sobota, 6 kwietnia 2013

Odkręcanie Polski

Kurz po wirtualnej rurze jamałce drugiej szybko nie opadnie. Ale co nas obchodzi jakaś ruska rura,  skoro sam rząd Trzeciej Najjaśniejszej w ogóle takimi duperelami się nie zajmuje. Chcą sobie Rosjanie położyć jakieś rury u nas, to niech kładą, byleby nie na nowiuteńkim asfalcie któregoś z odcinków autostradowych i nie przez boisko, nie przez boisko premiera! W końcu mamy czarno na białym, że rząd Donalda Tuska to jest jedna wielka gała. Gdyby to było porozumienie Europolgola, a nie Europolgazu, to premier już rok temu wiedziałby o takim memorandum. Smutny jest w tym wszystkim ogólny, wręcz antypolski amok. Amok, którego ofiarami padły także tak zwane główne media. Gdybać nie lubię, ale tylko pomyślcie przez chwilę, jak zareagowałaby Monika Olejnik, albo taki śpiący z reguły na wizji Andrzej Morozowski, gdyby premier Kaczyński wykazał się niewiedzą na temat podpisania memorandum. Może wyjaśnić, co to był za dokument? To podpisanie protokołu zgodności co do zamiaru realizacji jakiegoś biznesu, przedsięwzięcia. W tym przypadku ten biznes ten to dwa i pół miliarda dolarów, oraz dalekosiężne skutki polityczne. No i wyobraźmy sobie przed kamerami bezradnego Kaczyńskiego, który mówi, że on nic nie wie. Rozjechaliby chłopcy z teamu Sobieniowski Show? Nie. To byłaby teksańska masakra piłą mechaniczną.

Słynny polski Kim Dzong Tusk, czyli red. Jacek Pałasiński („Europa myśli Tuskiem” – swoją drogą są efekty tego myślenia na Cyprze) zażądałby zapewne, by takiego oszołoma jak Kaczor po prostu wywieźć z kraju. Utworzono by gorącą linię na Zachodzie w znany nam od dawna sposób: dzwoni się do „naszych” w zachodnich dziennikach i mówi: -Ale dym, ale dym, ale dym! A potem publikuje się serię komentarzy typu: „Kompromitacja polskiego nacjonalisty Kaczyńskiego: nic nie widział o rurze!” Tymczasem, mija drugi dzień totalnej kompromitacji rządu, a tak zwane media są „lajtowe”. Podszczypują Tuska, delikatnie, tak, żeby co najwyżej wydał z siebie takie małe „ała” i to poza wizją. Takie zachowanie – nawet rządowych na co dzień mediów jest przejawem antypolskości. To nie jest zarzut emocjonalny, tylko racjonalny. Gdyby cokolwiek podobnego zdarzyło się we Francji lub w Niemczech, nie zostałby kamień na kamieniu. Dziennikarze w ciągu kilku godzin zmiażdżyliby cały rząd. Jeśli utrata kontroli nad bezpieczeństwem energetycznym państwa i brak podstawowej wiedzy o najważniejszym od lat kontrakcie energetycznym, to za mało do teksańskiej masakry, to co Donald Tusk ma zrobić, żeby Morozowski  w końcu ożył choć na chwilę na wizji i przestał być zombie?  Dodam, dla ścisłości, że ta ostatnia uwaga  ma charakter czysto merytoryczny. Brak zdecydowanej reakcji mediów, a także zbyt łagodny, moim zdaniem, ton krytyki Prawa i Sprawiedliwości dowodzi, że tej ekipie udało się już stępić nam, nasz narodowy instynkt samozachowawczy.


