piątek, 8 listopada 2013

Ciotka płacze tylko jesienią (odc. II)

Ciotka i kurczaki siedziały w poczekalni na dworcu kolejowym Szczecin- Dąbie i wszyscy razem i z osobna płakali, strasznie płakali.  Nikt nie wie, jak kury płaczą, ale ludzie widzieli kałuże łez obok kur zmieszane z ziarnem i liśćmi (chyba jesiennymi) oraz świeżo zniesionymi jajami, które też płakały. Płakała ciotka, można rzec, że nawet szlochała, bo szloch był dokładnie rejestrowany przez służby specjalne kilku państw, które mają rejestrator wskazujący czy jest szloch, czy go nie ma. Tak więc ciotka szlochała, a kury płakały, to było takie coś jakby zamiast ko-ko, takie bardziej ło-  ło. Chór płaczących kur to było zjawisko raczej niespotykane w tej części Europy.

Owszem płakały na przykład często wyzwolone kury Paryża, genderowskie kury z Londynu, albo kury lesbijki z Berlina, ale żeby tak nieznośnie płakały  heteroseksualne kury z Polski, to tego jeszcze nie było. Najważniejsza była z całej tej polskiej kurzej ferajny  Koszka, przywódczyni  kur  z całego dworca. Ona dawała te znaki na ło……..  i reszta wyła jak głupia. Ciotka natomiast już przeszła w regularne wycie z płaczu, to był stan ekstazy, a służby zarejestrowały wycie na swoich rejestratorach.  Sygnał poszedł do NSA (ENESEJ), żeby sprawdzić, czy nie jest to wycie z lekka terrorystyczne. Ciotka,  mimo wycia słyszała jednak Koszkę i krzyknęła :

- Dlaczego ryczycie kury ?

- Bo jest jesień Ciociu, jesień!!!! – odkrzyknęły kury i zawyły jeszcze głośniej

Tylko jedna kura nie płakała , to była taka mała kura o imieniu Nieznoszka.  Nie znosiła jaj dla zasady, czyli innymi słowy była to kura wyzwolona chowu miejskiego, warszawskiego typu gender. Siedziała sobie na ławce z dwoma kurami  lesbijkami i jednym kogutem gejem i razem śpiewali:

Zimno się zrobiło

Bo już idzie jesień

Już nie jest tak miło

Bo się skończył wrzesień

Słońce już nie grzeje

Chociaż jeszcze świeci

Czasem strasznie wieje

Liść za liściem leci.

Kiedy skończyły śpiewać, znowu było słychać tylko niesamowity płacz, wręcz skowyt około stu tysięcy kur, jakie zgromadziły się w dworcowej poczekalni. Stojący wokół nich ludzie rzucali kurom ziarno, chleb, cukierki, ziarna kawy, a nawet złote  monety, żeby tylko się uciszyły. Ale skądże. Kury płakały dalej, aż w końcu i ludzie zaczęli płakać razem z kurzą ferajną . Ten płacz dotarł do całej Europy, cała Europa już płakała, tylko dlatego, że już jest jesień. A kiedy ciotka na chwilę się ocknęła, chyba ze szlochu (rejestrator nie działał) to powiedziała:

- Kury i ludzie z całej Europy! Już niedługo będzie Zima. Zima! Zima! – krzyczała do dworcowego megafonu, a megafon powtarzał za Ciotką każde słowo. Wtedy już wszyscy zaczęli ryczeć. I Angela Merkel i Adam Szejnfeld.  Wtedy to  dzielna kurka Nieznoszka, nie za bardzo podobna do prawdziwej kury – bo miała takie włosy na głowie i okulary – wtedy to wystąpiła  ona z genialnym projektem zniesienia pór roku.

- A kto powiedział, że jesień to jesień, albo że chłopak to chłopak? – zaczęła swoje przemówienie.

- A kto powiedział, że lato to lato, a kura to kura? – dodała i wezwała wszystkich ludzi Europy i wszystkie kury,  by przeciwstawili się porom roku.  Podobno protestował Vivaldi, ale go zagłuszono.

