niedziela, 3 marca 2013

Wałęsowe ostatki


Lech Wałęsa upadł już dawno, jego upadek był całkowity w momencie, gdy do UOP – u nie wróciły kartki wydarte z jego teczki. Co tu w zasadzie więcej mówić o pokojowym nobliście, który został obdarowany tym tytułem jako przedstawiciel całej „Solidarności”? Oczywiście, gdzieś tam na lewackich albo durnych uczelniach słuchają jego tyrad o naprawie świata, zapraszają i płacą, wciągają nawet do loży mędrców Europy. Ale Europa powoli zdycha, nafaszerowana socjalizmem i państwem włażącym nawet do Twojej wiary. Jeśliś gorący katolik, albo zwolennik partii narodowej, to uważaj, bo odbiorą ci dziecko. To nie Philip K. Dick i Orwell, tylko współczesna Wielka Brytania. Przed lewacką zarazą nie obronił się praktycznie żaden kraj w Europie. Węgry, które wyszyły z rządów skorumpowanej lewicy, są tu chlubnym wyjątkiem. I w tym pięknym czerwonym, europejskim sosie, w tej polityczno –poprawnej zawiesinie żyje sobie i od czasu do czasu trzaśnie jakąś głupotę Lech Wałęsa. Wolno mu, niech mówi jak najwięcej. Niech zgani za coś Owsiaka, albo opluje Tuska. Że się strasznie nim zawiódł. Bo przecież jasne jest, że jak Tusk wyskoczy z fotela, to co powie Lech? Lech powie, że dawno to przewidział, że ostrzegał, że on go tylko traktował jako mniejsze zło. Będzie tak gadał do samej śmierci i oby żył jak najdłużej, przecież tego tylko można mu życzyć, bo resztę ma. Można się jedynie obśmiać tym, co mówi o gejach, bo nawet „straszni” narodowcy nie żądali sadzania posła Biedronia na zydlu w ostatnim rzędzie sejmowych ławek. Czy to jest nasze zmartwienie? Czy Lech Wałęsa jest w ogóle naszym zmartwieniem, czy może zmartwieniem lewaków.

Wypiął się na „Solidarność”, wypiął się na swoich dawnych kolegów i przyjaciół (niewybaczalne), opluł i opluwa żyjących, ale i nieżyjących ludzi Sierpnia 80`, głowę państwa, pałuje w myślach tych, którzy go wynieśli na szczyty władzy, w sumie to Lechu robi co chce i mówi co chce, tylko jakie to ma znaczenie dla nas? Żadne. Lech Wałęsa jest już tylko przeszłością, swoją własną przeszłością, do tego zdegradowaną do żałosnego poziomu. Jest kimś, kto zapisał w swoim życiu kilka dobrych chwil w odpowiednim momencie, ale nie wiemy nawet, czy je zapisywał z własnej woli, czy też z cudzej. Zabawne wręcz jest oburzenie tych czcicieli własnej prawdy z TVN –u czy z Czerskiej. Hej, hej, koleżanki i koledzy, to Wasz Człowiek, nie nasz. To Wasza krew, to Wy wsadziliście Go na cokół, bo taki był w sam raz, idealnie skrojony. Żeby za dużo nie rozumiał z tego, co się wokół dzieje i co jest naprawdę grane. Ale jeszcze nie wszystko stracone, jeśli chodzi o przywódcę robotniczych przywódców na całym świecie. Gaśnie w Europie socjalizm, rządy będą upadały jeden po drugim. Wałęsa mógłby jeździć po całym kontynencie i zapędzać hołotę do roboty, tak jak robi to w Polsce. Angela Merkel się nawet ucieszy.To byłby dopiero cyrk i chichot historii. Ale żarty na bok, bo uwierzy w swoją moc i naprawdę pojedzie, i narobi (nam) wstydu. Bo tak poza tym, Lech Wałęsa to nie jest już nasz problem. Dajmy sobie z Nim spokój.