Prezydent Hollande nie wie, że coś u nich położą na francuskiej ziemi i jeszcze będą kopać w niej. Ktoś rozumie proste konsekwencje takiego faktu? Przestaje być prezydentem. Jest jeszcze obrzydliwa sprawa filmu ZDF „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym Armia Krajowa to nie armia, tylko jakieś leśne bandy pomagające nazistom w prześladowaniu Żydów. Sikorski skrobnie coś w tej sprawie na 160 znaków, czy nie? Premier się wypowie, zanim odfrunie do ciepłych krajów? TVN 24 nagłośni hańbiące kłamstwo szwabskich „dokumentalistów”? To jest nie do pomyślenia, ale oni wchodzą już w klimaty lat trzydziestych. Niemcy są okrutnie pokrzywdzeni przez los, bo weszli sobie spokojnie do Polski, nikomu nie chcieli zrobić krzywdy, ale wyszły z lasu polskie bandy z AK i im powiedziały, że może by tak razem pomordować. To przerysowanie, ale poczekajcie na tego typu literaturę zza Odrą, gdzie biedny Hans stanie się w Polsce antysemitą, a na wielkich forach zacznie się oficjalnie mówić o  powrocie do granic z 1937 roku. Nie w takiej prymitywnej formie, jak robili to Hupka i Czaja. Zresztą, dlaczego mieliby się jakoś specjalnie czaić? Ruska rura przetarła już szlak w Polsce, by robić tu to, co się chce i kiedy chce.  

piątek, 5 kwietnia 2013

Rosjanie atakują



Kiedy minister Rostowski był zszokowany chorymi planami OFE, nie wierzyłem w ten jego szok, bo jak można uwierzyć, że ABW nie nadzoruje instytucji gospodarczych obracających setkami miliardów złotych i nie informuje o takich chorych planach szefa resortu finansów, albo wprost premiera. Po tym, jak EuRoPol GAZ i Gazprom podpisali memorandum na budowę Jamału II, a Donald Tusk wyraził tym faktem co najmniej zdziwienie i zaskoczenie, można zachodzić w głowę, czy to jakiś kolejny teatr, czy też po  prostu Tusk nic nie wiedział, co oznacza, że zawiodły służby państwa i to na całej linii, bo spółki mogą sobie podpisywać memorandum, ale info o tym fakcie powinno leżeć od trzech dni na biurku premiera. Albo nie zawiodły, tylko mu z jakichś powodów nie powiedziały. Waga tego memorandum nie przesądza oczywiście o budowie przecinki o wielkiej nazwie Jamał II, ale na Ukrainie ta wiadomość na pewno wzbudziła niepokój. Gdyby ów Jamał II powstał i połączył Rosję z Węgrami i Słowacją, to żadne ukraińskie groźby pod adresem Rosji nie miałyby już sensu. I strategicznie oraz politycznie o to zapewne chodzi Rosji,  by upokorzyć Ukrainę, zyskać wizerunkowo w Polsce, a przy okazji strasznie namieszać. No bo przecież okazało się, że takich spraw (strategicznych) nikt nie konsultuje ani z Tuskiem, ani z Sikorskim („a gdie prijatiel” Ławrow?), jakichś ministrów skarbu to już pomijam, bo Budzanowski tłumaczy się zabawnie, że to Gazprom dokonał nadinterpretacji.

No i co z tego? Ale wszyscy o tej nadinterpretacji mówią. Wszystko to stało się na kilka dni przed III Rocznicą Katastrofy Smoleńskiej. Przypadek? Oczywiście, tu są same przypadki. Rosjanie dodatkowo ośmieszyli cały polski rząd, pośrednio więc, także Unię Europejską. Pokazali Europie, a także mniejszym sąsiadom Polski, że ten lider, ta wyspa zielona, to sobie może co najwyżej produkować śrubki dla Niemców, a nie tworzyć jakąkolwiek politykę w środku Europy. Ale przecież do tych wszystkich politycznych bałwanów znowu nic nie dotrze. - Ptak ci narobił na głowę! – mówi jeden do drugiego. – A to nic, wiesz? Teraz tak się nosi w Warszawie- odpowiada bałwan. No więc od dziś mogą się już tak nosić na pewno, bo nawet nie mają wyjścia. To znaczy wyjście jest: dymisja. Ale czyja? Chyba tylko Budzanowskiego, prawda? Rosja pokazała całej Europie, gdzieś w cieniu groźby wielkiej wojny dwóch Korei, że nad Wisła to oni mogą sobie pociągnąć co chcą. Linie wzdłuż, wszerz i  w poprzek, nawet przez Aleję Przyjaciół,  jak im się zachce. Warto dodać, że cała ta zadyma w środku zimowej wiosny jest tez dowodem na to, że poszedł sygnał o znudzeniu Tuskiem, nie tylko w naszych służbach, ale także tych ważniejszych. Iluzoryczny już - i to na całej linii – jest sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Oni już tam kontrolują tylko chyba swój osobowy stan posiadania w Polsce, bo nigdy nic nie wiadomo. Według mnie to memorandum to jedna z lepszych rosyjskich rozgrywek w Polsce. I wszyscy politycy ze  świecznika tłumaczą ludowi, że spokojnie, że to może być korzystne. A po co nam jeszcze jedna rura. Na innym portalu napisałem wczesnym rankiem trochę prześmiewczy tekst „Rura dla Tuska”. No i wykrakałem.    
             

