środa, 31 lipca 2013

Trzecia RP, czyli prywatny folwark PO

Jesienią w Polsce ma się odbyć 19 Szczyt Klimatyczny ONZ. Gospodarzem ekologicznego forum jest Warszawa, a główną areną, historycznych zapewne debat, będzie Stadion Narodowy. Pięć lat temu podobny szczyt odbył się w Poznaniu. Do stolicy Wielkopolski przyjechało wtedy około 10 000 gości, a rząd Tuska wyłożył na organizacje imprezy 60 milionów złotych. Teraz, ma to być 100 milionów, a hojnym dawcą kasy jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, popularny „ENFOŚ”. No więc ENFOŚ, czyli Ministerstwo Ochrony Środowiska, wykłada na stół sporo pieniędzy, naszych pieniędzy, pieniędzy podatników. Wychodzi tak po około trzy zeta na każdego Polaka. Popularna popołudniówka zauważa, że co najmniej 26 milionów złotych ma kosztować samo wynajęcie Stadionu Narodowego, wybudowanego za dwa miliardy złotych, dodajmy, że także z naszych podatków. Kwota ta, nie obejmuje ceny działki, na której wybudowano obiekt i roszczeń niemieckiego wykonawcy stadionu na kwotę 400 milionów złotych.

Ten rząd, ministrowie tego rządu, zarządzają pieniędzmi budżetowymi, naszymi wspólnymi pieniędzmi, jak swoimi. Minister Mucha daje zarobić Madonnie i chłopakom z NCS, bo bez tych sześciu milionów, to ich spółka NCS, już by chyba zbankrutowała. Można też wesprzeć organizatora koncertu i kupić od niego za półtora miliona bilety na koncert, bez najmniejszego rabatu. Doczekaliśmy się sytuacji, w której traktuje się nas jak motłoch, jak parobków. Władysław Bartoszewski, co prawda przy innej okazji, mówi tylko to, co za kulisami, ludzie PO mówią o nas na co dzień. Umocowani na swoich stołkach uważają, że są poza wszelką kontrolą społeczną, że należą do lepszego rodzaju ludzkiego, że nawet ich wyborcy, to tylko zwykłe mięso do głosowania. Może to otumanione lemingi w końcu zauważą.

Urzędnicy Ministerstwa Ochrony Środowiska nie chcą rozmawiać o tych 26 milionach złotych. Wychodzi na to, że za jeden dzień ekologicznego biesiadowania zapłacimy, my wszyscy razem, po około 2 miliony złotych. Spęd ma trwać bowiem aż dwa tygodnie. Po co nam ta impreza, może o to też warto zapytać. Jak na razie, po szczycie w Poznaniu, w 2008 roku, nic szczególnego nas nie spotkało, poza nowym pakietem klimatycznym, który ma zarżnąć finansowo naszą energetykę i nasze budżety domowe. Pamiętajmy, że rząd Tuska, przystał w tymże pakiecie, na nowy rok bazowy, od którego liczony jest spadek emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Kiedy negocjacje kończył Prezydent Lech Kaczyński, był to rok 1990, korzystny dla Polski, bo dokonaliśmy znacznej redukcji emisji szkodliwych gazów do atmosfery w pierwszych kilkunastu latach transformacji gospodarczej. Donald Tusk zgodził się na rok bazowy 2005 – ty. Co jasne i oczywiste, nawet dla laika, liczenie spadku emisji dwutlenku węgla od tego momentu jest dla nas bardzo niekorzystne, ponieważ największe redukcje mamy już za sobą. Tyle w tym temacie, nie ma tu żadnych ale, bo coś tam, coś tam, bo PiS, bo nie my. Nie ma, nie my. PO nie wywinie się z odpowiedzialności za tę kompromitację Polski.

Pytanie, czy wywinie się z owych 26 milionów złotych Ministerstwo Ochrony Środowiska. Czy w ogóle oni się jeszcze z czegoś wywiną, czy też wreszcie posadzimy to towarzystwo do pierdla. Jakimi kryteriami kierował się minister od ekologii Marcin Korolec, wybierając Stadion Narodowy na miejsce debaty szczytu klimatycznego? Czy był jakiś przetarg, przegląd ofert? A jeśli już nawet wyszło z tych kalkulacji, że tylko na Stadionie Narodowym w Warszawie da się posadzić całe to wielkie towarzystwo ekologów i polityków, to skąd ta gigantyczna suma 26,4 miliona złotych? Miesięczny koszt utrzymania Narodowego wynosi około 1,5 miliona złotych, całoroczny (podatki i ubezpieczenie obiektu) to blisko 22 miliony. A tu dwie duże bańki za jeden dzień. Jak to zostało policzone, bo jeśli przez macherów z NCS, to wcale mnie te kwoty nie dziwią. To w końcu folwark Pani Muchy i Pana Drzewieckiego.