To wezwanie podchwyciła ciotka i przestała w końcu płakać, co zarejestrowały rejestratory  służb specjalnych.  Otrząsnęła się z płaczu, to znaczy tysiące litrów łez spłynęło z niej na podłogę poczekalni,  tak że inne kury pływały sobie swobodnie do wiosny po całym dworcu.

- Kury! Koniec jesieni, nie ma jesieni, rozbieramy się i opalamy –wezwała. I wszyscy wyszli przed dworzec. Kury porozbierane do rosołu położyły się na trawie i  zaczęły się opalać. CCN, BBC i Sky News filmowały nasze polskie kury z powietrza, a komentatorzy byli  pełni zachwytu, że Polska znowu jest w awangardzie postępu w walce z porami roku. Posłanka Grodzka była tego dnia rozchwytywana wszędzie, mało nie pogubiła włosów i butów. W rezultacie całej tej wspaniałej akcji walki z naturą, większość kur rozchorowała się i zdechła, nikomu nie przynosząc pożytku, poza ogólną obserwacją zdechnięcia. No bo zdechła kura na rosół? Zdechła kura nadaje się tylko na zdechnięcie. Światowe agencje doceniły jednak wysiłek polskich kur, zgodnie podkreślając, że to dopiero początek walki z głupimi porami roku. Pór roku powinno być znacznie więcej – powiedział lider Zielonych Daniel Cohn – Bendit, znawca dzieci i przyrody.

Daniel Olbrychski, wybitny polski i międzynarodowy aktor tak skomentował to wszystko w CNN:

- Nie można mieć  wszystkiego naraz, nie każda kura była dobrze odżywiona i  przygotowana do walki, niektóre kury nie nasmarowały się olejkami przeciwsłonecznymi  i  poparzyły się słońcem. Walka z jesienią, proszę Państwa, to nie byle co, także do ziemi obiecanej jeszcze droga daleka.  My Polacy, czasami nie myślimy, zanim coś zrobimy. Przytoczę tu słynną sentencję mojego mistrza Andrzeja Wajdy:

Gdy nic mi nie wychodzi to jadę do Łodzi

A w Łodzi kupię sobie psa

Albo nawet  psy dwa.

Jak sami widzicie, takie mam życie

Jak nic nie wychodzi to jadę do Łodzi

Gdy rano się budzę, to strasznie się nudzę

Nie wiem co robić mam.

Słoik odkręcam, nad masłem się znęcam

No wszystko dlatego, że jestem sam.

Zabiję muchę za jednym ruchem,

Herbatę wypiję, bo tak już żyję.

I myślę o Łodzi, gdy nic nie wychodzi.

Takie już życie bez Łodzi mam.

-Tyle mistrz Wajda- dodał mistrz Daniel Olbrychski i zaapelował do wszystkich kur, które przetrwały ten protest, by pojechały z nim razem do Łodzi.  Bo jak nic nie wychodzi , to jadę do łodzi. – zakończył wywiad dla CNN, nasz wielki aktor i mentor.  Tę jego genialną myśl, jak zawsze, podchwyciły amerykańskie media, a nawet sam prezydent  Barack Obama. W swoim porannym, radiowym wystąpieniu do Afrobiałoamerykanolatynosoportorykańczyków i innych ras powiedział:

- Gdy nic mi nie wychodzi, to jadę do Łodzi!

Najlepiej na tej  jesiennej zadymie wyszła ciotka. Podpisała trzy kontrakty na cztery książki, chyba że było odwrotnie, czyli cztery na trzy. Ale na pewno były to tytuły : „Cry I”, „Cry II” i „Kraj III”. Pamiętajcie od dziś, bo to jest ważne, i jesienią, i latem, i bez pór roku (dla gender), że jak nic  nie wychodzi to…..

A poza tym:

Cokolwiek się stanie

Zjem dziś śniadanie

Jajko postawię na sztorc

Żółtko wydłubie

Ja się już gubię

Do Łodzi jadę,

Bo tam dam radę.