piątek, 1 marca 2013

Wyklęci Powstaną


Jedna trzecia Polaków uważa, że 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku doszło do zamachu – tyle mówi nam najnowszy sondaż CBOS, przeprowadzony na przełomie stycznia i lutego tego roku. W porównaniu z poprzednim liczba osób podających zamach, jako przyczynę katastrofy rządowego samolotu TU – 154, wzrosła aż o 7%, choć nic takiego istotnego się nie wydarzyło w ostatnich miesiącach. Nie było wielkiego przełomu w oficjalnym śledztwie, argumenty i dowody wskazujące na wybuch na pokładzie samolotu, przytaczane przez Zespół Parlamentarny kierowany przez posła Antoniego Macierewicza są znane od dawna. Doprawdy, trudno zrozumieć, na jaki cud liczy Tusk i Komorowski, sądząc, że tę Tragedię da się rozmyć, że ona zniknie nam z oczu gdzieś w tej smoleńskiej mgle. Trzeba też zrozumieć wszystkich tych, co tak rzygają Smoleńskiem. To najpodlejszy odłam naszego społeczeństwa i nie jest to tylko jeden osławiony już złodziej z fundacji. Najpodlejszy – tak trzeba pisać o ludziach rzygających niewyjaśnioną do dziś, w najmniejszym stopniu, katastrofą. To w pewnym sensie ludzie wykorzenieni z polskości. Nie chodzi tu o tych, którzy po prostu nie wierzą w zamach. Mają do tego prawo. Jest ich połowa. Chodzi o rzygających, bo to oni wprowadzili do naszego życia publicznego narrację smoleńską składającą się z „kaczki po smoleńsku” i oblewanych moczem zniczy. To jest „zbrojne” ramię III RP, ludzie w ogóle rzygający na Polskę, na jej historię, nie cierpiący rozmów o Żołnierzach Wyklętych, prawdziwych bohaterach, z których my jesteśmy dumni. Dla nich, dla tej zsowietyzowanej, wiernopoddańczej mentalności, to są nadal śmiertelni wrogowie, ponieważ ich śmierć to jest ciągle namacalny dowód na zbrodniczy charakter i genezę reżimu, który dziś wystroił się  w demokratyczne szaty, który ma też oczywiście swoich pożytecznych idiotów, wykonujących rozkazy. Już nie w podziemiach aresztów, w lasach, nad wykopanymi dołami, tylko zaciągniętych do manipulowania dzień w dzień ludzkimi umysłami.

Dziś rozkaz brzmi: zapędzić Polaków do roboty, skundlić ich, a wiernym dać jałmużnę, żeby  głosowali na system. Wyklęci jednak nadal żyją, ich ofiara jest bezcenna, przypomina nam, naszym dzieciom, że stalinowską Polskę budowano na zbrodni, na mordowaniu Polaków, na  torturach. To jest wizytówka polskiego komunizmu, to jest zło, które tak bardzo chcą wymazać redaktorzy z Czerskiej. I nie tylko stamtąd. Postkomuniści mieli historyczną szansę odkupienia swoich win po 1989 roku, ale poszli starym szlakiem bojowym. Zlikwidować IPN – to dziś przecież mówią. Zamknąć archiwa, zatrzeć ślady. Otóż, to się nigdy nie uda. Mogą umrzeć wszyscy stalinowscy zbrodniarze - tu, czy na emigracji - ale i tak zbrodnia pozostaje zbrodnią. Z dumą patrzę na zdjęcie Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław”* trzymającej w Warszawie wartę przy wystawie „Tropem Wilczym – Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. Niech więc boi się o swój los ta ekipa, bo Zbrodni Smoleńskiej też nie zatrze, co najwyżej udusi się swoimi wymiocinami. Niech nie liczą różne pętaki, że patriotyczny duch zginie w europejskiej próżnej zawiesinie. Nie dacie rady. Dwa dni spotkałem pod wielkim centrum handlowym młodzież rozdającą pięknie wydany folder historyczny o Żołnierzach Wyklętych. To jest naprawdę budujące. I polskie. Przeklęci będą ci, którzy chcą zabić prawdę o Smoleńsku, Wyklęci powstaną. Każdego 1 marca, będziemy się z nimi cieszyć nadchodzącą wiosną.        