Jesteśmy codziennie okradani przez państwo Tuska. Płacimy na nasze, polskie państwo, a nie na darmozjadów z PO. Płacimy na nasze bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, a nie mamy czym się bronić, płacimy podatki, a te podatki idą do geszefciarzy z NCS, płacimy składki na nasze emerytury, a może być tak, że naszej emerytury w ogóle nie dostaniemy. I w takim razie, jak mamy nazwać wciąż niemałą część polskiego społeczeństwa, która chce nadal głosować na PO ? Tylko lemingami? I po co nam w Polsce kolejna debata o klimacie, skoro już wszystko w tej sprawie zdrowo przerżnęliśmy?            

wtorek, 30 lipca 2013

Donald Wrażliwy

Był Henryk Brodaty, był Henryk Pobożny, niech więc będzie teraz Tusk Wrażliwy, albo Donald Wrażliwy. Dzięki Piotrowi Serafinowi, ministrowi w randze sekretarza stanu, odpowiedzialnemu w rządzie Jej Tuskowej Mości za kontakty z UE, dowiedzieliśmy się, kto jest winien temu, że niemal pewne stanowisko Szefa Komisji Europejskiej nasz premier odpuścił sobie, jakby chodziło nie o Brukselę, a o Radę Osiedla, choć i ona jest przecież ważna dla nas tak samo, jak dyrektywy unijne. Ten to minister Serafin, oznajmił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, co następuje: Myślę, że Tusk ogłosił rezygnację także dlatego, iż pogłoskom o jego kandydowaniu nie towarzyszyło poczucie dumy i nadziei na wzrost wpływu Polski na bieg spraw w Europie, tylko  zarzuty opozycji o dezercję” *. To nie żart. Donald Tusk tak bardzo przejął się krytyką opozycji, że zrezygnował. Tylko dlatego, żadnych innych powodów. Nie mógł znieść tej kaczystowskiej presji, że go tu, nad Wisłą, prawicowi siepacze z PiS posądzą o ucieczkę z kraju, o dezercję.
Kto by pomyślał, że premier tak bardzo, tak wręcz dramatycznie, traumatycznie, przeżywa krytykę opozycji. I to takiej marnej opozycji. No i trzeba postawić pytanie, czy osoba tak wrażliwa na krytykę i wojnę podjazdową, jak  Donald Tusk, powinna być premierem w brutalnym i zimnym świecie europejskiej polityki? Może premier, wrażliwy jak wielki artysta, powinien raczej zostać dyrektorem baletu? Minister Serafin w ogóle oskarża Polaków in gremio, że nie dali Tuskowi odpowiedniego wsparcia w staraniach o fotel przewodniczącego KE, a wszystko było prawie zapięte na ostatni guzik. Mało tego, dodaje, że sprawa Tuska może zaciążyć na marginalizacji Polski w Europie. Innymi słowy, są tu dwa wnioski:  pierwszy, że jeszcze nie doszło do marginalizacji Polski w Europie (co za ulga), a drugi, że jak do niej dojdzie to winny będzie Jarosław Kaczyński i PiS.

Nie wiem, dla kogo te bzdety układa minister Serafin, nawet sprawdziłem jakie szkoły kończył, ile ma lat, etc., żeby wiedzieć, czy mówi to z wyrachowania, czy z własnej głupoty. Otóż, bajdurzył tak redaktorom z „Rzepy” z czystego wyrachowania, bo tak mu teraz pewnie nakazano. Ale jeśli już podjął się tak karkołomnego tłumaczenia decyzji premiera o odpuszczeniu Brukseli (o ile premier tu cokolwiek odpuszczał), to jest i kolejne pytanie: do kogo adresowana jest ta wypowiedź? Wedle mojej opinii, tylko i wyłącznie do najbardziej bezmyślnych lemingów. Tusk Wrażliwy to tak samo jest prawdziwe określenie jak Tusk Cała Prawda 24 H. Jest lato, jest gorąco, więc takie letnie wrzuty mamy ostatnio z obozu władzy, być może także w związku z walką o fotel szefa PO. I choć nic tu się nie trzyma kupy i jest robieniem sobie jaj z ludzi, to Tusk Wrażliwy brzmi dobrze. Wakacyjnie.       