  

Dno słoika to dla PO za mało


Rośnie nowa Monika Olejnik w paśmie porannym, czyli Jarosław Kuźniar. Prowadzący „Wstajesz i wiesz” dorzuca jednak, w porównaniu ze starszą koleżanką z „Kropki”, czyste chamstwo i totalne nieuctwo. To tylko potwierdza przypuszczenie, ze w stacji Waltera już nikt nie panuje nad kadrami. Człowiek z małym Dreamalinerem (słynna pozycja siedząca Jasia z zabawką) zaprosił do studia posła Patryka Jakiego z Solidarnej Polski, by się na nim po prostu wyżyć za Nowaka* (tu tylko krótki fragment). Rzecz była, a jakże, o polskiej kolei. Kuźniar obrażał jak mógł młodego posła Solidarnej Polski, jeszcze przed wywiadem wytknął mu wiek (28l.), w ogóle stwierdził, że poseł sobie cuduje w Sejmie, bo śmiał przynieść w słoiku robaka. Sprawa tej skandalicznej porannej rozmowy nie jest błaha i Panem Kuźniarem powinna zająć się Rada Etyki Mediów. Doprawdy, Sławomir Nowak lepiej by się nie bronił, niż bronił go redaktor z telewizji. Złamał wszystkie  możliwe  standardy dziennikarskie, ale jak już napisałem gdzie indziej, standardy w TVN 24 są jak wycieraczka przed wejściem do gmachu telewizji. Mógłbym zdanie po zdaniu obnażyć nędzę Pana Kuźniara, ale szkoda na to czasu. Patryk Jaki był cały czas niezwykle uprzejmy wobec napastliwego propagandysty Platformy Obywatelskiej. To, naprawdę warte jest rozważenia, by opozycja przestała w końcu chodzić na Wiertniczą. Teraz, a nie na przykład po otwarciu TV Republika. To jest już sowieckie dziennikarstwo w najgorszym stylu i boksowanie się na wizji z Olejnik czy Kuźniarem nie mam najmniejszego sensu. Tym bardziej, że tak zwane media przystąpiły do szturmu. W imię  czego? W imię obrony władzy PO, której są częścią, niemal zbrojnym ramieniem. Trudno bez emocji pisać o tak żenującej osobie jak Kuźniar, który zaprzecza swoim zachowaniem na wizji definicji dziennikarza. Do tego wszystkiego zajął się tematem, o którym nie ma bladego pojęcia, w przeciwieństwie do Jakiego, który zajmuje się transportem, i w przeciwieństwie do Nowaka, który jest politologiem, nawet nie menedżerem, i który rozłożył polską kolej do końca.
Symboliczny karaluch z pociągu to nie jest wcale śmieszne. Chciałbym widzieć minę Kuźniara lub Nowaka po tym, jak zaatakowałyby  ich karaluchy albo pluskwy, a takie przypadki miały już miejsce w Polsce. Jak wielki  musi debilizm Platformy Obywatelskiej, skoro ludzie z jej nadania zarządzają w pociągach Inter City uprzejmość konduktorów. Jak wielki musi być tupet Nowaka, skoro na słoik z robakiem reaguje ironicznym uśmieszkiem, a powinien ze wstydu zapaść się pod ziemię?  Jak wielki jest ogólny szwindel i bajzel na PKP, skoro na wielu trasach przedłużono czas przejazdu o 10-20%, tylko po to, by się nie spóźniały? Dwa lata temu pociąg lokalny Inter Regio pokonywał odcinek Szczecin – Poznań (2,33) w tym samym czasie, co dziś ekspres. Ale bilet na ekspres kosztuje trzy razy więcej. Do tego szyby niemyte od lat, do tego składy sprzed „stu” lat.   Prędkość, z jaką porusza się większość składów po Polsce, jest mniejsza niż przed wojną, więcej, niż w XIX wieku, gdy powstawały pierwsze linie kolejowe. Sama kolej nie jest tu za wszystko odpowiedzialna. Od siedmiu lat koleją  rządzi Platforma Obywatelska. Można odnieść wrażenie, że komuś bardzo zależy na całkowitym rozłożeniu kolei. Kilkanaście składów toczących się z prędkością średnią bliska 100 km/h to ułamek połączeń kolejowych w Polsce, co warto pamiętać, drugiej po Niemczech największej sieci kolejowej w Europie. Ta sieć przed wojną funkcjonowała bez zarzutu, w młodym rozdartym wcześniej rozbiorami państwie. Teraz trwa rozbiór kolei i robi to w świetle jupiterów minister Nowak. Fakt, że ktoś tak nieudolny i niekompetentny zostaje ministrem już jest skandalem. Zresztą rządy na kolei rozpoczął od remontu swojego gabinetu. Wiadomo, że Nowak jest nie do ruszenia, że to pupilek Tuska, że wniosek SP był próbą wywołania debaty o PKP. Ale kogo obchodzi w PO PKP? Nikogo! Konfitury w zarządach zostały dawno podzielone i niech chłopaki sobie rządzą. Nowak jest nie do ruszenia. To jest miara polskiej polityki.. Choćby nie wiem co, Tusk nie pozwoli go ruszyć. To są standardy PO.  Kuźniar też jest nie do ruszenia. Na pewno. Bo on jest jak Nowak, tylko, że pracuje w telewizji.  
 P.S. Sławomir Nowak pozostał na swoim stanowisku