* http://www.facebook.com/photo.php?fbid=134382410070544&set=a.130711207104331.26417.114226995419419&type=1&theater

czwartek, 28 lutego 2013

Platforma się lewicuje


Kolejny dzień politycznych spekulacji przynosi kolejne spekulacje. Jest to – niestety – część naszej, drętwej w sumie, zimowej rzeczywistości. Trwa przeciąganie liny i zastanawiam się jedynie, dlaczego także po prawej stronie budzi to niemałe przecież emocje. Czy Gowin wyjdzie, czy wyniosą Gowina? Czy wyjdzie sam czy nie sam? W jakiejś mierze nie jest to bez znaczenia, czy lider „konserwatystów” w PO zostanie, w jakiejś mierze Palikot uwiązany w zagrodzie Kwaśniewskiego, nie może szczekać sobie co chce, w jakiejś mierze ruchy na lewicy są objawem ogólnego pękania betonowego układu politycznego w Polsce, co oznacza również trudniejszy czas dla Prawa i Sprawiedliwości, a nie tylko dla obozu rządzącego lub dla partii ten obóz wspierających albo do niego aspirujących. Mało tego, są i tacy politycy w PiS, którzy z chęcią powitaliby ministra Gowina w partii Jarosława Kaczyńskiego. No i byłby jakiś zysk polityczny pewnie, gdyby za liderem „konserwatystów” poszło jeszcze kilku czy kilkunastu polityków PO. Tylko co to zmieni? Donald Tusk pozbędzie się balastu, bo i tak od dawna jego polityka nie mam nic wspólnego z wartościami konserwatywnymi. Platforma się lewicuje i ten proces widać wyraźnie od wielu miesięcy. Jakim sposobem PO ma zatrzymać młodych wykształconych z wielkich miast, skoro większość z nich ma wybitnie liberalne podejście do polityki i do życia. Poza doznaniem porannego samouwielbienia, świeżego dopływu gotówki i szczerej nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego, nic ciekawego tej grupy nie wyróżnia.

Jaki sens ma debatowanie nad tymi ruchami, oczekiwanie na jakiekolwiek zmiany, skoro szkielet III RP pozostanie nienaruszony. Wyjdzie Gowin, wejdzie Giertych, nie wyjdzie Gowin, to Giertych dołączy, a Michnik to wszystko klepnie, że jest postępowe. I jeszcze pojawia się za plecami Kwaśniewskiego Andrzej Olechowski. No brakuje jeszcze Wachowskiego i telewizyjnego wystąpienia Lecha Wałęsy w sprawach narodu. Będzie prawie komplet. Donald Tusk musi zrobić jakiś ruch, bo ludzie od badań elektoratu już od dawna mu donoszą, że Warszawie się to wszystko przestaje podobać, że Donald nie jest już cool. Następcy co prawda nie ma, elektorat PO został tak doskonale sformatowany, że wprowadzenie nowego formatu przez Aleksandra Kwaśniewskiego czy „Wyborczą”  jest niemożliwe. To nie jest konkurencja. Tym niemniej, oczekiwanie, że coś się w końcu zmieni, jest silne, więc coś się zmienia. Platforma Obywatelska skręca w lewo, bo nie ma innego wyjścia. Jeśli tego nie zrobi, jej młody i wykształcony elektorat odpłynie. Trudno powiedzieć dokąd, bo SLD nie ma nic do powiedzenia do młodych z wielkich miast, a „Trzej siedzący na krzesłach” zasługują jedynie na pamiątkowy portret o tytule jak wyżej. Nie ma dla prawicy większego znaczenia, co dzieje się wewnątrz układu III RP, bo rolą prawicy jest ten układ rozbić i rozgonić raz na zawsze, a nie modyfikować go i ulepszać. Oczywiście, można to wszystko komentować, można ironizować,  a nawet zachęcać do tego, żeby obóz władzy się dzielił. Głównym zadaniem prawicy jest jednak budować Rzeczpospolitą od podstaw. Niech Platforma się dalej lewicuje, niech oni się tam wszyscy wymieszają jak kogel – mogel. Z nieświeżych jaj, dodam, dla tych co kogel – mogel  lubią.          