środa, 6 listopada 2013

To jest totalny bezwład



Jestem bardzo ciekaw co ludzie- używając  języka ulicy - jarzą z bieżącej polityki, powiedzmy, że polskiej. Bo polska to ona raczej w wydaniu rządowym  nie jest – to po pierwsze- a po drugie, to nie jest też polityką. Zauważmy proszę,  że  co najmniej od czasu zamachu na nasz wiek emerytalny, nic a nic nie ma tu sensu ani składu, rzeka stoi. Nic a nic się nie dzieje. Bo jaki to news, że  Platformę przeżera korupcja polityczna. To taki sam banał jak to, że TVN 24 mówi (nie) prawdę całą dobę. To są w ogóle takie zjawiska prześmieszne w polskiej rzeczywistości, że wychodzi facet i orzeka, że PO to ludzie uczciwi.

Mamy totalny bezwład, Tusk już nic nie proponuje poza rozgrywaniem samego siebie na przyszłość. Rostowski w ogóle się nie udziela medialnie, bo i po co. O nic nie walczą, bo co mieli nam zabrać to zabrali. Nie widzicie tego? Już się nachapali. Już brzuchy są syte i konta napełnione kasiorą. Im już jest, jak to się mówi – ganc pomada – co będzie dalej. Spadek poparcia? No i co z tego, chata jest, bryka jest i młoda partnerka też. Może jeszcze ten budżet jakoś trzeba skleić, ale na tym koniec. Przyjrzyjcie się uważnie, oni już ograli Polskę, ograli ciężko  pracujących ludzi za 1500 złotych i mają nas wszystkich po prostu w czarnej dziurze. Nie ma żadnego ale w tej sprawie. 

Kogo obchodzi jakieś niedogadanie się PO i PSL? Albo jakieś ruchy kadrowe, rekonstrukcja rządu…. Doprawdy to wszystko jest pic, to jest jedno wielkie nic. Nie ma żadnego rządu, żadnej polityki, żadnej wizji. Toczą się te polskie koła same, nie ma lokomotywy. Toczą się, bo ludzie pracują, muszą utrzymać swoje rodziny. Wymiana ministrów? To jest robione tylko dla swoich mediów, by trąbiły, że ten rząd i ten Tusk, to jest jeden wielki  mózg. Patrzcie! Usunęli Rostowskiego! Ale dym, ale wydarzenie! Otóż to jest kompletnie bez znaczenia. To jest tylko pożywka dla mediów i dla co głupszych lemingów z Warszawy i z prowincji. Bo zaraz jeden drugiemu powie: - No wiesz co Alan (musi być Alan nie Piotrek), ja straciłem już wiarę w PO, ale zobacz, do gry wszedł Bielecki, łebski gość. Teraz karta się odwróci, PO znowu będzie górę. A jakiś tam polski Roberto mu odpowie: - I całe szczęście, bo pisiory już mi się śniły po nocy. Tam, w tych kręgach, jest taki właśnie poziom umysłowy, że pisiory chodzą po ulicach, wyłapują lemingów i im wszystko zabierają, a Macierewicz w MSW osobiście leje ich pałą. To jest poziom tak zwanej współczesnej inteligencji warszawskiej, tej, dla której HGW, to Olimp intelektu. No tylko się pociąć.

Od dłuższego czasu z polityką rządu jest tak, jakbyś kupił dwustustronicową książkę, otworzył ją, zaczął czytać, a tam, na każdej stronie te same numery: Roman wyszedł rano po papierosy i nie wrócił, to na stronie dwunastej, a na 125 –tej czytasz, że Roman wyszedł rano o 10.00 po papierosy i nie wrócił. Co za przejmująca historia, warta co najmniej Nagrody Nike. Jeden magiel, jeden bezsens. Naprawdę, czy jest o czym mówić  i pisać, kiedy patrzy się na rząd Tuska. Zaprzeczcie, jeśli tak nie jest. Dziennikarze są wkurzeni, bo muszą mieć na chleb, więc też codziennie to samo tra - la –la -la, czyli, że Roman wyszedł po papierosy i nie wrócił. Milion  widzów opuściło „Fakty” TVN. Już tęgie głowy myślą, co to jest. Może kończy się telewizja? Nie, ludzie chcą świeżej krwi, informacji, nawet ci, dla których Tusk to Mózg. A tu bida! O niczym nie gadają, nic nie otwierają, tylko wszystko podwyższają. No jest te 21% poparcia dla PO, bo jak ma być inaczej. Teraz Pani Tusk wyda książkę pod choinkę dla obywateli lemingów, to sobie poczytają i będzie fajnie. Dziennikarze z nazwy będą cali w zachwycie, jaka Premierowa jest butna i odważna, jak przyłożyła Tuskowi Mężowi. Ależ to będzie na pewno Wydarzenie Roku. Ludzie się udławią nawet schabowym przy obiedzie. Jaja sobie z nas robią codziennie. Nachapali się i koniec. I nic już więcej nie będzie.   
      

