sobota, 16 lutego 2013

Ferajna z III RP

Co jakiś czas pojawiają się obrońcy Platformy, ludzie pozytywnie myślący o rzeczywistości, ludzie giertychopodobni, jednym słowem wszyscy tacy, co mówią, że III RP nie jest taka zła, że w ogóle jest całkiem fajna, tylko ludzie jacyś tacy. Postanowiłem przyłączyć się do grona tych fajnych, koniec z krytyką systemu. Na pierwszy rzut weźmy prawie 280 miliardów złotych, co wzięliśmy je siedem lat temu z Funduszu Spójności na rozwój kraju, w tym, na wyrównywanie szans rozwoju poszczególnych regionów, nie tylko w wymiarze europejskim, ale i krajowym. Weźmy też, żeby nie było, że ma tu miejsce sianie defetyzmu, kolejne 300 miliardów złotych na następne siedem  lat dochodzenia do peletonu UE. Cóż mamy? Bardzo dużo. Udało się, na przykład, z tych pieniędzy puścić kilka pociągów po Polsce, które jeżdżą z prędkością zbliżoną do tej z czasów Gierka (konkretnie Warszawa - Berlin), bo reszta jeździ z prędkością zbliżoną do czasu rozbiorów, albo i gorzej. Nie jest tak? Jest inaczej? Proszę o dowody. Jeśli uda się cokolwiek sensownie wydać z ponad 200 miliardów unijnej kasy (bo trzeba odliczyć naszą składkę) na budowę czegokolwiek prze kolejne siedem lat, to będziemy mieli może dwa „szybkie” pociągi Pendolino (160 km/h –ha, ha, ha) i trzy autostrady przecinające Polskę (dwie równoleżnikowe i jedną południkową). Szkoda czasu na wyliczenia w tym miejscu, ale porównajcie to z Hiszpanią, co oni zrobili w przeciągu 14 lat i za podobne pieniądze. Mają największą po Niemczech sieć autostrad w Europie, a drugą po Francuzach, najlepszą i najszybszą sieć Kolei Wysokich Prędkości, czyli AVE. Pociągi pędzą do 350 km/h. Mało tego, budowane są kolejne połączenia od podstaw. Czym zachwyca się u nas kuźniarowe poranne gniazdo głupoty? Tym, że jest nowy rozkład jazdy PKP i się nie „spaźniają” prawie nic. I Rysiek „zdanża” do pracy. Jak ma nie zdążyć, skoro czasy przejazdu na większości tras wydłużono w ostatnich latach o kilkanaście minut.

Co establishment III RP ma do zaoferowania? Dezerterzy i polityczni zdrajcy zakładają jakiś Instytut Myśli Państwowej i uważają – naprawdę chyba tak jest – że oni zakładają coś ważnego. Jaki piękny zestaw ludzi z zasadami, po prostu elita elit.  Były premier zamieszany w niejasne kontakty ze spółką, która rozłożyła pół branży budowlanej w Polsce. Taki facet, w normalnym kraju, nawet gdyby nie miał już prokuratorskich zarzutów, handlowałby skarpetami, z którymi by go już dawno puszczono, a nie zajmował się budowaniem obozu politycznego i pouczaniem, co trzy dni, człowieka, który go politycznie stworzył. Po prostu ze wstydu zapadłby by się pod ziemię, a on jest częścią tak zwanego Salonu, łazi po Warszawie i rozmyśla nad Polską. Ale taki jak on, jest cały ten Salon. Drugi artysta, chwali się w mediach, że Jarosław Kaczyński to jego największy wróg, a bez Jarosława Kaczyńskiego mógłby dziś, co najwyżej, parzyć sobie herbatkę w lichej kancelarii prawnej. Jaki nazwać polityka, który przystaje do koalicji z jakąś partią i jednocześnie w tym samym czasie, knuje z jej głównym wrogiem? Proszę o nazwę. Mogę sam ją podać, procesu z tym panem się nie obawiam, tylko w ogóle żałość bierze, że o takich kuriozach politycznych przychodzi nam pisać. Co to facet, który wyłazi z czyjegoś domu, porządnie tam ugoszczony, i pierwsze, co robi, to mówi, że gospodarz jest despotą, jedzenie podłe i stare gary śmierdzą w kuchni. Tak, mniej więcej,  Pan „Misiek” Kamiński zachował się wobec PiS- u i JK, i jeszcze udzielił, w tej sprawie, wywiadu rzeki swojemu kumplowi, specjaliście od całej prawdy całą dobę.