wtorek, 26 lutego 2013

Polityczna plucha

Mamy ponury czas politycznej i pogodowej pluchy. Plucha nie sprzyja jakimkolwiek rozsądnym i mądrym działaniom, wpływa natomiast przygnębiająco na ogół populacji. Kiedy nadchodzi taka plucha, koty łażą niemrawo po dachach, a ludzie krzywią się na twarzy, grymaszą i narzekają, że kurze jaja tylko z wyglądu są kurze, bo w smaku – tak jak wszystko wokół – są tylko lekko żółtawe i pluchowate. W taki czas, wchodzenie na wizję i gadanie, że jest się na plus, to działanie samobójcze. Nikt w takim czasie nie czeka na żadne nowe inicjatywy polityczne, bo wszyscy myślą o tym, żeby tę pluchę przetrwać. Już słynny włoski filozof Vico zauważył, jak plucha może zaważyć na losach całych narodów. Kto jak kto, ale koty wiedzą najlepiej, kiedy nadchodzi czas wałęsania się po ulicach, miauczenia i polowania na myszy. Wskażmy więc jasno trójce z lewicy, że to nie jest ten czas. Koty się przeciągają co najwyżej, prężą przez chwilę i robią się, tak jak wszystko wokół, gumowate. Prawdziwe koty siedzą w domu i nasłuchują, co ludzie gadają. Są wytrwałe. Ludzie nie chcą teraz oglądać kotów i słuchać, że one jeszcze potrafią polować. Może i potrafią, ale naprawdę, kogo to dziś w czasie pluchy obchodzi?    

Plucha, z jaką niewątpliwe mamy obecnie do czynienia, sprzyja jedynie spadaniu meteorytów i budzeniu się demonów. Ale powiedzmy sobie szczerze, tylko takich marnych demonów, pluchowatych. Prawdziwe demony siedzą sobie wygodnie w fotelach i same siebie demonizują, żeby nie stracić mocy demonizowania. Natomiast marne demony, takie jak Tomasz Lis, wyłażą z jakichś zakamarków, straszą nas chrześcijaństwem, jakby ono było siedliskiem czystego zła, a lewactwo za to anielskim chórem, który z niebios, mówi zbłąkanym Polakom, do kogo mają się teraz modlić, komu mają tym razem zaufać, skoro koty z Platformy wyjadły wszystkie myszy w okolicy i do tego trwa, ta cholerna, polityczna plucha. Psy przestały szczekać, tylko kundle jak zwykle ujadają. Bóg na to wszystko patrzy z góry, a ponieważ jest doskonały, to tym bardziej widzi, jaką gmatwaninę wywołuje ta plucha. Mógłby ją przerwać, ale tu w końcu działają prawa przyrody. Przyjdzie czas, że ona minie. I wtedy marne demony skryją się w piwnicach i nic nie będą mówiły, trzęsąc się jedynie, by ich nie wyciągnięto na pożarcie. Anielski chór lewaków skryje się przed tłumem, rzucając mu pod nogi głowę premiera, o ile premier zechce tę swoją głowę oddać dla sprawy. A chyba nie chce, bo miał widać inne plany. Cokolwiek się jednak stanie, marne demony, stare koty i kundle nie mają już wielkiej przyszłości. Plucha tym razem jest straszna.

Aparat medialnego ucisku wprawdzie mówi, że słońce jeszcze trochę nam świeci, ale jakoś tak bez przekonania. Ludzie tego słuchają, wyglądają za okno, a tam plucha. Ledwo co, jeden stary kot, niesie kawałek zdechłej ryby. Ulice w błocie, metro zalane, a co najgorsze, ludzie w ogóle nie cieszą się, że jest im dobrze. Może nie wiedzą? A ci co wiedzą, że jest im dobrze, boją się z kolei, że będzie im niedobrze. Przez co, już na samą myśl o tym, że może być niedobrze, robi się im całkiem niedobrze, czyli plucha. Owszem, może i wyjdzie uśmiechnięta Justyna Pochanke, pokiwa głową przed jednym lub drugim kotem, ale my widzimy, że to nie są prawdziwe koty, że one wylazły za wcześnie, że się po prostu pospieszyły. Pluchę trzeba umieć przetrwać. To podstawa. To już lepiej udawać krzątanie się tu i tam, bez sensu, byleby się krzątać, tak jak premier Tusk. Jak jest taka plucha - i wieje, i zima, i meteory - to on robi teraz takie porządki w domu. Tu znalazł stary garnek, w pokoju leżą pogryzione kapcie, więc trzeba to powymieniać, pokazać ludziom, że dba o dom jak prawdziwy gospodarz. Ludzie jednak siedzą po domach (bo plucha szaleje) i widzą, że on znosi do domu jakieś stare graty i udaje, że są nowe, tylko okazyjnie kupione. Ludzie gapią się na to wszystko z coraz większym zdziwieniem, bo normalny człowiek w taki pluchowaty czas to czeka wytrwale na wiosnę.                                 