Penis w III RP

o tego tematu nie można inaczej podejść, jak właśnie takim tytułem. Rozpętuje się bowiem niebywałą burzę wokół JEDNEGO PROMILA księży podejrzewanych o pedofilię, a jednocześnie bezkrytycznie, i wręcz z ciekawością i zainteresowaniem (może intencjonalnym) obserwuje się zachowania pedofilskie w tak zwanym świecie artystycznym, w tak zwanym Salonie. Przykład dawnego buntownika 68` Daniela Cohn – Bendita, dziś ważnego polityka Zielonych, posła PE,  jest tego namacalnym przykładem. On się nawet nie krył swego czasu, że kontakt z dziećmi dostarczał mu wielu ciekawych przeżyć erotycznych. Jako Ojciec ośmioletniej ślicznej córki, aż drżę, by nie trafiła w ręce takiego zwyrodnialca jak Daniel Cohn – Bendit. Cała ta filozofia eksperymentowania z seksualnością dzieci i młodzieży, te wszystkie książeczki dla nich, w przedszkolach i w klasach I-III, co zrobić można z siusiakiem, co z cipeczką, to jest nie tylko diabelskie działanie ale również debilne działanie środowisk, które prą ja taran by filozofia gender, wolnej miłości, zamiany płci, dziecięcego orgazmu, trafiła w końcu pod strzechy. Rzadko używam mocnych słów, ale tych kretynów należy izolować i zamykać w ciężkich więzieniach, gdzie w celi doświadczą na pewno wszystkiego: zamiany płci, seksu z każdym, gwałtów i paru innych rzeczy. Po prostu koniec tego draństwa, które niszczy dziecięcość naszych kochanych dzieci. Dziecięcość to nie seks, to poznawanie otaczającego je świata , to małe i duże emocje , które rozbudzają wyobraźnię dziecka, chyba wszyscy Rodzice wiedzą, o czym tu piszę..

Penis III RP, to jak sądzę właściwy tytuł dla okrutnych , niezgodnych  z prawem i zdrowym ludzkim rozsądkiem działań. Oto okazało się, że Centrum Kopernik w Warszawie, nie zajmuje się tylko kosmosem i fizyką, ale także bardzo zapragnęło przybliżyć dzieciom penisa i rolę jaką pełni w życiu mężczyzny. Jakie to rewolucyjne zadanie nauki, jakie wręcz genialne wyjście świata nauki do naszych dzieci. Polska znowu  w awangardzie seksualnych debili. Cytuję za portalem Niezależna.pl  o czym informowano dzieci podczas szkolnych wycieczek  pod hasłem „Strefy Erogenne” czyli krócej mówiąc w sprawie penisa:

"Pieszczoty penisa i jego okolic powodują niezwykle intensywne doznania, chociaż fałszywe jest rozpowszechnione przekonanie, że to jedyne wrażliwe seksualnie miejsce na ciele mężczyzny. Często pieszczoty te traktuje się tylko jako drogę do uzyskania wzwodu. Tymczasem są one przyjemne same w sobie. Dotykanie i uciskanie penisa, moszny, w której spoczywają jądra, obszaru otaczającego genitalia, całowanie ich, jak też głaskanie i pocieranie dłonią, ustami, piersiami i włosami jest niezwykle podniecające".

albo

"Silnie unerwiony szczyt penisa trzeba pieścić z wyczuciem, gdyż zbyt mocne dotykanie bywa bolesne".