Miało być w końcu pozytywnie i było. Jak dobrze pójdzie, za siedem lat będziemy mieli w Polsce być może jedną piątą autostrad i jedną dziesiątą kolei hiszpańskich, za podobne pieniądze. I nie da się tego niczym wytłumaczyć, poza złodziejstwem i marnotrawstwem. Znowu sukces. Tymczasem premier, ma się podobno pytać ludzi gdzieś tam w Polsce, na co wydać  tetrzysta miliardów złotych z Unii Europejskiej. Jeśli te plotki się potwierdzą, to znak, że rząd traktuje już oficjalnie Polaków jak idiotów. Ja od razu odpowiem: chcę kilo kitu. Tego macie pod dostatkiem. 

piątek, 15 lutego 2013

Jak w TVN prawdę schwytali

Wszystko chcą załatwiać przez Grasia, kurde. Ile czasu można kryć się ciągle za Grasiem, czy on ma być panaceum na wszystkie nieszczęścia, taką tarczą antyrakietową? Głupia decyzja rządu, oczywiście Graś mówi o niej na Twitterze. Premier nie wie co powiedzieć, oczywiście Graś ratuje sytuację. Nadszedł czas na zmiany, niech Graś pokaże wreszcie, co potrafi poza wybijaniem tych Twittów. Eksperymentować nie ma sensu, więc Jerzy Urban na rzecznika rządu, komunikacja z Czerską bez narzędzi telekomunikacyjnych zapewniona. Duch epoki nie przemija i znowu wzorowo zadziała. No i koniec z głupimi pytaniami od dziennikarzy, tylko prawda całą dobę. Swoja drogą, jak oni ośmieszają w TVN słowo „prawda”. Wsiadasz na Wiertniczej do windy z dziennikarzem i mówisz: -Na czwarte proszę. A on się zaraz pyta: - Naprawdę? Bo tam nikt nie zna prawdy, nie widział jej nigdy, nie słyszał jej, więc się pytają tak bez końca, a gdzie jest ta prawda, bo nie widziałam jej? Czasami Jerzy Urban siądzie z dziatwą i uchyli jej rąbka tajemnicy, co to jest ta prawda, a wtedy redaktor Kuźniar siedzi z rozdziawioną buzią na podłodze i z uziemionym Dreamlinerem w ręku i pyta się Jerzego: - To, to jest ta prawda? A Jerzy mu odpowiada spokojnie, żeby tyle nie rozmyślał, bo też w końcu wypali coś na antenie o zamachu.

Pani Zosia, co sprząta na Wiertniczej mówiła mi, że kiedyś widziała całą prawdę w koszu, ale kto ją tam wrzucił, to tego ona nie wie. Podobno Grupa Trzymająca Prawdę. O niej to się w ogóle tam nie mówi, bo jak złapią Cię za łeb, to ci wyrwą całą prawdę, że nic Ci już nie zostanie do końca życia, ani kawałka prawdy. Podobno Tuskowi też wyrywali tę prawdę, zanim został premierem. Nic mu jej nie zostało, biedak jeden. Za to Pochanke krzyczała strasznie jak jej prawdę wyrywali, taka była dzielna. Ale Grasiowi nie wyrwali podobno prawdy, bo on z kolei zna trochę prawdy o nich i tak się świetnie trzyma to wszystko już ponad dwadzieścia lat. Rano, w barku TVN, proszę o kawę i sernik, i zaraz pada pytanie: Naprawdę? Taki tam mają wewnętrzny niepokój w sobie. I myślą: a może prawda mnie w końcu sama gdzieś dopadnie, na ulicy albo w łóżku, w nocy? I zaraz strach ogarnia takiego dziennikarza, bo on się panicznie boi tej prawdy. Bo jak go złapie, to może już nie puści i co on wtedy powie na antenie, co powie tym milionom ludzi? Że był zamach? Podobno, a było to chyba wczoraj, redaktor Kuźniar szedł z newsroomu do toalety i kiedy skręcił w korytarz za pokojem Moniki Olejnik, wylazła wprost na niego cała taka prawda i go lekko ugryzła, a potem zaczęła go gonić. Ledwo od niej uszedł z życiem, taka była jędzowata. Włazi tam podobno coraz częściej, straszy tak, że nawet wezwali egzorcystę od uśmiercania prawdy - księdza Kazimierza Sowę.

Gdyby nie on, to ta prawda powykrzywiałaby pięknym dziennikarkom śliczne buzie, schrzaniłaby cały makijaż, a obce głosy wydobywałyby się z piekielnych czeluści przez zmysłowe usta i jęk niósłby się po całym korytarzu. Ale nie z Sową te numery. Złapał prawdę za gębę, ścisnął ja całą tak, że aż spuchła i krzyknął: Giń! Przepadnij! I ona zginęła, i nie było jej, takie zdolności niebywałe ma ksiądz Sowa. Nawet Urban go podziwia i mówi, że sam by tego lepiej nie zrobił. Licho jednak nie śpi, więc w weekend przychodzą takie różne i sprawdzają po szafkach i w komputerach, czy jakieś prawdziwe ścierwo się gdzieś nie uchowało. Posprzątają i załatwione, tylko ten rząd jest do dupy i trzeba coś zmienić. Oni już całkowicie zdurnieli, nie potrafią skutecznie prawdy trzymać za pysk, tak jak zuch Sowa. Wyłazi im gdzieś bokiem, snuje się po Parkowej wieczorem, tak nie może być. Mówię Wam, że to się źle skończy. Ostatnio premier szedł już spokojnie do domu, aż tu nagle zza muru wyskoczył taki młody, zdolny redaktor Knapik i krzyczy biedny: - Panie premierze! Prawda mi wlazła, o tu, tu! Proszę zobaczyć! No po prostu jest bajzel w tym rządzie i trzeba z tym skończyć. Jak nie Urban, to przyjdzie ksiądz Sowa i takie egzorcyzmy odprawi, że wszyscy będą gadać tak jak on. Tylko po co wtedy Grupa Trzymająca Prawdę? Bez sensu.         