sobota, 23 lutego 2013

Wyprowadzenie sztandaru do Brukseli

Ludzie na coś czekają - i na lewicy, i na prawicy. Może coś się zdarzy. Może ktoś przyjdzie i powie: zrobię Wam dobrze, jak nikt dotąd. Nie ma chętnych. Polacy, z jednej strony chcieliby czegoś tam, nie bardzo wiadomo do końca czego, a z drugiej obawiają się, że jak coś się zmieni, to będzie może jakaś wojna na górze, albo jeszcze gorzej. Może już być nawet Kaczyński u władzy, byleby tylko coś zrobił z tym cholernym bezrobociem, bo ludzie nie mają na sushi. Ale tylko tyle, nic więcej, żeby nie ruszać ogólnie całości zwanej dla uproszczenia III RP. No dobrze, niech więc coś się stanie, tylko nie tak jak wczoraj, Panowie Barytony!, Dajcie spokój z takim wejściem. Z punktu widzenia jakiegokolwiek „pijaru”, czy tego rodem z Korei Północnej czy z Mozambiku, występ na siedząco, trzech lekko podstarzałych już – co by nie mówić - polityków, był po prostu zabawny. Siedzieli jak wycofane z użytku żarówki.  Jak bardzo by się nie zaparli na tych krzesłach, jak mocno by nie wciągnęli do płuc powietrza z całej sali (tak, że udusiliby się na niej dziennikarze), żeby razem, zgodnie, wygłosić na jednym oddechu tekst, że oto dobiega końca era starego Leszka MiIlera, to i tak guzik niewielki z tego wychodzi.

Marek Siwiec. Kto go dzisiaj zna, poza „patrzaczami” z TVN 24? Jakie to ważne rzeczy powiedział ostatnio i o czym? Starsi pamiętają całowanie Ziemi Kaliskiej, ale dziś Siwiec kojarzy się z tysiącami euro, jakie zgarnia w Brukseli, tak jak inni europosłowie. Idol młodych bez pracy po studiach? Chyba jednak nie. A Janusz Palikot? Jeszcze tylko nie jeździł na świni po mieście i nie gwałcił (słownie) zakonnicy, a poza tym wszystko już było. Z lewicą nie ma nic wspólnego, poza jedną nową lewicową lwicą z przeszłością lwa. Nawet TVN – owi nie chce się już robić wajchy. Zauważyliście? Nie podjęli zbyt mocno wątku „barytonów”, choć wydarzenie prawie tak samo historyczne jak poseł Ziobro z dzieciątkiem na ręku. Ileż było wtedy uciechy na Wiertniczej, że w końcu Zbyszek rozwali Kaczora. Ile razy był w studiu? Pompa, pompa i na koniec trąba.

I wreszcie sam były prezydent Aleksander Kwaśniewski. To jest właśnie najmniej zrozumiałe, ten jego ruch, chyba, że celem jest naprawdę jakieś kolejne wyprowadzenie sztandaru, bo lewicy to nie służy. Tym razem jednak będzie to wyprowadzenie do Brukseli. Naiwnością jest sądzić, że chodzi tu o jakiekolwiek idee, a nawet otwartą i postępową Polskę. Rozpoczęła się walka o Parlament Europejski, bo na władzę i stołki w Polsce lewica nie ma dziś szans i chyba nawet wielkiej ochoty, ale na Brukselę to jak najbardziej. Biletów jednak do Strasburga nie rozdają ani na prawo ani na lewo, a nawet kupić je, jest niezwykłe trudno. Bo rządzą tutaj niebywałe ambicje i parcie na święty spokój i forsę w Parlamencie Europejskim. Wiadomo, jaki bałagan zostawi po sobie Tusk, więc po co się narażać wyborcom? Nikt już nie kryje z polityków lewicy, że chce zwiewać stąd na Zachód. Tylko Leszek Miller został w Warszawie, samotny solista lewicy.                  