czwartek, 4 kwietnia 2013

Defensywa smoleńska

Czas zapomnieć o Smoleńsku, to był zwykły wypadek – to aktualna filozofia panująca w obozie władzy i w tak zwanych mediach. Piszmy w końcu  tak zwanych, bo patrząc na ten problem naukowo  – to nie są żadne media. To jest raczej taki nowoczesny radiowęzeł III RP. Taka stacja, jak TVN 24, nie pełni nawet tej roli w rozumieniu mediów komercyjnych, które z reguły przyjmują przecież jakąś opcję ideową, jak CNN czy FOX News.  TVN 24 to typowy ośrodek propagandy rządowej, coś na kształt współczesnego biuletynu KC PZPR. Biuletyn ten w ostatnich dniach i godzinach przygotowuje swój elektorat do obchodów naszej III Rocznicy Katastrofy Smoleńskiej. Niestety, przed tą trzecią rocznicą daliśmy się już urobić. Trwa jakaś próżna dyskusja o tym, że premier Donald Tusk leci 10 kwietnia do Nigerii. A dokąd miałby lecieć? Co on biedny miałby w tym dniu robić w Polsce, poza symboliczną wizytą na Powązkach? A co nowego dziś wiemy na temat ustnych ustaleń Tusk – Putin, krótko po Katastrofie? A gdzie jest dziś Pan Arabski?