czwartek, 14 lutego 2013

Wielki kapłan TVN 24


Ksiądz Kazimierz Sowa, to jest taka mądra głowa, zawsze powie coś mądrego  i dlatego wypchnie z rządu Jacka Rostowskiego. To już jest przesądzone. Po tym, jak dzisiaj „klecha”
(w jego obozie politycznym używa się takich słów) rozjechał u mojego ulubieńca Knapika profesorów Rybińskiego i Modelewskiego, tylko on może wejść na stołek ministra finansów. Zresztą zmiany w rządzie będą i tak, ale są tak tajne, wręcz tak ściśle tajne, że redaktor Katarzyna Kolenda – Zaleska, nie omieszkała ich porównać do informacji o abdykacji papieża Benedykta XVI. Dokładnie. Tylko trzy osoby z otoczenia Ojca Świętego wiedziały o jego planowanej decyzji. Kto zna decyzje Tuska? Graś? Angela Merkel? Bracka Obama? Czy minister Tomasz Arabski jako ambasador III RP w Hiszpanii poprosi wkrótce o azyl polityczny? Wróćmy do księdza Sowy. Nie wiem, do czego służy mu sutanna, ale na pewno nie do szerzenia wiary albo miłości bliźniego. W ogóle nie bardzo wiadomo, co ów kapłan (?) nieustannie robi w mediach, nawet programowo odległych od katolicyzmu? Fakt faktem, że sam coraz bardziej odległy jest od katolicyzmu, a coraz bliżej mu do lewaków. Dziś,  ksiądz Sowa określił pomysły profesora Krzysztofa Rybińskiego jako kradzież, a debatę o katastrofie demograficznej banialukami. Nie zamierzam ani na moment polemizować z obelgami kapłana TVN 24, jeszcze nie upadłem na głowę. Jego wiedza o ekonomii jest mniej więcej taka, jak o seksie, który zakładam, jest mu obcy. Wybór to wybór, i podziw mój, niewątpliwego grzesznika dla celibatu księdza Sowy jest wielki. Nie wie więc nic o ekonomii, a gada. Gada bzdury wielopiętrowe i doprawdy  znowu nie wiem – co robi tam, koło niego Piotr Gabryel  z tygodnika „Do rzeczy”. Jak można z kapłanem Sową mówić razem do rzeczy? Do tego w towarzystwie redaktora Knapika. Równie dobrze można przyjść do studia z reniferem, albo z dużym grzybem i na to samo wyjdzie.

Warto zwrócić uwagę na to, że, gdyby dajmy na to, za czasów strasznej, ociekającej krwią i terrorem, pisowskiej władzy do studia ciągle przychodził ksiądz Rydzyk, albo w ogóle jakiś ksiądz, lewacy rozpoczęliby pod TVP głodówkę, a Adam Michnik napisałby niechybnie esej o końcu demokracji w Polsce. Może świat zwariował, może papież Benedykt XVI to świetnie widzi i próbuje temu jakoś zaradzić, ale nie widziałem dziennikarzy odprawiających msze święte w kościele ani polityków spowiadających grzeszników. Sytuacja, w której ksiądz niemal codziennie, nie tylko zabiera głos ale nieustannie obraża swoich wiernych, wydaje wyroki w sprawach ekonomii, o której nie ma zielonego pojęcia, który mówi, że Smoleńsk go w ogóle nie obchodzi, to jakim prawem jest jeszcze księdzem, jakim prawem nosi sutannę. Niech ją zrzuci i robi to, co lubi i umie rzeczywiście najlepiej: niech sieje swoją kłamliwą propagandę, bo jest w tym dobry, jest niezły, jest prawdziwym kapłanem stacji TVN 24. Jeśli ksiądz mówi o Tragedii Smoleńskiej, że ona go nic nie obchodzi, to jego miejsce jest u boku ludzi, którzy szli z krzyżem zrobionym z puszek po piwie, a nie wśród wiernych Kościoła, którzy modlili się i nadal się modlą za tych, których straciliśmy w Smoleńsku.