* http://www.rp.pl/artykul/107684,1034143-Moda-na-oczernianie-Unii.html?p=1

Bękart komunizmu

Lewacy stanowią dziś największe zagrożenie dla demokracji, chrześcijaństwa i w ogóle dla całej cywilizacji europejskiej. To, jak słusznie zauważa Adam Michnik – są bękarty komunizmu, tyle tylko, że redaktor obejmuje tym mianem całe dwa narody – polski i węgierski. A powinien zatrzymać się na sobie i swoich wiernych wyznawcach. Diagnoza Michnika jest trafna – on jest bękartem komunizmu, marksizmu i leninizmu. Dowodzi tego całym swoim dorosłym życiem. Czym jest bowiem współczesne lewactwo, co stanowi fundament tej nowej wizji świata? Bez wątpienia jest to bardzo głębokie przekonanie, że świat można dowolnie kształtować i zmieniać, bez względu na zastany porządek rzeczy. Moja wizja jest ponad narodami i tradycjami, ponad wszystkim. O ile marksiści, tkwili jeszcze bez sensu (prawda Panie Redaktorze?) w koleinach historii, męczyli się z jakimiś klasami społecznymi, ich walką, materializmem historycznym, o tyle lewacy (w tym i nasi) wyszli dzielnie z historii, stanęli ponad nią i stwierdzili, że do zmiany świata na lepsze wystarczy zmiana kodów kulturowych, czyli konsekwentne pranie mózgów. Wtedy, ten nowy, lepszy laicki świat spełni się jak sen z bajki. Bez jednego wystrzału.

Ten ogólnoświatowy plan, jest niestety z pewnymi sukcesami realizowany w Polsce od początku lat 80 –tych, a po okrągłym stole stał się wręcz filozofią III RP. Demokracja, wybory co cztery lata, są jedynie przykrywką do spełnienia się michnikowej utopii. Ona się i tak nie spełni, ale ileż radości jest w sercu lewaków, że tak dużo Polaków dało się na tę utopię nabrać, że tak wielu Polaków  wyzbyło się patriotyzmu i własnej tradycji. Przecież to miód na serce redaktorów z Czerskiej. Kiedy więc, po raz kolejny, Adam Michnik coś mówi, gdzieś za granicą, to oczywiście zwracamy uwagę na to, jakie tym razem pojawią się akcenty w jego lewackim monologu, bo przecież zasadniczo, to redaktor mówi ciągle to samo od wielu lat. Dostało się więc ty razem w wywiadzie dla „Der Spiegel” Węgrom i Polakom, nazwanym na użytek niemieckiego czytelnika, bękartami komunizmu. Bękartem komunizmu jest niewątpliwie sam Adam Michnik i jego ferajna, która nigdy nie wyzwoliła się z totalitarnej mentalności, którą można z kolei streścić w ten prosty sposób: My jesteśmy na szczycie, my decydujemy o tym, co będzie na dole, bo dół pozostanie zawsze dołem. Nic nam w tym nie przeszkodzi. To jest ta lewacka filozofia objęcia rządu dusz, zrodzona w chorym umyśle innego bękarta komunizmu Antonio Gramsciego. Oczywiście, lewacy mają licznych sojuszników w realizacji tej swojej utopijnej wizji – od wielkich sieci handlowych, instytucji finansowych, ruchów feministycznych, anarchistów, wyznawców gender, po rodzimych wyrobników takich jak Tomasz Lis, na przykład. To w jego portalu, felietonista (?) Jakub Noch, apeluje do nas (chyba głównie do prawaków), żebyśmy nie zanudzali Warszawy i całej Polski Powstaniem Warszawskim. Ot, tak po prostu, po ludzku prosi nas o to. Prowokacja? Nie, to jest świadoma walka z Polską. U Lisa.

