przez Świętem Niepodległości. Już od wczoraj bowiem rząd Donalda Tuska czyni nadludzkie wręcz wysiłki by godnie przygotować Polskę do obchodów 11 Listopada. Zaczęło się zupełnie niewinnie. Dzwoni  telefon, patrzę na numer, nie znam, nie wiem do kogo należy, ale odbieram. W słuchawce  słyszę głos mojego kolegi z Warszawy, który mówi mniej więcej tak: - Witaj, przepraszam dzwonię z komórki koleżanki bo wszystkie telefony padły w centrum Warszawy  - żali się. No nic, myślę, to się zdarza, taki przypadek. Dziś, już na Pomorzu, przez godzinę nie mógł się do mnie dodzwonić syn. No nic myślę, taki przypadek.  Chcę tankować paliwo na stacji, ale licznik nie chce się wyzerować. Za chwilę wybiega zmartwiona ekspedientka ze stacji i pyta się mnie błagalnym głosem, czy ja płacę kartą czy gotówką, bo jest jakieś szaleństwo, nic nie działa. Kiedy mówię, że gotówką, jest tak radosna jak wczesna wiosna. Znajomy potwierdza, że jakaś para przed nim użyła dziś trzech kart z różnych banków i nie mogła dokonać transakcji. Ale przecież to nic dziwnego. Atrakcyjnie jest już teraz bo jacyś nawiedzeni zawiśli na kominie w elektrowni „Bełchatów”. Twierdzą, że tu się zaczyna cały ten ich efekt cieplarniany, a ja twierdzę, że oni mają zaawansowany efekt cieplarniany w mózgach.

Zresztą włażą tak wszędzie, więc  czemu nie mieliby u nas na coś wleźć z okazji Święta Niepodległości. A może niech wejdą na dach ABW? Jakiś naprawdę głupi portal robi niedźwiedzią przysługę urzędującemu Prezydentowi RP, pisząc w sposób pośredni, że Bronisław Komorowski szykuje kotyliony na Święto Niepodległości. Fakt faktem, że różnego rodzaju patriotyczna galanteria łącznie z czekoladową wychodzi mu jak fabryce Wedla. I teraz mamy jeszcze hit, ponieważ rząd, czy może szerzej władza, postanowiły, by niemal dziesięć tysięcy skazanych za drobne kradzieże i jazdę po pijanemu na rowerze, mogli już na wolności  świętować 11 listopada. Bardzo dobrze, z chęcią zobaczę dwa tysiące rowerzystów pod Pałacem Prezydenckim w kotylionach od Bronisława Komorowskiego, którzy rozjadą się po stolicy, przy okazji pewnie nieco rozjeżdżając po drodze Antifę, innych lewaków i alterglobalistów.  Jeśli  na ulicach pojawią się jeszcze kieszonkowcy, to mamy już taki 11 Listopada jakiego jeszcze nie było.  Żaden lewak nie wyjedzie z Warszawy z portfelem. Zresztą po co mu portfel, skoro  bankomaty w ogóle  nie działają, a nasi chłopcy już sobie z pinem, poradzą za chwilę.

Trawestując, jakże szlachetną akcję inspirowaną  przez warszawskich intelektualistów, można rzec, że hasło na 11 Listopada brzmi: „Zabierz lewakowi portfel”. I co Panie Premierze, o to chodziło? Wstyd będzie jak nic. A jak jeszcze doborowa grupa kieszonkowców dotrze na Stadion Narodowy, to dopiero będzie złodziejski szczyt, a nie szczyt  klimatyczny. Zresztą pomysł tego rządu, by nasze święto połączyć z obradami dwutlenku węgla jest nader znakomitym pomysłem.  Przełamuje on obchodzenie 11 Listopada w dusznej, narodowej atmosferze, wprowadzając wątki emisji CO 2 do atmosfery, przez co ogólna atmosfera tego naszego święta staje się jakże mniej dusząca. Nie było lepszego terminu doprawdy. No i chyba najważniejsza sprawa. Policja dostała na ten i inny czas masę fajnego sprzętu do zachowania porządku, gdyby fanatycy niepodległości chcieli zakłócić przebieg najważniejszego szczytu ze szczytów. Poczytajcie internetowe wydania największych dzienników i stacji telewizyjnych, jaki to ważny jest ten szczyt. Pokażą tych narwańców na kominie w Bełchatowie i obsmarują nas w dniu Święta Niepodległości, jak to Polska truje cały świat. To wszystko oczywiście przypadek, bo przecież TVN 24 mówi prawdę całą dobę, więc powie Wam wszystkim jak to było naprawdę z tym szczytem i z portfelami lewaków. Ja tam bym na miejscu Kuźniara pilnował w tych dniach swojego portfela. Na wszelki wypadek.