Tajne kody PKP

Fantastycznie jest nie wiedzieć za wiele o tym, co dzieje się w Polsce. Życie wtedy naprawdę jest dużo spokojniejsze, a stres pojawia się z rzadka i ma charakter incydentalny, związany najczęściej z faktem bycia w związku małżeńskim lub partnerskim. Przez wiele lat, a siedem lat to jest bardzo dużo, niemała część ludzi w Polsce, żyła w przeświadczeniu, że jesteśmy pieszczeni przez całą Europę, że tacy Niemcy nas pieszczą, że o niczym innym nie marzą, tylko o tym, żeby Polska była nie tylko Polską, ale także, żeby była potęgą gospodarczą. Wszystko szło jak po maśle: kredyty we frankach były super, Tusk był superasty, drogi na mapie były zajefajne, a praca w korporacji zajebi....., zupełnie jak u bohaterek filmu „Lejdis”, wybitnego reżysera światowego formatu. Gdyby nawet trzy samoloty spadły z trzema polskimi prezydentami – oczywiście pochodzącymi z ciemnego ludu - to i tak nic nie przerwałoby tej nirwany. Tymczasem mamy klops takiego myślenia, bo kończy się kasa, frank trzyma się mocno jak Chińczyki, tylko Tusk nie jest już zajefajny. W Warszawie można spotkać nawet bezrobotnych menedżerów. Widział to ktoś wcześniej? A od dwóch dzieje się coś, co bardzo pobudza i trwoży wręcz nawet najbardziej szczęśliwych ateistów: Co dalej stanie się z Watykanem? Do tej pory typowy "amant" biznesu zadawał sobie jedynie pytanie, co dalej z frankiem szwajcarskim, a od dwóch dni został za jednym pociągnięciem mediów III RP wciągnięty w wir światowej polityki. Miejmy nadzieję, że ludzie z korporacji wytrzymają ten stres. Zupełnie poważnie, chcę stwierdzić, że machinę propagandową III RP należałoby po prostu zniszczyć, zdeptać, bo to ona wyrządziła Polsce najwięcej szkód, choć nie z własnej inicjatywy.



Po 2005 roku, media III RP, znakomicie wręcz, uprościły obraz rzeczywistości. Wykonały genialną robotę. Oduczyły ludzi wykształconych - gorzej lub lepiej, ale z dyplomami wyższych uczelni, właśnie tych z dużych miast - jakiegokolwiek głębszego myślenia o czymkolwiek. Obraz świata został zawężony do hołdów, jakie składano Tuskowi wszędzie w Europie i do kolejnych pylonów dźwiganych gdzieś na budowie naszej przyszłości. Żadnych informacji zbędnych dla życiowej konsumpcji. „Szoping” i weekendowy „Głuping”. Warszawa zaczęła przypominać miasto z „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda, tyle, że zamiast stalinizmu wprowadzono obowiązek noszenia kolorowych skarpetek i stosowania powszechnego życiowego „dizajnu” a`la TVN. Można powiedzieć, że odchylenie narodowe zostało ucięte jednym ruchem, kiedy samolot uderzył w brzozę, którą posadzili naziści, a ci już dawno wyginęli, podobnie jak komuniści z KPP. Zaczął się żmudny proces dochodzenia do obłędu, przy którym dadaizm przypomina marny soceralizm z książek o tytułach typu „Jak pokochałem łopatę Władka”.



To prawda, że podczas okupacji hitlerowskiej, bilety sprawdzano nawet i trzy razy podczas podróży. A to konduktor, a to SS kogoś szukało, a to konduktor tak drugi raz, żeby był porządek – niemiecki. W 2013 roku, standardy hitlerowskie w Polsce, wręcz wzorcowo udoskonalił neostalinowski absurdalizm, czyli połączenie idiotyzmu z lewactwem. Ten nowy nurt zrodzony po 1989 roku mógł dojrzeć dopiero za rządów tak wybitnego stratega jak Donald Tusk. Nie na darmo lewacy głosili długie lata, że on jest Jedyny i Najpiękniejszy. Nie skończyłem jeszcze podróży z Warszawy do Szczecina, a już cztery razy dawałem bilet do sprawdzenia, za każdym razem kod z biletu trafiał do urządzenia przypominającego ręczny miotacz laserowy, i to nie jest koniec. Ja wiem o tym, że to nie koniec, bo na tej trasie okazywałem bilet całkiem niedawno już sześć razy. Po co? Kogo szukają? Co oni zrobią z moim tajnym kodem z biletu, jak go „zdejmą”, powiedzmy pięć razy? Dlaczego w pociągu z Berlina do Brukseli sprawdzali mi bilet tylko raz i nie zeskanowali kodu? Być może Niemcy mają lepszy system i kodują pasażerów w całości czymś, co mają zamontowane w suficie.