Nędza III RP

Nędza III RP to nie są wcale, a na pewno nie tylko, obdrapane i zapuszczone bloki gdzieś w Świebodzinie czy w Gostyniu. Jeśli miniemy magiczne granice pomiędzy dzielnicami w Brukseli zobaczymy prawie to samo. Nędza III RP to konstrukcja wielopiętrowa i wielowymiarowa. Nędzą tych prawie 23 lat „nowego” systemu jest to, że odpuszczono sobie całkowicie - i to dokładnie w ostatnich kilku latach – znaczną część Polski, jakikolwiek jej rozwój. Tak jakby nie było nic poza Warszawą, poza centrum. Kiedy postkomuniści doszli w Polsce ponownie do władzy mieli wielki apetyt na to, żeby udowodnić, że oni, w tej nowej rzeczywistości, będą dobrze i mądrze budować. Wtedy to pojawił się ambitny program modernizacji szlaku odrzańskiego, magistrali kolejowej wzdłuż zachodniej granicy i budowy autostrady A-3. Żeby zrozumieć nędzę antypolskiego rządu Tuska, tej politycznej awangardy III RP, trzeba po prostu wsiąść do pociągu, do tak zwanego składu elektrycznego i przejechać się ze Szczecina do Zielonej Góry. Choć raz. To tylko 202 kilometry dramatu tej części Polski, nędzy w każdym wymiarze, to wręcz wyjątkowa okazja, by zobaczyć, jak można skutecznie zniszczyć państwo i ludzi, bez rozlewu krwi i wojen, bez jednego wystrzału. Nie da się inaczej opisać nędzy, jaką ten rząd wprowadził dumnie w życie. Te 202 kilometry pociąg pokonuje w 5 godzin i 10 minut, czyli jedzie średnio z prędkością 40 km/h. Mamy XXI wiek, chwilami można złapać sieć na trasie, więc czytam, co dzieje się w Nowym Jorku i Algierii, wszystko online. Życie „online” wzdłuż trasy w ogóle nie istnieje. Puste stacje, krajobraz bardziej ponury jak po II Wojnie Światowej, bo zniszczono to, co tutaj pozostawili po sobie Niemcy. Wyszukiwarka połączeń pokazuje, że najlepiej ze Szczecina do Zielonej Góry, jechać przez Poznań, dwoma pociągami.

Czy z Brukseli do Amsterdamu jedzie się przez niemieckie Bochum?  Czy z Berlina do Lipska jedzie się przez Magdeburg? Czy oni, tak ogólnie, na zachodzie Europy, niszczą  czy budują? Wiemy, że niszczą chrześcijaństwo, ale czy coś budują? Czy ja mogę tam dojechać normalnie do celu? Bo tu, 23 lata po „wielkim przełomie” nie mogę. Pociąg chwilami jedzie 30 km/h. To nawet nie może być podróż sentymentalna, bo pociągi nigdy, po prostu nigdy, przed Tuskiem i Nowakiem, od zarania swoich kolejowych dziejów, nie jeździły z taką prędkością. To jest coś nowego, co dopiero wprowadził w życie rząd Platformy. Co więcej, nikt nigdzie nie jeździ w Europie do celu naokoło, żeby było dłużej i żeby płacić za bilet dwa razy więcej. Garstka ludzi, podróżująca w ten sposób, jest za każdym razem upokarzana, jest psychicznie wręcz niszczona. Nie ma znaczenia, czy ktoś to znosi z uśmiechem, czy ze złością. To jest tortura kolejowa, na którą nikt z tych pasażerów nie zasłużył. Ale to jest również jedna z ikon III RP, która na naszych oczach osiąga właśnie szczytową fazę swojego rozwoju. Wspomnieć jeszcze wypada przy okazji, że miasta zachodniej Polski to miasta widma, bez żadnych perspektyw rozwoju, bez żadnych szans dla młodych ludzi. Szczecin, po upadku stoczni, nic już nie produkuje, nic, po prostu nic tam nie ma. W Szwecji, na terenach postoczniowych wybudowano nowoczesne centra technologiczne. Ktoś tam myślał. Tak ogólnie. O czym myśli Donald Tusk? O czym on w ogóle myśli i czy w ogóle myśli? Czy w ogóle kiedyś myślał o Polsce? Czy on wie, co jego rząd zrobił z Polską? Bo przecież ten pociąg do Zielonej Góry jest tylko pewnym symbolem, znakiem tej nędzy.