Za tymi tekstami nie kryje się jakiś maniak seksualny, zboczeniec, pedofil, tylko sam prof. Zbigniew  Izdebski. Tu naprawdę brakuje już tylko tego, by w tekście uświadomić dzieci, że ten penis (zgodnie z filozofia gender) to jeszcze nic nie znaczy. Może Ty jesteś naprawdę    dziewczynką? Może Tobie ten penis w ogóle przeszkadza, może się nim brzydzisz, jak jedna osoba z obecnego Sejmu? Ten niebywały skandal nagłośnił prof. Ryszard Legutko, były wiceminister edukacji. W ogóle, tu trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego my na to pozwalamy. Dlaczego nie zamykamy w zakładach dla seksualnie chorych takich ludzi. Właśnie, zakłady  dla chorych seksualnie by się nam bardzo przydały do takiej, powiedzmy, półrocznej reedukacji. I niech nikt tu nie rzuca hasłami o demokracji, albo o powrocie do totalitaryzmu, czy braku wolności słowa. Jeśli bowiem, co roku, grupa kobiet zwołuje w Warszawie konferencję, by dyskutować przez kilka dni o swoich waginach, to mimo wszystko, dlaczego nie? Jak chcą,  niech dyskutują o swoich orgazmach takich czy innych.

Jeśli jednak moje dziecko, czy Twoje dziecko, jest od wczesnych lat deprawowane, zmuszane do myślenia typu, po co właściwie jest chłopcem, zmuszone jest do czytania kretyńskich książeczek o penisach i cipkach, o ich masowaniu, dotykaniu, pieszczeniu (żeby tylko), to ja się pytam, jakim prawem się to dzieje. Nie można zamykać oczu na sprawy seksualne, ale one, wbrew lewackim zboczeńcom, dzieją się jednak dość naturalnie, to proces, czasami wymagają naszego dorosłego wsparcia, rady.

Słuchajcie lewaccy zboczeńcy od Penisa III RP z Centrum Kopernika. Nawet Sigmund Freud był dużo delikatniejszy od was , a przecież widział tylko dwa żywioły, dwie siły: pęd do śmierci i pęd do seksu. Nawet on dużo delikatniej opisywał seksualne emocje dzieci, ich zachowania, nieuświadomione, choć pojawiające się u nich, zdaniem tego austriackiego psychoanalityka. A wy seksualnym młotem i genderowskim sierpem pchacie swe łapy do dzieci i pragniecie zrobić z chłopca dziewczynkę, a z dziewczynki chłopca. Chcecie skłonić te niewinne dzieci do tego, by od wczesnych lat nie myślały o pięknie otaczającego ich świata, przyrodzie, o ich wspaniałych koleżankach i kolegach z klasy, tylko żeby myślały o ich siusiakach i cipeczkach. Wy jesteście wszyscy po prostu porąbani, macie zwichrowane mózgi i powinniście się leczyć, leczyć i jeszcze raz leczyć. A jak już coś chcecie masować, to masujcie się sami, albo nawzajem w grupie - po lewacku oczywiście. Czyli do bólu.

wtorek, 5 listopada 2013

Ciotka w Nowym Orleanie - odc. I



Kura siadła na środku ulicy i gdakała sobie po angielsku, więc mało kto ją rozumiał. Podeszła do niej Ciotka, cała w piórach, które radośnie mruczały.
- I co tak siedzisz na środku ulicy zołzo? Wstydu nie masz? – krzyknęła na kurę.
-A co mi ciotka takie dysertacje prawi, na ulicy fajnie się siedzi, bo jeżdżą po niej samochody – odrzekła z satysfakcją kura.
- Do cholery, to czemu rozrzucasz po ulicy jaka? – zapytała Ciotka
- Bo sprawdzam, jak się kulają i rozpryskują, robię coś pożytecznego, a ty lubisz Jazz? – zaskoczyła ciotkę pytaniem.
Ciotka stanęła jak wryta, aż przejechał po niej jeden samochód, a potem drugi. Ślady opon zrobiły jej na głowie prawdziwe afro, przez co wyglądała bardzo ponętnie. Pomyślała sobie od razu, jak coś o czym nie ma pojęcia może jej się podobać. Ale z drugiej strony pomyślała też, że wiele rzeczy, które zna, na przykład muzyka mołdawska, wcale się jej nie podobają, więc odrzekła z pewnością w głosie:
- Podoba mi się Jazz!