W kolebce współczesnej demokracji, na pewnym cyplu, niedaleko wodospadu Niagara jest stary fort. W tym forcie, codziennie, od dziesiątek lat,  kilkudziesięciu Amerykanów w mundurach z epoki,   zanudza setki tysięcy widzów swoją własną historią sprzed ponad dwustu lat. Po co oni to robią? Dlaczego my odtwarzamy nasze wielkie zwycięstwa i chwile tryumfu? Dla lewactwa, ta nasza pamięć historyczna, to jest śmiertelne zagrożenie, to jest dla nich jak najgorsza trucizna. Dlatego tyle furii i agresji wydobywa się z nich wtedy, gdy mówimy o naszej historii, o dzielnych i odważnych Polakach. Polska z Powstaniem Warszawskim w tle ma, według tej filozofii w ogóle zniknąć. Jeśli ktoś sądzi, że oni poprzestaną na tym, co teraz robią z Polską i z Polakami, że uderzą się w piersi, to przepraszam, ale jest durniem, jest naiwny. Swoją drogą, to co Adam Michniak mówi sobie w „Der Spiegel”, nikogo z jego wiernych duszyczek w III RP kompletnie nie interesuje. Oni nie wiedzą czasami nawet, co to jest ten „Der Spiegel”, mają głęboko gdzieś jego opinie o Orbanie. Tak samo, jak mają gdzieś, jaka będzie Polska za dwadzieścia czy trzydzieści lat, jaka jest teraz. Byleby był święty spokój, tu i teraz. Nic więcej. To, co mówi Adam Michnik na Zachodzie, w Polsce analizuje jeszcze czasami jedynie prawica. Bo lewica ma to wszystko gdzieś. Marksiści wymierają jeden po drugim fizycznie i duchowo, a stery przejmuje młodsze i starsze pokolenie różnej maści lewactwa. Dzieci bękartów komunizmu, co nie jest bez znaczenia, będą już za to z prawego (tego słowa nie da się tu wywalić) lewackiego łoża.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Wolność 1944 i Skundlenie 2013

Gdyby wschodnie rubieże Polski sięgały dziś do Podola, a może jeszcze dalej, gdybym do Królewca wpadał na weekend jak do Sopotu, a nasz kraj miał powierzchnię miliona kilometrów kwadratowych, posiadał własny silny przemysł i rządziłby nami silny, odpowiedzialny, polski rząd, to okolicznościowe dywagacje o „Obłędzie 44” przeszłyby bokiem, niezauważone, poza wąską grupą historyków zajmujących się tematem „Co by było, gdyby..”. Nie wiem, co by było, wiem jedynie, że nie mamy silnego, polskiego rządu, mamy za to rozsypujące się państwo, bez własnej, nowoczesnej gospodarki, zadłużone już na ponad bilion złotych. Do tego mamy otwartą już wojnę lewactwa z Kościołem. Jeśli różni historyczni magicy akcentują, jak słaba była Polska w 1939 roku i jak błędna była polska polityka zagraniczna, to jak teraz mamy opisać stan naszego państwa i społeczeństwa? Teraz jesteśmy mocni? 

Dyskutowanie w tym momencie o tym, czy warto było chwytać za broń i walczyć o niepodległość Polski i o wolną Warszawę w 1944 roku, jest nie tylko szkodliwe, ale wręcz idiotyczne, jest w ogóle brakiem szacunku dla Powstańców. Cieszyłbym się, gdyby powstali z grobów, w swoich pięknych mundurach i obili choć trochę szczęki niektórym magikom od naszej historii. W tamtym, realnym świecie, w upokorzonej przez Niemców Warszawie, żyli młodzi ludzie, którzy od samego początku przeciwstawili się tej zbrodniczej machinie. Nie dali się upokorzyć i skundlić, tak jak dała się skundlić po 1989 roku niemała część Polaków, dzisiejszych czterdziestolatków, trzydziestolatków, łasych na synekury i gotowych oddać swój honor i godność każdej obcej sile za sypane przez nią „ojro”. Te dwadzieścia kilka procent średniego pokolenia, które poparło rządy Donalda Tuska, to prawdziwa zmora Polski, to odłam Polaków, którzy, albo zagubili się, albo po prostu cynicznie chcą tu i teraz, za wszelką cenę zaspokoić swoje egoistyczne potrzeby.

Jak zachowaliby się w 1944 roku, można się tylko domyślać. Ale to byłoby znowu gdybanie. Nie ma sensu gdybać. To był wielki heroizm, to była walka wynikająca z hartu ducha. Jaki hart ducha ma dziś Donald Tusk w sprawach ważnych dla Polski? Jaki hart ducha mają jego wyznawcy, dla których polska flaga w kupie to artystyczna ekspresja? Twierdzę, że aktywni, także i dziś, wyborcy PO, to nasza polska zmora, to ludzie bez zasad, bez właściwości, gotowi tu wpuścić każdego za to jedno symboliczne euro, gotowi opluć każdą polską świętość, byleby oni mogli dalej „grillować”, byleby tylko zagarnąć teraz jak najwięcej dla siebie. Głodowe emerytury, praca do śmierci? To nie ich temat, nie ich zmartwienie. Protestowali w tej sprawie polscy emeryci! Prowadzona jest już jawnie polityka prowadząca do całkowitego rozpadu państwa, jego totalnego uzależnienia od obcych mocarstw, a minister finansów przypomina kieszonkowca, który ciągle dobiera się do naszych portfeli w tramwajach i w autobusach. 