Pan Arabski, który już wcześniej odważył się zabrać samolot głowie państwa, poleciał sobie na lukratywną placówkę dyplomatyczną. Gdyby tak ktoś prezydentowi USA albo Francji, odmówił dostarczenia samolotu, gdzie by poleciał? Dokąd? Gdzie byłby taki urzędnik państwowy? A gdyby jeszcze toczył bardzo niejasne rozmowy w Rosji przed wielce prawdopodobnym zamachem na terenie tego państwa, to gdzie by leciał, poza możliwością polecenia na pysk w więzieniu? Po trzech latach, niezależnie od tego, co stało się 10 kwietnia w Smoleńsku, Pan Tomasz Arabski powinien, jeśli nie więzieniu siedzieć, to w domu, na politycznej emeryturze. Ale po 10 kwietnia, osoby, które z urzędu powinny zniknąć ze służby lub z polityki, dostawały przecież ordery i awanse, tak jak generał Janicki. Po trzech latach, polityk, który znał już przyczynę katastrofy po kilku minutach  jest ministrem spraw zagranicznych i śmieje się od ucha do ucha z bzdur smoleńskich. Przy okazji ośmiesza się, nawet przed swoimi zachodnimi sojusznikami, próbując wcielić się w skórę Becka. Panie Ministrze! Nie ta Polska, nie te Niemcy, a Pana może oszczędźmy……

Polityk pospiesznie przejmujący władzę, kiedy nawet nie było jeszcze sekcji zwłok ś. p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, kiedy nawet nie stwierdzono oficjalnie jego zgonu(!), potem podśmiewający się nie wiadomo z czego, gdy lądował samolot z trumnami ofiar smoleńskich jest urzędującym prezydentem państwa. To nie jest Azja, w tym najgorszym, rozumieniu historycznym? To nie jest „sowiecja” w najlepszym wydaniu? Do tego, po polskim Sejmie snują się jacyś politycy - karaluchy, którzy powinni mieć przynajmniej obite torebkami mordy przez wdowy smoleńskie. To są typowo sowieckie łby kręcące nadal swoje polityczne interesy w moim kraju. I wreszcie mamy premiera, który w sprawie Smoleńska oddał Rosjanom wszystko, co można było oddać. A przecież 10 kwietnia prezydent Miedwiediew proponował nam inne, bardziej korzystne dla nas rozwiązania. Co stało na przeszkodzie, by je przyjąć? Nagrodzono najwierniejszych kłamców, takich jak Ewa Kopacz. Kto nagrodził? Premier z Nigerii. Słuszne jest więc pytanie, skąd pochodzi ta władza? Co to jest za dziwna elita, która odbiera samolot głowie państwa? Może jakiś list Tuska do Obamy? Na pewno odpowie mu, co by się stało w Waszyngtonie, gdyby waszyngtoński Arabski nie dał mu samolotu. Zauważcie, że oni wszyscy są na szczytach władzy. Wszyscy ci, którzy są w taki czy inny sposób odpowiedzialni za to, że lot TU -154 M do Smoleńska miał rangę lotu niemal wycieczkowego. Bo przecież mówiono po 10 kwietnia 2010 roku, że Prezydent urządził sobie wycieczkę do Katynia. Tak w ogóle mówią Polacy? Zasadne jest pytanie, skąd pochodzą.          
        

wtorek, 2 kwietnia 2013

Kongres Kobiet, kraj kobiet

Kongres Kobiet jest jakąś tam organizacją kobiecą działającą na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. To jest pewne, co więcej to jest prawda. Kongres Kobiet formalnie istnieje. Ale tylko formalnie. W skład tegoż Kongresu wchodzą jedynie kobiety. Są to kobiety, które planują obalić rząd Donalda Tuska lub jakikolwiek inny rząd, ale innego nie ma na razie, więc na pewno rząd Tuska. Planują obalić, ponieważ Panie powołały coś, co w każdym polityku, premierze, ministrze budzić musi grozę, powołały bowiem Gabinet Cieni. Komentatorzy sceny politycznej w Polsce z uwagą śledzą działania i ruchy Kongresu Kobiet. Są to głównie ruchu od butiku do butiku lub od spa do spa. Ruchy te powodują, że kobiety z kongresu są coraz piękniejsze, piękniejsze nawet od ministra Nowaka, co już kompletnie dobija Donalda Tuska, który do butiku nie chodzi, bo fajne ciuchy dostaje od Mira. Skoro są coraz piękniejsze, to są coraz groźniejsze. Chyba nikt w to nie wątpi, kto oglądał choćby filmy z Bondem. Krótko mówiąc, Kongres Kobiet po całym roku pobytu w SPA, jest już bliski przejęcia władzy w Polsce. Kongres wsparła nawet Pierwsza Dama, co od razu zostało odebrane, jako ruch Kongresu w kierunku Pałacu. Tworzy się groźna dla Premiera Tuska koalicja. Podobno Gabinet Cieni spotyka się co miesiąc na tajemniczym wzgórzu w Krynicy w luksusowym SPA. Henryka Krzywonos dojeżdża tam pociągiem aż z Trójmiasta, podobno ma objąć resort kultury. Dziennikarze próbują się dowiedzieć w warszawskich butikach i u najlepszych stołecznych fryzjerów,  czego dotyczą rozmowy Henryki Bochniarz (premier, premierzyca?) z Jolantą Kwaśniewską (minister albo ministra spraw zagranicznych)