Interesujące jest też, dlaczego na tej trasie standardem jest to, że potrzeby pasażerów, takie jak herbata czy baton, kończą się już w Poznaniu, bo tam wysiada facet ze swoim wesołym wózkiem spożywczym. Darujmy sobie dalsze wyliczenia, na czym polega absurdalizm neostalinowski, czyli fuzja idiotyzmu i lewactwa. Naprawdę, to świetnie widać. Nie minęło więcej niż dziesięć minut i znowu idzie konduktorka. Nie do mnie, na szczęście. Jestem pewien, że gdybym dał im bilet z jakimś fałszywym kodem, rozpieprzyłbym im to całe PKP do końca. Czekam, czekam na takie stwierdzenie w pociągu: - Ma Pan fałszywy kod na bilecie. Konduktorka patrzy właśnie na mnie nieprzyjaznym wzrokiem, chyba wie o czym piszę. Coś musieli zamontować w suficie.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Ludzie na tym poziomie nie mają takich poglądów


Świat wstrzymał oddech, papież Benedykt XVI abdykuje. Zwyczajnie nie wierzę w to, że tylko sprawa wieku była jedyną przyczyną, tej wyjątkowej w całej historii Watykanu, rezygnacji. Tymczasem, w tle tego historycznego zdarzenia, toczy się coraz bardziej szalone i nienormalne życie. Myślę o Polsce, o zaczadzonych ludziach, nadal wierzących w generała Błasika w kokpicie oraz w „masońską” władzę Ojca Rydzyka nad całą prawicą. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielu kretynów i idiotów wyrasta nadal obok nas, jakie żniwo zbiera sianie TVN –u zaczęte ponad siedem lat temu, gdy PO przegrała wybory z PiS –em. To jest naprawdę porażające. Kiedy słyszę niektórych publicystów, że trzeba jakichś lemingów edukować, przekonywać, to szlag mnie trafia. Edukujcie własne dzieci, sami się edukujcie i dajcie spokój chorym z nienawiści ludziom. Do tego to banalne słowo leming, jakbyśmy dyskutowali o kreskówce z misiem Yogi, a nie o prawdziwym życiu, o Polakach, którym po prostu wycięto kawałek mózgu. Dosłownie tak. 

Siedzimy sobie w przytulnej kafejce z moim Teściem, już byłym, ale podobno nie ma byłych teściów i teściowych, więc jednak nadal z moim Teściem; człowiekiem wykształconym, emigrantem z lat 80 –tych, mieszkającym obecnie we Francji. I rozmawiamy o tych szaleńcach, spranych mózgach, które według Rafała Ziemkiewicza można jeszcze jakoś  uratować. Otóż nie można, to już jest materiał ludzki wyprany całkowicie z myślenia przez totalitarną papkę mediów, niezdolny do żadnej, głębszej refleksji. Prawą stronę często się oskarża, że jest taka zawzięta, że ma mściwą twarz Macierewicza, że posługuje się dogmatami. Alek opowiada mi tymczasem historię kilku spotkań w Polsce ze swoimi kolegami z uczelni, dziś doktorami i profesorami, ludźmi wykształconymi. I co oni mówią mojemu Teściowi, kiedy dopuszcza tylko samą myśl o zamachu w Smoleńsku, kiedy wytyka im brak logiki w myśleniu, a jest w tym bezlitosny? Oni mu mówią, że ludzie na tym poziomie co on, to po prostu nie mają takich poglądów- pisowskich rzecz jasna. Czyli to jest to, o czym często mówimy: propaganda III RP wbiła różnym tępakom do głów, że ludzie na poziomie nie mogą mieć prawicowych poglądów, nie mogą głosować na Kaczyńskiego. Taka jest skala mózgowego spustoszenia.

Uwierzcie, albo i nie, ale ci jego rozmówcy z tytułami naukowymi, dwa dni temu bronili pancernej brzozy, kiedy już nawet sam Graś ją odpuścił, a na jakiekolwiek rozsądne, umiarkowane argumenty, poparte dowodami, reagowali słowami:„Jesteś jak Rydzyk, jesteś jak Macierewicz”. To jest esencja tego elektoratu, to jest nasz dobrowolny totalitaryzm, jaki mamy dziś w Polsce, bo przecież można odwołać w wyborach tę zgraję partaczy. Że złodziei, to nic nowego. I u nas kradną i na Zachodzie kradną, tylko trochę mniej i sprytniej, ale przecież to są partacze. Nie potrafią zbudować kawałka drogi, nie potrafią zbudować kawałka pasa startowego, ułożyć rozkładu jazdy pociągów. Macie świadomość, kto nami rządzi? No może macie, bo my z Teściem na pewno mamy. Ale ci jego koledzy to jest jakiś kosmos, to jest jakaś prymitywna forma behawioryzmu: bodziec – reakcja, bodziec – reakcja, bez  jakiegokolwiek udziału świadomości, zapomnij! Bez jakiegoś specjalnego przymusu, bez obozów internowania, bez masowych mordów stalinowskich, w atmosferze demokracji i wschodzącego kapitalizmu, system III RP wyhodował armię kretynów i idiotów. 