Jeśli więc chcemy w ogóle oceniać tamte sierpniowe i wrześniowe dni w Warszawie, to najpierw proszę o bilans III RP, najpierw chcę poznać recepty na przyszłość. Wara od Powstania Warszawskiego! Właśnie dlatego, że dziś tak wielu z nas toleruje upadek Polski, siedzi cicho, ze strachu robiąc w portki, czy nie odetną go od etatu, od kasiory. Nie od życia, od kasiory. Strach w oczach, pełzanie po ulicach i biurach, to jest dziś obraz znacznej części polskiego społeczeństwa. Przy takim nagromadzeniu antynarodowych posunięć rządu PO, Francuzi albo Hiszpanie, już dawno pogoniliby ich, albo wsadzili po prostu do więzienia. Bo przecież są paragrafy o działaniu na szkodę państwa polskiego. Wtedy, w 1944 roku też były takie paragrafy. Obłęd to my mamy teraz, w 2013 roku. I patrząc na utoczonych tym systemem Polaków, jedyny promyk nadziei jest znowu w postawie ludzi młodych, wrażliwych i odważnych, zupełnie tak jak wtedy, w Powstańczej Warszawie. Na pohybel tym, którzy tego nie rozumieją. 

sobota, 27 lipca 2013

Trzeba zacząć walić w Niemców


Pod rządami Tuska, czyli pod rządami elit tak zwanej III RP, bo przecież używamy skrótu III RP tylko dla porządku, bo to nie jest żadna Rzeczpospolita Polska, tylko atrapa wolnej i niepodległej Polski, tak więc pod tymi oto rządami jesteśmy popychani w każdym zakątku świata. Byle śmieć kpi z Polaków i z Polski, przypisuje nam wszystkie zbrodnie tego świata i moczy nas w hektolitrach wypijanego alkoholu, choć w tej materii tak wiele zmieniło się w naszych obyczajach. Oczywiście, jesteśmy dyżurnymi antysemitami na każde zawołanie. Jeśli walą w nas germanofilscy Żydzi z USA, to jeszcze daje się wytłumaczyć, bo oni nas nienawidzą od zawsze, czyli w zasadzie nie wiadomo odkąd i dlaczego, bo opuszczali Polskę pod zaborami i nie my im ścinaliśmy głowy, tylko Rosjanie i Kozacy, co tak dramatycznie opisał Julian Stryjkowski w „Austerii”.  Potem masowo mordowali ich Niemcy, nazywani dziś dla świętego spokoju nazistami, dla świętego spokoju oczywiście samych Niemców, potomków nie tylko Bacha, Benza czy Gutenberga, ale także potomków niemieckich zbrodniarzy.  Gdzieś, i w kimś ta krew płynęła, i płynie nadal. Gwarancji na spokój Niemców nie ma, co dobitnie kiedyś udowodnił Stefan Kisielewski.

Zresztą oni już przechodzą sami siebie. Oto potomkowie architektów masowych, przemysłowych zbrodni, oskarżają Polaków o antysemityzm. Czynią to przy różnych okazjach, co jakiś czas wrzucają do gazet „polskie obozy zagłady”, albo barwnie opiszą, jak to w Polsce pleni się faszyzm i są tym „faktem” mocno zdziwieni, bo przecież jesteśmy jego ofiarami. Z polityką informacyjną Niemców pięknie współgra polityka informacyjna Adama Michnika i jego coraz bardziej szmatławej gazety, której nawet już jego dawni wyznawcy nie chcą czytać ani kupować. Niech sobie zamówi badania i się dowie, ilu fanów stracił, ale jemu chyba to jest już teraz obojętne, bo projekt ogłupienia części Polaków całkiem nieźle mu wyszedł. Mają więc Niemcy tendencję, by w nas do woli walić, oskarżać, kpić i szydzić, czego film o bandyckiej Armii Krajowej jest najlepszym dowodem. To, że wyemitowano ten polakożerczy obraz w TVP, to może jeszcze nie jest samo w sobie straszne, straszne jest to, że nie ma tu naszego zbiorowego oburzenia. Protestujemy, ale kto o tym wie? Kto nas poparł?