2 kwietnia 2013 roku do opinii publicznej docierają dramatyczne informacje o odejściu z Kongresu Kobiet Jolanty Kwaśniewskiej i słynnej tramwajarki Henryki Krzywonos. Odchodzą w momencie, gdy planowano jeszcze jeden wyjazd do SPA nad morze, a potem, już wprost znad morza, przyjazd do Warszawy i od razu obalenie rządu Tuska, czyli coś na kształt zamachu majowego. Tymczasem, dramatyczne dla wszystkich Polaków wiadomości z 2 kwietnia rozwiały nadzieje na wielką zmianę w III RP. Nastroje próbowała studzić Danuta Waniek, ale Henryka Krzywonos powiedziała, że Waniek opowiada pierdoły. Dziennikarze uważają, że Panie pokłóciły się po prostu o resorty siłowe. I dlatego Krzywonos poszła do kultury, tak jak Zdrojewski. Henryka Bochniarz, przebywająca na wsi, niczym z Sulejówka zakomunikowała, że jest zdziwiona tą zadymą. Niemal zgodnie sądzi się, że za odejściem liderek Kongresu Kobiet stoją mężczyźni. To budzi już całkowitą grozę Magdaleny Środy i Kazimiery Szczuki. Budzi tez grozę polityków, którzy cały wieczór w gorących studiach i w gorących nastrojach dyskutują o tych odejściach. Środa oświadczyła, że jeśli odejdzie z Kongresu, to dlatego, że jest kobietą. Poparła ją Kazimiera Szczuka. W warszawskich butikach panuje ogóle przygnębienie. Właściciele zastanawiają się, na ile ten wstrząs odbije się na zakupach Pań z Kongresu Kobiet. Na szczęście, prosto ze wsi, Henryka Bochniarz, wydała uspokajające oświadczenie, że poziom zakupów nie powinien ulec zasadniczej zmianie. W tej sytuacji Donald Tusk odetchnął z ulgą, razem z ministrem Nowakiem. Żyjemy w kraju absurdu i na razie nic się nie zmieni. Chyba, że z Kongresu Kobiet odejdzie Anna Grodzka.              

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Nowa Polska nie przyjdzie sama


Dawno temu, gdy pracowałem w mediach, niektórzy dziennikarze z centrali uchodzili za świetnie poinformowanych. Gdy spotykaliśmy się, a był to przełom wieku XX i XXI, sprzedawali nam te swoje tajemnice polityki, a w ich oczach było widać błysk i poczucie mocy, czuli się boscy. My wiemy, a wy nie. Może dziś już tak nie jest, ale spotykam się z tymi i owymi, i ten błysk nadal dostrzegam. Piszę o tym, ponieważ to, co świat mediów uznaje za wiedzę wręcz tajemną o układach politycznych w Polsce, o tym, kto pociąga za sznurki i dlaczego, to jest  zaledwie rąbek tego, co knują na górze ludzie polityki. Zresztą, czy warto jeszcze dziś analizować na przykład to, że Miller i Kwaśniewski razem gdzieś wyszli albo siedli? Nic z tego dla nas nie wynika. I co? I za moment były prezydent był już za miedzą. A dobrze poinformowane media pisały i mówiły, że jednak się dogadują. Śmiem twierdzić, że ani my, zwykli zjadacze chleba, ani nawet najlepiej poinformowani dziennikarze, nie wiedzą zbyt wiele o tym, co szykują nam politycy. Poza tym, to ciągłe dociekanie, a co to będzie dalej, a może jakaś nowa partia, jest szkodliwe dla nas, dla Polski, dla jej przyszłości. Układ polityczny III RP jest zużyty do cna, co doskonale przecież widać. Tak, jak cała ta budowla zrodzona w Magdalence. Jeśli Jarosław Kaczyński (mniej sam PiS) nie postara się przestawić zwrotnicy historii, radykalnie, obalając ten skorumpowany i grający tylko dla siebie układ polityczny, to jego i jego formację też historia zmiecie. Oczywiście punktem wyjścia do tego jest stworzenie szerszego obozu politycznego, zainteresowanego radykalna zmianą. Pytanie brzmi: a kto jest tym zainteresowany? Uczciwi ludzie, którzy w III RP  odbijają się od ściany układów.