Nie uciekajcie do Krakowa



Czy ktoś sobie wyobraża, by Angela Merkel ściągnęła do Berlina w dniu kolejnej rocznicy zjednoczenia  Niemiec kilkanaście tysięcy urzędników z różnych stron świata i drugie tyle wszelkiej maści alterglobalistów i lewaków, by sobie podyskutować o powietrzu?  Na pewno nie. Ale jest jeden taki wyjątkowy polityk na świecie, absolutnie wybitny umysł (choć żona powiedziała o nim gnojek), wielki przywódca – ale w swoim gabinecie z palmą – czyli nie kto inny tylko Donald Tusk. On sobie wszystko wyobraża, a co więcej swoje wyobrażenia realizuje z konsekwencją młota pneumatycznego, jeśli tylko służy to jemu i  jego kompanom od rządzenia i kasy. Bo w gruncie rzeczy dla PO najważniejsza jest kasa, szmal, sos, kapusta. A kasa, szmal, sos, kapusta są wtedy, gdy jest władza. Ona,  na naszych oczach się umacnia, choć poparcie Polaków dla PO pikuje w dół. To bez znaczenia. Ta wybitnie antydemokratyczna formacja umacnia swoją władzę w kraju podobno demokratycznym. No bo co robi opozycja? 

Opozycja ucieka do Krakowa. Opozycja nie potrafi porozumieć się z obozem narodowym, bo – tak jak wielu Polaków – ulega obrazowi narodowców serwowanemu przez zupełnie już chyba oficjalnie antypolską stację telewizyjną TVN 24. Bez złudzeń. Pod zaborami, życie – wprawdzie z różnymi zakazami – toczyło się też po polsku.  Oczywiście, zaraz można się narazić na zarzut radykalizmu, ale jakie w końcu interesy polityczne realizują media systemu zwanego III RP? Polskie interesy czy  interesy rządowe? A to trzeba rozgraniczyć, bo skutki polityki rządu Tuska mają wybitnie antypolski i antynarodowy charakter. Mamy więc do czynienia z ucieczką PiS-u do Krakowa, ruchem zupełnie niezrozumiałym, bo to jest nasze święto. 11 Listopada to dzień wszystkich wolnych Polaków. Z jakiej okazji, na skutek perfidii  Tuska, opozycyjne partie muszą się przeprowadzać na obchody Święta Niepodległości do Krakowa? To tryumf tej antydemokratycznej sekty. Bo to jest sekta biznesu i poddaństwa Polski  wobec obcych. Przecież wszyscy mówią o tym, że zwołanie szczytu klimatycznego w dniu naszego święta narodowego to prowokacja, ale i hańba dla prowokatorów. Tyle tylko, że im ta data powiewa. Jest tylko dlatego tak istotna, bo jednoczy Polaków. A to jest właśnie największe niebezpieczeństwo dla obozu władzy.  

Gandhi w Polsce na dłuższą metę się nie sprawdzi. W końcu wkurzeni ludzie wyjdą na ulice, przejmie ich kolejna sekta dawnych ubeków i  agentów wpływu, i będziemy mieli III RP bis. Bronisław Komorowski może nawet stanąć na czele wielkiego obozu przemian. A jakże! Przecież lud to kupi, że Tusk jednak zawiódł, ale teraz to już nikt wspaniałych Polaków nie zawiedzie. I potoczy się ta polska historia dalej. Może Jarosław Gowin napisze jakiś michnikopodobny manifest typu „Wasz prezydent, nasz premier” i będzie pozamiatane na co najmniej jedną dekadę. Do czego zmierzam? Że albo teraz, albo nigdy.  PO może mieć tylko 10 % poparcia, ale to nic nie znaczy. Okopuje się, idzie na całość i tylko ślepy tego nie widzi. Skłonny, jak się wydaje do rozmów z opozycją Grzegorz Schetyna został wręcz zmasakrowany. Przy tym wszystkim nie ma już w mediach systemu prawdziwych dziennikarzy. Całością kierują funkcjonariusze, zupełnie jak w Związku Sowieckim. Naprawdę, brakuje tu  już tylko jakiegoś prawnuka Trockiego. Przepraszam, ale ani ja, ani miliony Polaków nie zapraszały urzędasów z ONZ na jakiś szczyt w dniu swojego, naszego, wspólnego Święta Niepodległości. Niech to pozostanie zmartwieniem Tuska i jego służb. Nie uciekajcie więc do Krakowa, odwiedźmy Kraków wiosną, po zwycięstwie.   