Nadszedł czas, by zacząć walić w Niemców i w innych, tak jak oni w nas walą, bez opamiętania, od rodzimych Polakożerców po Baracka Obamę. Jeśli ktoś naprawdę uważa, że ten prezydent się bezwiednie pomylił, kiedy mówił o polskich obozach zagłady, jest po prostu idiotą. Trzeba więc mówić światu, na przekór berlińskim hołdom Sikorskiego, o niemieckich zbrodniach, o mordowaniu Żydów, Polaków, o masowych grobach,  o tysiącach szkieletów i czaszek w tysiącach miejsc w całej Polsce. Trzeba walić w nich, ponieważ oni liczą się tylko z siłą. Siła słowa to poważna i wielka broń. Kiedy chcieli nas zgładzić, bali się jedynie naszej siły, hartu ducha, naszej Armii Krajowej. Bali się do tego stopnia, że tyłki im drżały, gdy wychodzili wieczorem na ulice Warszawy. Niemcy są dzisiaj potęgą, są też naszym wielkim partnerem gospodarczym, ale to właśnie dlatego musimy jeszcze głośniej mówić dziś o ich zbrodniach, bo za moment, gdy staną się być może znowu hegemonem, to my zostaniemy w globalnej świadomości sprawcami tych strasznych zbrodni XX wieku i winowajcami wojen. Trudne do wyobrażenia? Bynajmniej. W Stanach Zjednoczonych zupełnie oficjalnie na co dzień jesteśmy postrzegani jako uczestnicy zagłady Żydów. By nie było żadnych złudzeń, zawdzięczamy to w dużej mierze samym Żydom, którzy nigdy nie poczuli zapachu prochu. Ani tego z walki o niepodległość Polski, a więc także ich Ojczyzny, ani tego z luf i armat izraelskich żołnierzy broniących swojej i ich Ojczyzny przed Arabami. 

Jeśli teraz nie powstrzymamy antypolskiej i polakożerczej kampanii, i tu nad Wisłą, w Warszawie i poza granicami naszego kraju, to w końcu zamienimy się z Niemcami miejscami w ich zbrodniczej przeszłości. W końcu będzie tak, że Polak to zbrodniarz i nazista, a Niemiec to dzielny partyzant antyfaszysta. Pojawi się, z jednej strony,  sto nowych list Schindlera, a z drugiej, jakieś kolejne spreparowane Jedwabne.  Trzeba walić prawdą po oczach, bez opamiętania. Trzeba wręcz krzyczeć. Bo mordowali nas Żydzi po 17 września w mundurach NKWD, bo donosili na nas i wyciągali nas z domów na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Tak długo, jak będziemy skundleni i rządzeni przez skundlonych tchórzy, tak długo to oni, Niemcy czy germanofilscy Żydzi, będą nas walić i oskarżać nas o wszystkie zbrodnie tego świata.

piątek, 26 lipca 2013

Platforma na medialnym respiratorze


Medialna fala płynie do nas nieprzerwanie. Nie informuje nas o niczym ważnym, bo nie to przecież jest jej zadaniem, a jeśli  serwuje już coś ważnego to najczęściej w sposób przekłamany lub jawnie kłamliwy i propagandowy. Dzieje się tak, bo ta fala ma, póki co, utrzymać Donalda Tuska u władzy, albo, jeśli zajdzie taka konieczność, szybko i bezboleśnie go obalić. Ma ona też dużo ambitniejsze zadanie zlecone przez mocodawców z postępowej Europy: zniszczyć polski Kościół i uczynić go jednocześnie takim postępowym, prawie, jak sam Adam Michnik.  Ale skupmy się na rządzie nędzy i rozpaczy. Media ciągle jeszcze udają, że Platforma Obywatelska to niezwykle poważna, główna siła polityczna kraju, która co prawda popełniła jakieś błędy, no ale przecież jest kryzys na świecie i PiS wszystko psuje i obrzydza. Tymczasem jest to ożywianie trupa politycznego, zwykłego bankruta, w przenośni i dosłownie. Pełne są jednie po sześciu latach tych rządów, prywatne kieszenie działaczy i sojuszników PO.