Tymczasem trwają te wszystkie gierki i nowe rozdania, których znaczenie dla Polski jest takie, jak  ruchy stada żubrów w Białowieży dla ruchu słoni w Indiach, chyba że uznamy działanie efektu motyla. Powiedzmy sobie nawet, tak dla przykładu, że ugrupowanie Europa Plus obejmie w Polsce władzę za dwa lata. Samodzielnie to raczej nie, ale jak media poprą i napiszą „Kwaśniewski dasz radę”, to kto wie. Dla mediów znowu szał. Z kim utworzą koalicję, a co zrobi PiS, i w ten sposób dojedziemy z III RP do roku 2020. Ze względu na to, że państwo to wykształciło - w sposób niespotykany chyba nigdzie indziej w Europie  -zawieranie wszelkiego rodzaju transakcji poprzez znajomości, to nawet jak III RP przekształci się w jakiś nowy byt, pozostanie przecież armia ludzi tego układu,  przyjdą ich dzieci i będziemy w takiej chorej Polsce dalej żyć, Dziennikarze nie muszą wszystkiego wiedzieć i nie wiedzą, ale mogą w imieniu społeczeństwa wielu rzeczy się domagać. Niestety media III RP stały ekspozyturą władzy rządzącej dziś Polską i nie robią nic dla dokonania zmiany. Zobaczymy jaki wpływ na opinię publiczną będzie miała TV Republika. Może być jednak za późno. Tak długo, jak w Europie trwają polityczne ruchy tektoniczne, tak długo możemy zbudować nową, bardziej uczciwą Polskę, która nie wykluczy przecież wszystkich ludzi układu III RP z pracy czy służby cywilnej, bądź politycznej w nowej Polsce. Jarosław Kaczyński jest tu kluczową postacią do przeprowadzenia takiej zasadniczej zmiany. Przynajmniej na razie. Ale musi sięgnąć po ludzi stojących z boku, nie będących w PiS, ale ewidentnie uważających i widzących na co dzień, jak skorumpowane i nieuczciwe jest to państwo. Kaczyński wyczekuje, ale może się nie doczekać. Inni nie próżnują, o czym świadczy choćby inicjatywa  Europa Plus. Nowa Polska sama nie przyjdzie, trzeba po nią sięgnąć odwołując się do narodu, do tych jego warstw, które swoje życie prywatne i zawodowe opierają na uczciwości, na prawdzie.

niedziela, 31 marca 2013

O lewakach i obmywaniu stóp

Mam dziś złe wieści dla lewaków, bo chyba nie dla całej lewicy (?): katolicy (katole) mają się dobrze, świętują godnie Zmartwychwstanie Chrystusa, są odświętnie ubrani, uśmiechnięci i mimo prób zamykania im ust na różne sposoby w ważnych dla państwa sprawach, mówią to co chcą. Tłumy w kościołach, więc nie jest tak źle, no i nowy Papież Franciszek dodaje nam dużo otuchy tym, co mówi. Lewacy mają jednak sporo sukcesów w zachodniej Europie, choćby pozamykane kościoły, ale u nas jeszcze nie. No i to jest problem. Polska to taka wyspa przeklęta dla lewaków. Stąd tyle ich działań.. Ostatnio powrócił temat gejów. Otóż z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że lewaków w ogóle, albo średnio, nie obchodzą problemy gejów, lesbijek i przecież ważny temat dla całej Polski i Europy związków homoseksualnych wśród kotów. Oni są tylko narzędziem do usunięcia katolików. Może nie fizycznie, no bo jak, nie ma odpowiedniej atmosfery do tego, ale oni marzą o tym, żeby na świecie w ogóle nie było katolików. Geje pełnią tu rolę amfibii skierowanej przeciwko katolom, jak o nas mówią. Marny ze mnie katolik, ale chcę przestrzec przed tym, o czym lewacy marzą: nowy, piękny świat, ze skundlonymi katolikami, nowymi prawami i lewackimi mędrcami, którzy w jedynie słuszny sposób kierują sprawami świata i ludzi.