Oni pochłonęli już taką porcję promieniowania, że tylko odebranie im pieniędzy, jedzenia i samochodów mogłoby wywołać jakąkolwiek widoczną reakcję. Ojej, a co to się stało? – pytaliby z niedowierzaniem. Te trzysta miliardów, w dużym stopniu iluzoryczne, jest dla nich jak akumulator, który utrzymuje to stado przy życiu. Gdyby nie kasa, stanęliby w miejscu i zaczęli pytać: Panie Premierze, jak dalej żyć? Oni też by tak zapytali jak plantator z okolic  Łodzi, ale dopiero po odebraniu im wszystkich możliwych świecidełek. Afryka dzika, to jest ich żywioł. Sądziłem, że ta fala kretynizmu powoli już mija, ale nie, nie ma zmiłuj się, Graś odpuszcza z brzozą, a oni za tę brzozę daliby się zabić, poćwiartować.

To jest taki czad, że czadowe Deep Purple z koncertu w Tokio wygląda przy nich jak disco polo i przebój  „Ona coś tam mnie kocha”. Słuchałem Alka z niedowierzaniem, bo wiem, że to jest gość, który nie znosi zmyślania i konfabulacji, ani u siebie, ani u innych. Obserwuje Polskę z oddali, ale i z bliska, słucha tych wszystkich telewizyjnych relacji, słucha tych  swoich kumpli w Polsce i oni są  gotowi zerwać z nim wszelkie kontakty towarzyskie, bo ludzie na tym poziomie, nie mają takich poglądów. Ludzie na poziomie wierzą po prostu nadal w brzozę, wierzą w przyjaźń z Rosją i gorące lato, nawet jak go wcale nie będzie. To jest fenomen na skalę europejską, to co udało się wyhodować TVN – owi w Polsce. Może być zupełnie zimne lato, może cały czas padać deszcz, ale jak premier Tusk powie, że lato, pomimo potknięć spełniło oczekiwania społeczeństwa, to kumple Alka  powiedzą, że  było fajnie, że się nawet opalili. Chyba z Palikotem, co za masakra...

niedziela, 10 lutego 2013

Depolonizacja Polski w ślepym zaułku

Ilość informacyjnego śmiecia przeznaczonego codziennie do masowej konsumpcji jest zatrważająca i to nie tylko w Polsce. Od rana medialni grabarze kopią nam duchowy grób, rzucając całymi szuflami wielkie porcje poprawnego widzenia świata i rozumienia tego, co dzieje się w Warszawie, bo poza stolicą budują już tylko drogi, nic więcej się nie dzieje. To nie jest jakaś „wizja” na tydzień czy dwa. To jest tylko dokładnie tyle, by dotrwać do nocy. Czasami jakiś temat ma dłuższe życie, jak choćby Anna Grodzka, ale to są wyjątki, to są już prawdziwe narracje. Artystyczna dekadencja z ubiegłego stulecia jest przy tym wszystkim, co dziś się wyprawia, niczym surowy, męski zakon. Zresztą tamta dekadencja była jedynie zwątpieniem w sens postępu, oświecenia, idei powszechnego szczęścia, była nade wszystko sztuką, a to, co dziś promują ideolodzy lewicy, to jest zniszczenie znanej nam cywilizacji, chrześcijańskiej, opartej na narodowych wartościach. Dodajmy, że cywilizacji jeszcze na szczęście swojskiej nawet dla naszych dzieci, ale jednak coraz bardziej wyobcowanej dla nich, trochę takiej, można by rzec, moherowej. To uogólnienie, ale trend jest chyba aż nadto widoczny. W Polsce nakłada się na to, dodatkowo,  przemożna chęć wykorzenienia Polaków z ich polskości, z tradycji. A nade wszystko z myślenia o przyszłości. Jak dotąd, walka z polskością jest trudna i raczej bezowocna, ponieważ kolejne młode pokolenie Polaków powraca do kart naszej dumnej historii i za nic ma lewacką wizję „imperialnego najazdu” Polaków na Moskwę w 1612 roku.

Jeśli idzie jednak o przyszłość, lewica ma tu wielkiego sojusznika – znienawidzony kiedyś przez jej ideologów wielki międzynarodowy kapitał. Ten sojusz wszelkiego lewactwa i wielkiego kapitału to ostatni akord znanej nam historii Europy. Można powiedzieć, ze to ostania warstwa komunizmu, jaka jeszcze pozostała, a pod nią nie ma już żadnej, ale to żadnej myśli tego totalitarnego obozu, sprawcy wszystkich nieszczęść XX wieku. Wiedzą o tym doskonale jego spadkobiercy. Sojusz kapitału i lewaków trwa w Polsce co najmniej dekadę, a obłędna filozofia ogólnego niebytu Polski w Europie, jaką wciela w życie Platforma Obywatelska, tylko wzmacnia te więzy. Zagraniczny kapitał opanował praktycznie całą gospodarkę i sprowadził życie Polaków do niewolniczej pracy i prostej konsumpcji podstawowych dóbr, które media wciskają nam jako dobra luksusowe. To znakomicie sprzyja lewicy do wypędzania z nas polskiej choroby i pompowania w to miejsce europejskiego wirusa, który na Zachodzie już nie działa, bo tam wszyscy zwracają się ku narodowym narracjom. Rozproszona Polska, podzielona, zawłaszczona przez międzynarodowe koncerny i przez nie wyzyskiwana, to spełnienie marzeń lewaków. Jeśli dodamy do tego polityczny dyktat Berlina i Moskwy w Warszawie, to już nic lepszego nie można sobie wymarzyć. Gdyby tylko jeszcze udało się utrzymać ten kurs, dwa, trzy lata i wygrać następne wybory.