Bankrutami są premier i jego minister finansów, specjalista od znikania miliardów złotych z państwowej kasy i łupienia obywateli. Jeśli jednak komuś się wydaje, że tak nie jest, to wystarczy zadać proste pytanie: co udało się premierowi? Tak konkretnie, jakiś jego osobisty sukces, poza kopaniem na boisku. Nic takiego nie ma, nie ma i nie ma co szukać czegokolwiek.  Należałoby uświadomić w tej kwestii miliony Polaków. Może będzie z tego jakiś pożytek. A gdyby ktoś krzyknął i zapytał: A EURO 2012? Na to jest prosta odpowiedź. Ta udana stosunkowo impreza piłkarska to sukces Polaków, efekt poświęcenia setek firm, a nie sukces rządu. Ta ekipa nic nie zrobiła, a czego się tylko dotknęła, to psuła i niszczyła. Platforma zostawia za sobą zgliszcza. Jest to najbardziej destrukcyjna siła polityczna w Polsce jaka pojawiła się po okresie stalinowskim. Skupiła wokół siebie najbardziej zepsutą część polskiego społeczeństwa: cwaniaczków, cyników, zwykłych złodziei, leni, matołów i nieliczną grupę wiernych i naiwnych postępowych Europejczyków. Tym udało się wmówić, że jak głosują na PO, to głosują na Europę i postęp, a jak na PiS, to na ciemnogród.


Mamy więc medialny spektakl, jak to Platforma walczy z wewnętrzną opozycją swoich trzech posłów. Jak to zmaga się z dziurą budżetową, jak troszczy się o państwo. Zupełnie jak Hanna Gronkiewicz – Waltz o Warszawę. Boże, chroń stolicę od tej kobiety! Sądzę, że w tym przypadku nie jest to wzywanie Boga na daremnie. Medialna fala piłuje kolejny już dzień temat posłów „opozycjonistów” z PO, jakby to był bój o przyszłość Polski. Ten cyrk pokazuje, że tak zwane główne media w naszym kraju, to już nie tylko zwykła tuba propagandowa PO, ale po prostu zbiór medialnych idiotów. Stoi oto bowiem, w pełnym blasku słońca, polityczny bankrut, który rozgrabił kraj, zadłużył go jak nikt inny przedtem, a dziennikarze z najważniejszych stacji telewizyjnych zajmują się trzema facetami, którzy przebudzili się po kilku latach podnoszenia ręki, jak matka partia kazała. Jest to oczywiście zwykłe odwracanie uwagi – główne zajęcie TVN 24, TVP czy Polsat News. Doprawdy, bez najmniejszej złośliwości, te media niczym innym się nie zajmują, jak mówieniem nam o tym, co nie ma dla Polski i dla nas żadnego, ale to żadnego znaczenia. 

Fakt, że Platforma ma nadal monopol władzy w Polsce, wcale nie oznacza, że realnie rządzi krajem, że ma jakiś plan dla Polski, choćby na najbliższe miesiące. Podtrzymywana jest przy władzy przez służby i obce rządy. Służby mogłyby utopić do końca PO w kilka dni, gdyby tylko chciały, bo informacji o aferach, przekrętach, służbie dla obcych państw, mają w swoich papierach po sufit. Platforma jest jak polityczny Zombie, który jeszcze nas straszy, ale wszyscy już myślą o tym, jak się na nowo usadzić w III RP. Z jednym wyjątkiem, z wyjątkiem Jarosława Kaczyńskiego, który otwarcie mówi o zmianie systemu, o wyjściu z ideologicznych i systemowych pęt III RP. Posłowie poszli na urlop, więc teraz media znowu zajmą się pewnie Kościołem. Już od rana analizują ulotkę Kurii Warszawsko – Praskiej. To jest temat dnia, a jakże. Główne media też bankrutują, choć może o tym jeszcze nie wiedzą, nie będzie tu żadnej udanej wajchy. Tak, jak Tusk, całkowicie straciły wiarygodność i żadne wolty dziennikarzy nic tu nie dadzą. Monika Olejnik, tak jak swego czasu redaktor Grzegorz Woźniak, może się powoli żegnać z zawodem. Żaden normalny widz już w nic jej nie wierzy.      

Telefon Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Jak bardzo skundlone jest nasze społeczeństwo? Bardzo. Są oczywiście enklawy, gdzie to skundlenie nie ma miejsca, ale praktycznie całe elektoraty – Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota i SLD, to już tylko bezwolna i skundlona magma. To, niezależnie od chwilowych przypływów płytkiego patriotyzmu, bezkształtna, bezideowa masa, urobiona przez tak zwane elity III RP. Dla tych elit, coś takiego jak Polska, to tylko szyld sklepu, nic więcej, żadnej głębszej myśli, refleksji. Polakiem jest dla „Gazety Wyborczej” ten, kto wyznaje zasady sformułowane przez tę gazetę. A w nich nie ma miejsca na takie słowa jak naród i tradycja. Przecież nawet o tym niejednokrotnie, może nie wprost i na chama, pisali sami redaktorzy z Czerskiej. Jeśli tradycja to tylko nowoczesna, przenicowana przez lewackie intelekty. A co znaczy nowoczesna? To jest taka tradycja, w której zajęcie Moskwy w 1612 roku przez nasze wojska nazywamy grabieżą, najazdem i imperializmem I Rzeczypospolitej.