Kurczak poczuł się zaskoczony, zjadł dwa surowe jajka, skorupki schował do kieszeni, a jedno białko cisnął w białego mercedesa. Lubi Jazz- pomyślał, w co ona gra?
- No dobra, to lecimy dziś do Nowego Orleanu – rzekł chodzący drób.
- Dobra, lećmy – odpowiedziała Ciotka i lekko  jazzowała nogami. Kolejne auto wyryło jej szczękę, przez co stała się łudząco podobna do Franka Zappy.
W Nowym Orleanie Jazzu było tak dużo, że ludzie nie mogli już nic odróżnić. Jedna kobieta pytała drugą, gdzie jest Maine Street, a ta jej odpowiada, że nie ma pojęcia bo strasznie tu jazzują. 

Kurczak z Ciotką i sześcioma innymi kurami szli przez centrum Orleanu i wszyscy się dziwili, najbardziej biali Murzyni. To była taka antyrasistowska mutacja orleańska. Mickey Rourke szedł za nimi i ciągle wspominał swoją świetną  rolę w filmie Alana Parkera „Harry Angel”. Było więc bardzo filmowo. Nagle kurczak zobaczył orleańską kurę murzynkę, a Ciotka zobaczyła murzyńską Ciotkę. Ale była radość!
- Cześć asfalcie – powiedziała kura do czarnej kury. – Jak Twoje czarne jaja, je ktoś to świństwo? – dodała.
- A Ty biała suko, jak tam, co robisz z tymi białymi zbukami? Śmierdzi nieźle, prawda? – zaśmiała się kura murzynka.
-Oj tam oj tam, powiedziała pijana już kura, daj tego asfaltowego pyska i napijmy się razem w barze dla kotów. I poszli.
Ciotka przyjrzała się murzyńskiej Ciotce i zagadała ją po polsku, bo to była polska, murzyńska ciotka.
- Jak Twoje interesy Julką, słyszałam, że masz tyle czarnych jaj, ile Murzynów w Ameryce.
- Ironizujesz po angielsku, to cenię, ale mam tylko dwa czarne jaja, kury się nie niosą, bo czują w powietrzu rasizm i prześladowanie, sama wiesz- powiedział kurna ciotka.
- To chodźmy do baru, na białą kaszankę ze zbukiem, pycha- zaproponowała polska ciotka. 

Poszły, a potem kura z ciotką wróciły do Polski. Wsiadły do pociągu i po 12 godzinach dojechały na dworzec Szczecin – Dąbie. Radości nie było końca. Wszystkie kury, a było ich  27 tysięcy, wybiegły na peron i gdakały, i krzyczały, i płakały i znosiły po drodze tysiące jajek. W końcu jajek było tak dużo, że ludzie z pociągów wprost wpadali na jajka i się o nie rozbijali na betonie. Krew mieszała się z jajkami, a jajka z kurami, a kury z lekarzami, którzy też się rozbijali. Od razu pojawiły się media, bo widok był arcyciekawy.

-Wielkie jajowe szaleństwo i morze krwi w Szczecinie – Dąbiu, jest cudnie, jest pięknie, jest też tutaj Grzech, Ojciec Ciotki, jest tak głośno, jest tak silny zapach krwi i rozbitych jaj, że będziemy stąd nadawać trzy dni na żywo, non stop – mówił reporter TVN. 