W wielu miejscach mamy prawie wymarłą Polskę, bez infrastruktury i przemysłu, oblepioną billboardami z proszkiem do prania i Owsiakiem, i z ulicami prowadzącymi do hipermarketów. Na Odrze nie ma żeglugi śródlądowej, a miała być. Wzdłuż Odry nie ma kolei, a miała być. Jest kawałek drogi ekspresowej, który urywa się gdzieś w polu. W stolicy pną się do góry kolejne biurowce, będą pewnie następne seriale TVN o życiu w tych biurowcach, rozwinie się jeszcze Poznań i Wrocław, a Kraków będzie po prostu Krakowem. Co elity III RP dały z siebie dla Polski? Jaki projekt tego „nowego” systemu władzy można porównać z COP –em czy z Gdynią? To nie jest jedna pięciolatka, za chwilę minie ćwierćwiecze od obrad okrągłego stołu, więc warto zapytać, co zbudowaliśmy szczególnego przez ten długi czas, z czego możemy być naprawdę dumni jako naród?

Polska się rozkraczyła i to jest przerażające. Skundleni ludzie jeżdżą, czasami na co dzień 40 km/h, w szóstym co do wielkości kraju Unii Europejskiej. Nie tylko wzdłuż Odry, takich miejsc jest bez liku w Polsce. III RP zafundowała milionom Polaków nędzne życie, wyprane z ideałów, z radości i z perspektyw. Miliony ludzi w Polsce wegetują, inni są zastraszeni, boją się utraty etatu, nie wychylają nosa poza własne drzwi, nie chcą nawet rozmawiać. Uciekają od życia, nawet nie wiadomo gdzie. Z zakłamanych mediów sączy się nieustannie obraz stadionu za dwa miliardy złotych, który, wbrew temu co nam mówią, jest z kolei przejawem nędzy umysłowej rządzących Polską. Byłoby znakomicie, gdyby te drogie inwestycje pobudzały polską gospodarkę, gdyby one generowały perspektywy rozwoju – nie dla garstki darmozjadów ze spółki zarządzającej obiektem sportowym  - tylko dla nas, którzy na te drogie inwestycje oddali swoje podatki. Nędza III RP sięga już każdej dziedziny życia. Cieszą się tylko pajace i nasi wrogowie. Pierwsi z głupoty, drudzy dlatego, bo dla nich taka Polska, rozkraczona i skundlona jest najlepsza. Słyszę te głosy protestu,  że to defetyzm, że sukces goni sukces. Problem w tym, że nędza III RP dotyka też sytych i zadowolonych. Z przerażeniem stwierdzają, że ich życie w tym systemie ogranicza się do niewolniczej pracy w zachodnich korporacjach, które wypluwają ich, gdy tylko korporacyjny psycholog stwierdzi, że jesteś już wypalony. Warto powtórzyć to pytanie: Co Donald Tusk w ogóle myśli o Polsce? Czy w ogóle o niej myśli?                    