Realizacji polityki wynarodowienia służy także tragedia w Smoleńsku. Przeciwko narodowej żałobie po stracie Prezydenta i wielu wybitnych osobistości naszego państwa wystawiono najobrzydliwsze kreatury lewackiej elity politycznej i celebryckiej z  Urbanem, Palikotem i Wojewódzkim na czele. Polacy skundleni, zagonieni i zepchnięci do iluzorycznego bogacenia się tu i teraz, to sytuacja idealna, by wyprać nas do końca z pielęgnowania polskości, by zabić nasze dusze. Ten cel postawiono sobie kilkadziesiąt lat temu, ale dopiero pod rządami PO, stał się możliwy do osiągnięcia. Tak, jak w 1940 roku na drodze do pokonania Polski stała ówczesna inteligencja, masowo mordowana przez Sowietów i wywożona na zawsze do syberyjskiej tajgi, tak w 2010 roku, na drodze stał ś.p. Lech Kaczyński i polska generalicja, wolna od sowieckich wpływów. Ideolodzy III RP, od mediów po polityków,  oraz tak zwany Salon, marzyli i marzą nadal o jednym: Polacy mają żyć z dnia na dzień, żyć chwilą, bez refleksji, co będzie jutro i za dziesięć lat. Cała medialna produkcja III RP jest nastawiona na zniszczenie naszej narodowej tożsamości, a ostatnie lata to prawdziwa antynarodowa kampania – od stacji informacyjnych po produkcje filmową. Liczy się to, co dziś, za godzinę. Żadnego planowania, żadnego myślenia, co dalej, co jutro, pełen relatywizm – to narracja III RP Donalda Tuska. W tym sensie oddał on niezaprzeczalne zasługi dla Czerskiej i Wiertniczej i powinien dostać od nich duży order. Ale go nie dostanie, bo został jedynie wynajęty do czarnej roboty, o czym zapewne nie widział ponad siedem lat temu, gdy chciał zostać prezydentem.


Filozofia depolonizacji Polski ma swój dalekosiężny cel,  który już dziś przynosi efekty: zredukować nasz naród do minimum, do kilkunastu milionów, tak, by powstał pas ziemi niczyjej, by nie popełnić błędu rozbiorów, kiedy polskość, jakkolwiek tępiona prymitywnymi metodami, była ostoją naszej narodowej tożsamości. Kult własnego ja, własnej kariery, posiadania wszystkiego od zaraz, znakomicie sprzyja ucieczce od rodziny, od potomstwa, od wychowywania własnych dzieci. Można powiedzieć, że ta zbrodnicza dla przyszłości Polski filozofia na szczęście ma właśnie teraz swój kres. Wynika on głównie z powszechnego kryzysu lewackiej Europy, Europy postępowej, antynarodowej, Europy wykorzenionej z chrześcijaństwa. Brakuje idei, myśli i w tym sensie jest to koniec epoki Oświecenia. Mamy szansę obronić polskość i obronić Polskę przed Komuną, pod jednym wszakże warunkiem: odsunięcia obecnych elit III RP od władzy. W świecie polityki pełnią one bowiem nadal rolę namiestnika obcych interesów w naszym kraju, a nie przewodnika i strażnika narodowych wartości, co było udziałem elit przedwojennych. Musimy nie tylko powrócić do Polski, ale także powrócić do naszej przyszłości, w niej jest miejsce dla wielkiej Polski.

sobota, 9 lutego 2013

Kłamać, kłamać, jak oni to uwielbiają...


Dokładnie trzynaście miesięcy temu pisałem na Salonie 24 o tym, że prawda o Smoleńsku to koniec III RP (http://benevolus.salon24.pl/379462,prawda-o-smolensku-to-koniec-iii-rp ).
Nic się od tego czasu nie zmieniło. Nic ważniejszego w Polsce nie zdarzy się w tej dekadzie, poza odkryciem prawdy o Smoleńsku, która – jeśli ujrzy światło dzienne – to przy naszym zbiorowym wysiłku, powinna doprowadzić do upadku Komuny w Polsce. Może to dotrze w końcu do prawicowego mainstreamu i do całej politycznej prawicy, która ciągle daje się wpuszczać w gierki lewaków. 