Ciotka tymczasem wymknęła się cicho, tupiąc chodakami i w dworcowej hali siadła do organ. Jak zawsze po północy zagrała Bacha, jego koncerty klawesynowe. Nastrój był cudowny, bo rozpoczął się listopad. Lało, padało, ogólnie śmierdziało, ludzie się rozstawali, a zwierzęta rzygały, bo się przejadły. Fajnie jednak było, kiedy Ciotka grała Bacha.     

poniedziałek, 4 listopada 2013

Michał Kamiński pobity przez Babcię



Często, naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważne jest hasło: byle tylko o mnie mówili. Fałszywe i złośliwe jest twierdzenie, że poseł Przemysław Wipler  zrobił coś nagannego, złego, że gdzieś tam w nocy, w nie najlepszej formie, sobie wracał do domu, a trzech zamaskowanych policjantów, prawie jak komandosi, rzuciło się na niego i pobiło. Zakrwawiona koszula, mało tego, rozerwana, dramatycznie ukształtowana twarz, to wszystko działa na korzyść pobitego posła. Do tej pory, co on mógł założyć? Najwyżej klub miłośników klawesynów. A teraz może już zakładać dużą partię. Będą chodzić po nocy wielkimi grupami i nikt ich nie ruszy. Policjanci czapki z głów i dalej na patrol. Można śmiało powiedzieć, że poseł Przemysław Wipler wygrał, zdobył z pełnym poświęceniem polityczny Olimp. Nikt nie będzie mu pamiętał za kilka miesięcy nocnej eskapady. Polecam ten numer innym politykom, którzy zeszli ze sceny i już tylko kroplówka TVN 24 podtrzymuje ich przy życiu, sącząc różne płyny, i pytając o wszystko, bo jak wiadomo oni wszystko wiedzą - to po pierwsze - a po drugie cały PiS najchętniej by wypatroszyli razem z Januszem Palikotem.

Niech Kamiński pseudonim „Groźny Misiek” rzuci się w Warszawie nocną porą na samotną Babcię i zabierze jej dowód osobisty. Niech pokaże potem w TVN 24 swoje potłuczone i powyginane kultowe już okulary i niech odkryje zakrwawiony tors, i niech powie: pobiła mnie pisowska Babcia. Jest też zacny nasz mecenas Roman Giertych. Z racji równie zacnej postury może na przykład o drugiej w nocy wskoczyć całym ciałem przez pancerną szybę do lokalu PiS-u i rozbić w środku wszystkie komputery, a potem powiedzieć, że popchnęła go druga pisowska Babcia, wzrostu słusznego, czyli metr czterdzieści pięć. TVN 24 opisze brutalną Babcię i pokaże ją profesjonalnie od dołu, żeby widz wziął ją za wielkiego potwora ze srebrną szczęką z filmów o „Agencie 07”. Nie ma się co szczypać. Poharatany Giertych z odłamkiem klawiatury w piersi i pisowskim laptopem tkwiącym w głowie to znakomity start na casting do „Mrocznego Rycerza 5” w Hollywood. Nazwiska można by mnożyć. Niech Ci zacni politycy, cierpiący na brak zainteresowania wezmą się za siebie i nie marudzą wciąż o tym samym do kamer. Nie ruszam celowo Józefa Oleksego, bo jednak były premier, ale drobna awantura w nocnym lokalu by się tu przydała, żeby podbić zainteresowanie. Czasu coraz mniej, wyborów aż nadto, i 2014, i 2015 roku. Startujcie już teraz, poseł Wipler dał Wam przykład, jak być znanym i lubianym.        