niedziela, 17 lutego 2013

Sto tysięcy dorszy Jakuba Śpiewaka

Każdy, kto mówi dziś, że Trzecią Rzeczpospolitą można jeszcze naprawić, zmienić, zreformować, jest albo oszustem, albo głupkiem. Dotyczy to też przedstawicieli tak zwanej prawej strony. To złudzenie, coś, czego nie da się już zrobić, ponieważ to państwo się rozpadło na naszych oczach. Jeśli komuś wydaje się, że jego funkcjonowanie to woda w kranie i Internet, to głęboko się myli. Możemy nawet teoretycznie mieć wszystkiego niemal pod dostatkiem i nie mieć własnego państwa, nie mieć własnego hymnu, ani własnej armii. Co do armii, trzeba już teraz głośno pytać, czy ją w ogóle mamy. Polska w ciągu sześciu lat została zdewastowana instytucjonalnie i moralnie, okradziona wszędzie tam, gdzie tylko krążyły pieniądze. To, co publikuje portal Wprost.pl o Jakubie Śpiewaku*, młodym, ambitnym przedstawicielu elity III RP, twórcy fundacji Kidprotect.pl , mającej bronić dzieci, jest tylko małym odpryskiem nędzy III RP, jej upadku. Tak ona wygląda właśnie od środka, tak żyje się jej beneficjentom na co dzień, a jest to tylko namiastka tego, co kryje się za murami instytucji publicznych. W Polsce przekręt goni przekręt, a wszystko wynika z całkowitej bezkarności ludzi systemu. Kilkadziesiąt tysięcy złotych wydanych na luksusowe ciuchy jest tym bardziej przygnębiające, że pieniądze wpływające na konto fundacji Pana Śpiewaka miały służyć obronie dzieci przed pedofilami i zwyrodnialcami. Jakże szlachetna idea i jakże ponury obraz tego, co sobą reprezentuje ten młody człowiek. To jest nic, tylko to poczucie, że nam to Polacy można skoczyć, że jesteśmy ponad narodem i ponad prawem. 

Zero wartości mają przeprosiny i słowa ubolewania Pana Jakuba Śpiewaka, są po prostu żałosne. Prokuratura oceni, jaka jest skala jego przestępczej działalności, bo co do tego nie ma żadnych wątpliwości, że złamał prawo. Trzeba być chyba kretynem, by mówić o jakiejś niefrasobliwości. Służbowa karta z dostępem do konta fundacji jest do służbowych zakupów, a karta prywatna do prywatnych zakupów. O czym tu mamy niby deliberować? Ale portal bzdet może oczywiście się rozpisywać o dramacie moralnym młodego Śpiewaka. Do tego mamy wypłaty gotówkowe na blisko 170 000 złotych, ale niech wyjaśni to prokurator, na co poszły pieniądze z konta fundacji. Pamiętamy też, jak ów miłośnik luksusowej odzieży, kupowanej za nie swoje pieniądze, rzygał jakże niedawno Smoleńskiem, rzygał już w czasie, gdy prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie jego fundacji. Nie ma co znęcać się nad Jakubem Śpiewakiem, bo Smoleńskiem rzyga połowa warszawskiego salonu, korporacji, agencji reklamowych. Wszyscy oni żyją w przeświadczeniu, że „ten kraj” należy do nich, a hołota ma jeść byle co, byle jak żyć, i zapieprzać codziennie do roboty, za pensje, które mają wystarczyć jedynie do przetrwania, już nawet nie do reprodukcji, jak w starym, wilczym kapitalizmie. Bo tu idea jest taka, żeby Polacy po prostu za jakiś czas wymarli. A do czasu wymarcia mają oddać wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Myślę, że do tego sprowadza się cała filozofia totalitarnego reżimu, który zawładnął Polską i który jeszcze można pokonać, jest jeszcze na to czas.

Żeby nie było żadnych niedomówień. Przeciwnik Polski jest szalenie groźny i ma wielkich sojuszników politycznych w Moskwie, Berlinie i za oceanem. Nie ma on żadnej określonej narodowości, poza stuprocentowo lewackim przeświadczeniem, że tak czy inaczej, rządy powinny mieć wymiar światowy, takie czy inne, ale ponad narodami. Narody są największym wrogiem wielkiego kapitału i lewaków. To dlatego razem występują przeciwko tradycyjnej, chrześcijańskiej cywilizacji, przeciwko katolicyzmowi. To plucie ma kres i musi się wreszcie skończyć. Być może taki jest też ukryty sens abdykacji papieża Benedykta XVI, być może chce bronić Europy, takiej jaką znamy, przed nowym porządkiem. Namiastka tego porządku, w którym oszuści i złodzieje są autorytetami, została już wstrzyknięta Polsce. Jak zwykle, okazało się, że dla Polaków trzeba iście  końskiej dawki. Nie spisały się lewackie doktory.

*http://www.wprost.pl/ar/388555/Skandal-w-fundacji-pomocy-dzieciom/?pg=1