Głowy Polaków z tuskowego chowu są dziś głęboko pochylone, a uszy zatkane. Gęby otwierają się tylko wtedy, gdy trzeba poszczekać na Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Kiedy słyszą głos  Putina, a nawet Tuska, ratują tyłki, biegiem w kąt i cisza. Żadnego ale. Taki mamy obraz i stan polskiego społeczeństwa i upadek Tuska niewiele tu zmieni. Z radością niekłamaną do przejęcia totalnie skundlonych wyborców PO szykuje się i już zabiera na całego, wszelkiej maści polskie i europejskie lewactwo, wspierane przez media. Właśnie akcją „Lemański”  przystąpiło do oficjalnej już wojny z Kościołem, ostatnim dziś bastionem polskości, tradycji i ostatnim miejscem, gdzie słowo naród coś jeszcze znaczy, i jest dyskutowane. Tak zwana nasza medialna prawica zachowuje się w większości jak dzieci we mgle. Co jakiś czas, redaktorzy z licznych naszych tygodników powtarzają, że jak oni będą już na samej na górze władzy, jak  stworzą tą wielką alternatywę dla Czerskiej, to już będzie wygrana nasza. A nie będzie. Nie będzie, nie tak szybko i nie od razu, bo upadek, jakiego doznaliśmy, jest o wiele głębszy. Jeśli widać już gdzieś siłę, jakąś myśl, perspektywę, realne oceny , to tylko w blogsferze, i nie dlatego bynajmniej, że pisze tu grzechg czy jakiś dajmy na to bloger WolnyzRP. To, czego brakuje zdecydowanie prawej stronie, to chwili refleksji, zatrzymania się i zobaczenia prawdy, gorzkiej prawdy o Polsce.

Czytamy dziś w mediach, że prokuratura ponownie podejmie się śledztwa w sprawie nieuprawnionego korzystania z telefonu Śp. Lecha Kaczyńskiego, Prezydenta Rzeczpospolitej, bo właśnie dostała jakieś ważne kwity z Rosji. Wcześniej śledztwo w tej sprawie zawiesiła, no bo czekała na realizację swojego wniosku skierowanego do śledczych w Moskwie. Trzeba się łapać za głowę i szarpać włosy, trzeba wołać o pomstę do nieba, w jakim kraju  - bezwolnym i skopanym dzisiaj żyjemy. Trzeba zadać sobie pytanie, kim jest Donald Tusk i czyje interesy od lat reprezentuje, czyje interesy realizuje w Polsce cała ta chmara jego pomocników i jakich ma mocodawców. Bo sami z siebie tak Polski nie pogrążyli w upokorzeniu. Sami nie wymyślili Smoleńska. Czymś niepojętym jest – i o taki właśnie rodzaj refleksji mi chodzi – że my, po trzech latach od tej zbrodni - a była to zbrodnia tak czy inaczej  - że my,  z rosyjskiej łaski, będziemy badać teraz,  kto korzystał z telefonu Śp. Prezydenta RP po jego śmierci.

Ani ten telefon nie powinien być w rękach Rosjan, ani  samo śledztwo nie powinno być jedynie przez nich prowadzone.  Żadna rzecz naszej głowy państwa, naszych dowódców czy oficerów,  nie powinna pozostać na terenie wrogiej nam od stuleci Rosji, carskiej czy sowieckiej, wszystko jedno. Jak to jest możliwe, że wrogi nam przywódca państwa, jakim jest Putin, dyktuje Polsce, co i jak mamy robić w sprawie naszej największej tragedii narodowej po II wojnie światowej? Powtarzam wiec pytanie: Co robią w tej sprawie nasze nowe elity z tygodników, co robi w tej sprawie Polska, co w ogóle my robimy tu pomiędzy Odrą i Bugiem? Na razie, po blisko ćwierćwieczu bytowania w tej III RP, jedynie egzystujemy, jak kury na fermie, a może jeszcze i gorzej. Bo tuczy się tylko wybranych, posłusznych i głupkowatych, cwanych i cynicznych, bezideowych, inni mogą zdychać z głodu. A my, jak zwykle, kisimy się i naparzamy we własnym sosie. Trwa właśnie szał Gowina, bo się wstrzymał od głosu. No i co z tego? Co to zmienia, skoro nie mamy już nic do powiedzenia ani u siebie, we własnym kraju, ani w Europie.