Przykrywanie Anną Grodzką już się skończyło, a do przykrywania w III RP jest oczywiście zawsze tyle, że kołdry nie starcza, zawsze wylezie jakiś obciach władzy: a to niedomyte nogi, a to brudne paznokcie.  Sam fakt - jeśli on w ogóle ma coś znaczyć - że osoba transseksualna jest posłem na Sejm RP, jest już dowodem otwartości państwa i tolerancji w wymiarze współczesnej, lewackiej Europy. Palikot znowu odwalił więc kawał dobrej roboty dla Tuska, promując Panią Annę na wicemarszałka Sejmu. Żadna to jego porażka z Panią (na pewno) Wandą Nowicką. Porażką było zajmowanie się Grodzką przez dwa tygodnie, co zresztą cały czas podkręcali politycy i reżimowe media oraz, niestety, także blogsfera. Nie ma w Polsce takiego problemu, jak homofobia i brak tolerancji dla różnych mniejszości i odmienności. Ale lewacy, jak zwykle sami tworzą problem, żeby go potem rozwiązać, żeby znowu był postęp. Gdyby nie to, postępu by w ogóle nie było. To jest esencja współczesnego lewactwa. Kiedy cichną do zera postawy antysemickie (nie mylić z antyżydowskimi), lewacy ładują komputery i odpalają całą serię mrożących krew w żyłach publikacji o polskich żydożercach. No i w ostatnich dniach doszło jeszcze te trzysta miliardów złotych, czyli żałosna propaganda III RP o tym, jak to Tusk zawalczy o kasę dla Polski. Nie wiem, jak działa sztab Prawa i Sprawiedliwości, ale to, co dostaniemy z Brukseli nie jest żadnym sukcesem ani też żadną wielką porażką, poza tym, że całkowicie odpuszczono sobie walkę o polska wieś. Ta kwota jest dopiero punktem wyjścia do jakichkolwiek obliczeń, co my z tego realnie mamy. No bo ile zostaje z tej kasy w Polsce, a ile płynie z powrotem do Niemiec? Należy pamiętać, że dla Angeli Merkel i jej strategów idea Mitteleuropy to projekt niedokończony. Trzeba jeszcze zbudować trochę dróg i oczyszczalni ścieków, więc strumień pomocy finansowej dla Warszawy jest jak najbardziej w interesie Berlina. No i w interesie polskiej oligarchii. My mamy podziwiać „pasemka” autostrad i zaciskać zęby, kiedy przychodzi nam płacić za przejazd nimi. 

Tymczasem, mamy trzy tematy, które wynikają wprost z polityki i wydarzeń ostatnich pięciu lat: Smoleńsk, rosnąca przepaść cywilizacyjna pomiędzy Polską i bogatym Zachodem, oraz całkowita zależność polskiej polityki zewnętrznej i wewnętrznej od obcych mocarstw.

Żyjemy w śmiertelnym dla nas zagrożeniu utraty jakiejkolwiek samodzielnej polityki, a lewacy karmią Polaków Anną Grodzką. Blogerka Martynka mądrze pisze o nokaucie, jaki ostatecznie został zadany kłamcom smoleńskim (http://naszeblogi.pl/36209-nokaut). Brzoza znowu powraca, bo okazuje się, że źle ją zmierzono, nie w tym miejscu, a to wszystko – dla przypomnienia - dotyczy śmierci polskiego Prezydenta i politycznej elity państwa.

Tymczasem prawica przepycha się o Grodzką. Czy głupota dopadła też „naszych” polityków? Nikt nie broni już wersji wypadkowej, narasta świadomość, także w obozie władzy, że jej koniec jest bliski. Powiedzmy otwartym tekstem: zdrajcy Polski, eksperci przestępcy, chodzą po polskich ulicach, nadal decydują o Polsce. Wszyscy oni powinni trafić do pudła, a stoją dziś na pudle i czekają na medale za Brukselę. Smoleńsk – oczywiście z korzyścią dla siebie – chce też rozegrać Moskwa, wskazując winnego w Polsce. Budzi się  w tej sprawie Berlin. Zamach Smoleński stał się – choć to przygnębiające w sumie – dźwignią polityczną do zmian  w całej Europie Środkowej, nie tylko w Polsce. Możliwe są tylko dwa scenariusze: albo prawda o Smoleńsku zakończy byt III RP i odzyskamy władzę nad naszym państwem, albo skundlona prawica dogada się z Moskwą i pałacem, by przeprowadzić nas znowu z Zachodu na Wschód. Grzęźniemy z roku na rok w cywilizacyjnej zapaści. Lewacy i oligarchowie wbijają nam do głów, że te drogi i betonowe wieżowce to cywilizacyjny skok dla Polski. Że to Polska w budowie, a to jest Polska w rozpadzie. Na granicy utraty swojej państwowości.