piątek, 8 listopada 2013

W królestwie pogardy



Zacznę od sprawy na pozór niezwykle banalnej, choć taką wcale nie jest. Kiedy tylko zapaliło się zielone światło bardzo szybkim krokiem ruszyłem na druga stronę jezdni, bardzo szybkim naprawdę, ale i tak dwa metry przed chodnikiem już usłyszałem: światło czerwone, światło czerwone.  Pomyślałem  sobie, jak daleko zaszedłby nawet sprawny fizycznie emeryt. Może do połowy jezdni. I co dalej? Miałby biec, bo już ruszyły samochody? To jak w soczewce pokazuje stosunek III RP do człowieka, nieważne czy młodego, czy starego. To państwo jest obce dla Polaków.  Jest przyjazne natomiast dla każdego, kto jest blisko władzy. To jest też przykład pogardy dla człowieka. Ktoś zatwierdzał te zielone sekundy dla pieszego. Ale nastąpiło już takie wyobcowanie aparatu władzy – od centrali po regiony i miasta – że naprawdę, kogo może obchodzić los jakiegoś emeryta dla przejściu  na pieszych. Nie powiem, że to wina Tuska, ale on jest symbolem III RP, on jest symbolem takiego stosunku do ludzi, bezwzględnego i bezdusznego. On nawet źle wygląda wśród zwykłych Polaków, dusi się kiedy z nimi jest. Na europejskich salonach przypomina natomiast kogoś z obsługi, a nie szefa rządu naszego państwa.  Pogarda dla ludzi starszych to norma w III RP, a tę normę swego czasu wyznaczyła Joanna Mucha, drwiąc wprost ze starszych osób chodzących jej zdaniem do lekarza bez potrzeby. Przecież ona nie zniknęła z polskiej polityki po tej skandalicznej wypowiedzi, cytuję: „Starsi ludzie są przyzwyczajeni do traktowania wizyt u lekarza co dwa tygodnie jako rozrywki” . W żadnym szanującym się kraju europejskim, ale i w żadnym szanującym się społeczeństwie, już nigdy jako polityk nic by nie powiedziała. A jest ministrem sportu. Może to ona wyznacza normy przebiegania przez zielone światło. 

Ten rząd pogardza także ludźmi młodymi, którzy zresztą kiedyś tak bardzo zaufali Tuskowi, że gotowi byli zabierać dowody osobiste swoim Babciom. Dziś mają się z pyszna, bo sypią samymi gromami na Tuska z Londynu, albo z Norwegii. Albo gdzieś z polskiej prowincji. Jedna trzecia młodych Polaków nie ma pracy, a półtora miliona wyemigrowało. Ktoś policzył, jaki to koszt dla państwa, choćby z tytułu ich wykształcenia?  To jest właśnie nowoczesne państwo Tuska, stworzone dla rozwoju zawodowego i intelektualnego młodzieży kończącej naukę. Pogarda to jest słowo klucz do zrozumienia wielu zdarzeń w ostatnich latach. Tusk stworzył ustrój, w którym poza olbrzymimi nierównościami społecznymi, skutecznie zaszczepiono sytym i bogatym poczucie wyższości nad resztą społeczeństwa. A przykład szedł z góry, od samego premiera i jego otoczenia. Pogardę okazuje się w Polsce nawet rodzinom ofiar Katastrofy Smoleńskiej, coś co wydaje się niewyobrażalne. Ludzie ci nie wiedzą, gdzie są pochowani ich bliscy. Czy to naprawdę nie budzi skojarzeń z nazistowskim charakterem tej władzy, z goebbelsowskim charakterem jej mediów? Nie może w tym kontekście dziwić wywyższanie innych narodów ponad własnym przez niejakiego Kuźniara. Skąd się biorą tacy odszczepieńcy?  Gdybyż oni jeszcze mieli choć odrobinę własnego polotu i oryginalności, ale skąd, to zwykła miazga i papka w głowie, zero  własnych myśli. Za to w pogardzie dla inaczej myślących to jest pierwsza liga, wręcz ekstraklasa. 

Można zapytać, do kogo rząd Tuska nie czuje pogardy i odpowiedź jest bardzo prosta. Nie czuje jej do samego siebie, to jasne. Choć często jeden aparatczyk pogardza drugim i najchętniej wysłałby go na tamten świat. Jest jednak jedna, jedyna grupa społeczna, jeśli tak ją można nazwać, która u Tuska i Rostowskiego  wzbudza niezwykły wprost szacunek. To sześciolatki. One są wspaniałe, one będą się świetnie uczyć, są świetnie rozwinięte intelektualnie, znakomicie przygotowane do nauki, a szkoły są jeszcze bardziej znakomicie przygotowane, by ich przyjąć do klas, zaopiekować się nimi. Jak już policzono, fakt, że te dzieci pójdą o rok wcześniej do szkoły i tym samym zaczną o rok wcześniej pracę, i zaczną o rok wcześniej płacić podatki, da budżetowi państwa dodatkowe 35-40 miliardów  złotych. Jak już sześciolatki kiedyś się zestarzeją, to będzie można ich wszystkich jako emerytów odstrzelić bez jednego wystrzału. Zanim zdążą dojść do lekarza, padną trupem na ulicy. Dla rozrywki oczywiście, jak to empatycznie zauważyła swego czasu minister Joanna Mucha, wzór tuskowej pogardy dla ludzi.