niedziela, 3 listopada 2013

Korupcję mają we krwi



Dwa wydarzenia polityczne zdominowały ten tydzień: pogrzeb Tadeusza Mazowieckiego i afera korupcyjna w dolnośląskiej PO (zwana taśmową w słusznych mediach). Jest jeszcze nocny rajd posła Wiplera, ale bez taśm z monitoringu niewiele można powiedzieć. Najbardziej zabawna wypowiedź tygodnia, choć był to tydzień zadumy, a może nawet kwartału, to wypowiedź posła Adama Szejnfelda. Otóż powiedział on dziś u red. Rymanowskiego, że Platforma Obywatelska to partia ludzi uczciwych.  W sumie to zgodził się z nim nawet Jarosław Gowin, który zrugał PO w specjalnym liście do członków partii władzy, ale dodał, że jest w niej wielu ludzi uczciwych. Emocje opadły już nieco, więc można dolnośląską aferę korupcyjną ocenić na chłodno. Cóż takiego bowiem sensacyjnego jest w tym korupcyjnym zachowaniu jednego z działaczy PO, który drugiemu proponuje synekurę w KGHM , jeśli ten zagłosuje na europosła Jacka Protasiewicza , a nie na Grzegorza Schetynę. Mówić albo wypisywać takie bzdury, że Platforma to partia ludzi uczciwych, to już jest ciężki stan psychiczny, albo cynizm najwyższych lotów, bo trudno posądzać posła Szejnfelda, że on w to wierzy. Gdzie oni są, ci uczciwi, bo poza wąską grupą lokalnych działaczy - którzy dali się nabrać na Polskę Tuska, a teraz najczęściej rzucają legitymacje partyjne i mówią wprost o niebywałym nepotyzmie i zachowaniach korupcyjnych – nie widać.

Nie trzeba być w centrum wydarzeń, żeby wiedzieć i widzieć jak upadła jest ta partia, jak bardzo traktuję władzę, wyłącznie jako źródło korzyści a nie pracę i służbę publiczną dla Polski. Dowożenie ludzi na wybory, jakieś gigantyczne nabory na kilka dni przed wyborami, przecież to jest codzienność PO. Ta partia to szkodnik, bo niszczy polskie państwo. Niech ktoś spróbuje bez koneksji, bez znajomości z działaczami czy posłami PO zająć jakiekolwiek stanowisko w lokalnych urzędach. Od sprzątaczki w górę, trzeba być correct, oczywiście w rozumieniu Platformy. Buta regionalnych działaczy jest wręcz niebywała. Rzucają „ochłapy newsowe” do ludzi, żeby ich zatkać, a kręcą lody jak nic. To jest tak silny układ polityczny, że nawet rosnące poparcie dla PiS –u niewiele tu  zmienia. Oni żyją swoim własnym pustym życiem, dla siebie, nie dla kraju, którym rządzą. Być może są wyjątki, ale jak one są, to najczęściej wśród młodszego pokolenia PO, które jest zdegustowane towarzystwem wzajemnej adoracji. Afera z wyborami w dolnośląskiej PO  to w gruncie rzeczy średnia „aferka”, bo o prawdziwych przekrętach nic się nie wiemy.  Była afera hazardowa, była naprawdę i poszło wszystko bokiem.      
Nie łudźmy się, będą brać do bólu, na różne sposoby różne stanowiska, różne przywileje, to mają już we krwi. Student (l.21) zostaje doradcą ministra MSW. Co wie o pracy MSW, w czym doradza? Spalony w PO za „szybszy” start swojej kampanii wyborczej młodziutki poseł Marcinkiewicz ze Szczecina  zostaje konsulem w Finlandii, po błyskawicznym kursie. Taka malutka nagroda. A Szejnfeld mówi, że PO pracuje dla Polski, że to partia ludzi uczciwych. Może i uczciwych, jak liczą kasę dla siebie. Platforma przekroczyła już wszystkie dopuszczalne granice w systemie demokratycznym, ale jakoś wcale nie widać, żeby się ktokolwiek w tej partii tym przejmował, może poza młoda działaczką ze Śląska. Przejmuje się jeszcze Jarosław Gowin, ale jego przejmowanie to tak, jakbym ja grał w Pogoni Szczecin, wyleciał z niej, bo wkurzał mnie cały zespół, a potem miesiącami opowiadał, jaka to kiepska i zepsuta drużyna. Mógłby już ten człowiek zamilknąć, bo tacy ludzie, którzy latami siedzą na stołku, a potem opluwają swoich byłych kolegów, są jeszcze gorsi o tych działaczy ze Dolnego Śląska. Wypadł z polityki, to wypadł i kropka. A jak chce być w niej dalej niech znajdzie pomysł na obecność na scenie. To warto powtórzyć: ludzie Platformy mają korupcję we krwi. Tak zepsuła ich pycha i buta, którą mogliby podzielić się z całą Unią Europejską.