To są ich prawdziwe cele. Oczywiście w tym nowym świecie, różne mniejszości mają te swoje prawa, o które walczyły, jakieś tam nie wiem, na przykład prawo gejów do becikowego dla swoich pociech z Banku Gejostwa Krajowego, a dla par lesbijskich bezpłatne wyprawki, o ile jedna z lesbijek była jeszcze w stanie urodzić dziecko. Swoją drogą wyobraźmy sobie nowy lewacki świat (brrrrrrr), w którym rządzą.. Skąd homoseksualiści wezmą sobie dzieci? No skąd, pytam się, bo to na razie jest niewykonalne. A gdyby nawet było wykonalne, jakie byłaby płeć tych biednych dzieciątek? Lesbijkom będą się rodziły tylko dziewczynki, a gejom chłopcy? No i co dalej? W końcu przecież taki duży już chłopak spotkałby się z taką dziewczynką w tajemnicy i powiedział jej: zróbmy to tak jak robią to ci katole, mówił mi taki jeden, jak byłem w strefie zakazanej. I jest afera! I to jaka! Gazeta Wyborcza podnosi krzyk, że doszło do płodności w państwie, a przecież dzieci mają pochodzić tylko i wyłącznie z Banku, a do tam trafiają z kolei ze strefy zakazanej od katolików, którzy muszą je oddawać. Celem lewaków, tym najważniejszym, jest wykluczenie katolików, z życia społecznego i politycznego, uznanie ich za szkodliwą sektę, która w „normalnym” lewackim państwie nie ma prawa głosu, ma słuchać lewackiego areopagu. Tak się to czy, nie inaczej. A co do gejów. Ci zwykli, jeśli można tak ich nazwać, w ogóle nie mieszają się w obecne spory. Ma kolegę profesora, który jest gejem, i on mi mówi, że jedyne co go interesuje z tej debaty to prawo do dziedziczenia, a cała reszta to hucpa takich kreatur jak Palikot i spółka.

Papież Franciszek wzywał w Wielki Czwartek, abyśmy sobie nawzajem obmywali stopy wodą, tak jak zrobił  to Chrystus. Papież mówił to oczywiście w wymiarze symbolicznym. Zgadzam się. Mogę "obmyć wodą stopy" mojemu przeciwnikowi, który mnie skrzywdził, mogę to uczynić wobec przestępcy odbywającego karę więzienia, ale nie widzę najmniejszego powodu, by czynić to wobec lewaków, których celem jest likwidacja chrześcijaństwa. Niech oni już się tam sami we własnym gronie "obmywają" według swoich praw. My idziemy ponad dwa tysiące lat razem, cała Europa została zbudowana na sile chrześcijaństwa, cała jej potęga, choć były przecież i błędy. My miłujemy życie, ale wiemy, że nie tu jest jego koniec. Ruch lewacki to ruch zbudowany na śmierci Boga, co oznacza, że dla nich, tu na ziemi, trzeba to nasze życie maksymalizować do granic absurdu, bo przecież dalej nic nie ma. To filozofia śmierci. I dlatego jest tak groźna, gdyż uznaje, że wszystko można, nic nas nie ogranicza., trzeba korzystać z życia, ile się tylko da. Dla katolików, dla chrześcijan, mamy przyszłość także tam, kiedy przejdziemy na drugą stronę. Chrystus przeszedł tam na krótko, a dziś do nas powrócił. Alleluja!